Tandetne gadżety i wyświechane bzdety. Taka jest na nasza swojska, - nowogrodzka Polska!
Tandetne gadżety i wyświechane bzdety. Taka jest na nasza swojska, - nowogrodzka Polska!
echo24 echo24
24305
BLOG

I komu to przeszkadzało? Rzecz o wakacyjnej transformacji kulturowej na Półwyspie Helskim

echo24 echo24 Społeczeństwo Obserwuj notkę 9
Im kultura niższa, tym naśladownictwo bardziej rozwinięte (Stefan Żeromski)

           Dedykowane blogerowi piszącemu pod nickiem @Siukum Balala

A teraz do rzeczy.

Pewien stary rybak z mojej ukochanej Jastarni powiedział mi kiedyś, że Pan Bóg sypiąc helską mierzeję ze złotego piasku musiał być w szampańskim humorze. I wiedział, co mówi, gdyż ta od wieków zmagająca się z morzem piaszczysta kosa ulepiona z uśpionych bałtyckich wydm porosłych garbatymi od wiatru sosnami to dla mnie najpiękniejsze miejsce na ziemi, dokąd od ponad pięćdziesięciu lat każdego roku ciągnę skądkolwiek bym był i choćbym nie wiem, co ważnego miał do załatwienia. Genialny architekt tego osobliwego pomnika natury był, jak na Stwórcę przystało nieśpieszny, bowiem gęsim piórem wykreślane średniowieczne mapy pokazują, że dzisiejszy Półwysep Helski był niegdyś archipelagiem podłużnych wysepek, które na przestrzeni wieków morskie prądy złączyły ze sobą w dziewiczą mierzeję, gdzie osiedli helscy Kaszubi Błotni żyjący od wieków w idealnej harmonii z tamtejszą naturą.

Nielekko się żyło na tej bałtyckiej riwierze Północy, a antenaci tubylczych rodów Kaszubów Błotnych wypływając w karmiące ich morze nigdy nie wiedzieli, czy powrócą szczęśliwie do domu. Ukochali jednak nad życie ów wykradziony Neptunowi, jak pajęcza nitka cienki i wdzierający się hen na otwarte morze skrawek lądu, którego odwiecznie bronili przed naporem sztormowych fal. Niestrudzeni tubylcy całymi latami umacniali wiklinową faszyną brzeg od strony otwartego morza, nasadzali krzewy chroniące martwe wydmy od sztormowych wichrów, z dębowych pali budowali przybrzeżne ostrogi, a ostatnimi laty przesypywali piach z zatoki na od-morską stronę.

Więc, żeby im ten znojny żywot, choć trochę umilić, mieszkająca u nasady mierzei Matka Boska Swarzewska utkała im na rybackich krosnach ciągnące się kilometrami wzdłuż Półwyspu bajecznie kolorowe kobierce z dzikich róż od wiatru „pomarszczonych” - https://m.salon24.pl/0761977e46c78744634fc6c5cd89c241,860,0,0,0.jpg , a owe „helskie arrasy” przydały mierzei niepowtarzalnego piękna, którego słowami opisać nie sposób.

Nie dziwi zatem, że odkąd odkryto niezwykłe uroki Półwyspu Helskiego z wszechobecnym w tamtejszym powietrzu jodowym aerozolem, który ulecza kaca nim jeszcze ośmieli się zrodzić, - od lat trzydziestych ubiegłego wieku wypoczywała tam latem krajowa śmietanka.

Przed wojną, na owej riwierze północy letniskowały zamożne elity II RP spędzając wakacje podług sielankowego rytuału: po plażowej rewii mód - https://m.salon24.pl/c7e82a94ccd8b5039e2496f1e3d9e430,860,0,0,0.jpg i poobiednim spacerze na molo towarzystwo udawało się bryczkami do portu w Jastarni na legendarny dancing - https://m.salon24.pl/622d30852239d86559ac8379562d2b3a,860,0,0,0.jpg , gdzie przygrywały z fasonem okrzyczane big bandy Golda i Petersburskiego, a panowie i panie, obowiązkowo w białych smokingach i sukniach oddawali się magii tańca, by wieczorem, w atmosferze frywolnej, wakacyjnej plotki ruszyć stylowym parostatkiem na otwarte morze w tajemny „rejs powitania słońca” - https://m.salon24.pl/497be612e41dff8cebb5bc0b69b51193,860,0,0,0.jpg .

Niestety wojna przerwała brutalnie tę sielankę, a kiedy nas w Jałcie odsprzedano Moskwie wszystko, co było na Półwyspie piękne zmyła na wiele lat fala pełzającej pandemii „wczasów pracowniczych”.

Mimo tego, potomkowie przedwojennej socjety mający w genach miłość do helskich plaż, jak ptaki do swych gniazd każdego lata powracali na ów wykradziony Neptunowi skrawek piaszczystego lądu.

I choć pomieszkiwało się wtedy dosłownie pod jednym dachem z helskimi Kaszubami w ich zgrzebnych obejściach z wychodkiem na podwórzu i odbijającym na zmianę pogody wiecznie przelanym szambem - https://m.salon24.pl/36ce5d1f60ac4784d656cd0ddc9a2514,860,0,0,0.jpg , a za łazienkę musiały wystarczyć miednica, dzbanek i cynowy kubeł z lodowatą wodą, przez kilka dekad drugiej połowy ubiegłego wieku bawił na Helu inteligencki kwiat mrocznego czasu komuny, swoisty konglomerat gwiazd teatru, filmu, świata nauki, a także niebieskich ptaków i ubeków, którzy byli wszędzie.

Wieczorami, gdy upał już nieco zelżał, przed rybackimi chatami wystawiano na wykoślawionych zydlach tace mieniących się srebrem rolmopsów z gorczycą i pachnące jałowcem patery przesypanych kryształami soli świeżo wędzonych fląder połyskujących w blasku gasnącego słońca miodową barwą bursztynu. Pod wieczór zaś zaczynał się snuć po Półwyspie aromat „świętego dymu” starych kaszubskich wędzarni, wabiący najwybredniejszych smakoszy do owych zaczarowanych miejsc, gdzie jak w cynamonowych sklepach na ręcznie kutym ruszcie zwisały ciężko szkarłatno brunatne płaty bałtyckich łososi i grona węgorzy wędzonych z maestrią na czereśniowym drewnie, - iście boskie cymesy o smaku, który podlany kieliszeczkiem „czystej” przywracał wątpiącym pewność, iż życie potrafi być piękne.

I choć trudno to pojąć, wszyscy żyli w jakiejś zadziwiającej symbiozie przyjaznych sobie ludzi z nazwiskami, fantazją, pieniędzmi, których na pohybel komunie łączyło ułańskie poczucie humoru, upodobanie wolności i jakże znamienny dla tamtej epoki stan sielskiej i bezkarnej beztroski. Bo polski pieniądz nic wtedy nie znaczył więc nie dbano o kasę rzucając się na oślep w wir spontanicznej zabawy ludzi szczęśliwych chwilą, pachnących słońcem i morską bryzą niemających nic do stracenia „szczęśliwców”, - niebojących się jutra.

Z biegiem lat na Półwyspie Helskim wykształcił się samorodny trójpodział władzy, bowiem w Chałupach królowali wybitni aktorzy, w Kuźnicy medytowali luminarze nauk i arcymistrzowie sztuk pięknych, zaś w Juracie zagnieździł się biznes.

Jednak od czasu do czasu wszyscy spotykali się w Jastarni, gdzie grasowali birbanci, a tak naprawdę grupa krnąbrnych Polaków mających charaktery zbyt harde by się dać oprawić w zbyt dla nich ciasne ramy szaroburej peerelowskiej egzystencji, którą buńczucznie gardzili i na pohybel komunie starali się czerpać z życia samo piękno i radość oddając się nieustającej balandze, - nieznającej jutra.

Ale owe „balangi” to nie były jakieś tuzinkowe zabawy, lecz wyrafinowane symfonie bałtyckiego snu nocy letniej grane pod partyturę genialnych kompozytorów, którzy polski dramat umieli przekuć w epopeję beztroskiego szczęścia. I tak, dzięki tym arcyzabawnym spektaklom subtelnie smakowanego dowcipu i pikantnej anegdoty, w czasach, kiedy szczytem marzeń większości rodaków był romans z kaowcem domu wczasowego, owi „Kolumbowie” kreowali na Półwyspie Helskim podwaliny powojennej szkoły wytwornej rozrywki ekskluzywnego kurortu, którą nazwano „SZKOŁĄ HELSKĄ”.

Niestety w tamtych czasach nikt nie dokumentował owych spontanicznych aranżacji, a owe perełki sztuk aktorsko oratorskich przepadły na zawsze.
Aż pewnego dnia uświadomiłem sobie, że jeśli ktoś o tej „helskiej balandze” nie napisze, to po dwudziestu latach pamięć o niej zaginie bez śladu, - i ogarnął mnie lęk, że świat mógłby się o tym socjologicznym fenomenie nigdy nie dowiedzieć. Chwyciłem tedy za pióro i w roku 2006 wydałem własnym sumptem książkę zatytułowaną „Epopeja helskiej balangi – GRUPA”, w której opowiedziałem o przyjacielskiej ferajnie wagantów złączonych ponadczasową miłością do Mierzei Helskiej, nade wszystko jednak desperacką radością życia -  na przekór szarzyźnie, sztampie i bylejakości „czasów minionych” - http://2006.bookart.pl/index.php?module=Pagesetter&func=viewpub&tid=10&pid=40 .

Lecz moim największym pragnieniem było, by tę książkę zdążyli jeszcze przeczytać nestorzy GRUPY, którzy współtworzyli ową „epopeję”. I udało mi się, że tak powiem w ostatniej chwili.  Bowiem na wystawnej promocji „epopei helskiej balangi”, która odbyła się w Hotelu SPA „Dom Zdrojowy” w Jastarni - https://m.salon24.pl/3a9865d31ffe932e1c347b414079e37f,860,0,0,0.jpg stojącym w tym samym miejscu, gdzie w latach dwudziestych ubiegłego wieku bawili Mościcki, Beck, Kossak, Bodo, Halama, Smosarska…, pojawiła się w sierpniu 2006 starannie oddestylowana czołówka najznamienitszych gwiazd scen polskich drugiej połowy ubiegłego wieku, pośród których znalazły się takie ikony, jak Kuba Morgenstern - https://m.salon24.pl/8e07313244dfd64af887f51014b1bfb1,860,0,0,0.jpg , Gustaw Holoubek - https://m.salon24.pl/e73d0dfa4eea97a0c391247a6e310f59,860,0,0,0.jpg i Zbigniew Zapasiewicz - https://m.salon24.pl/241a1041fce9777448c83fc68cec0992,860,0,0,0.jpg .  Wymieniam tylko te trzy nazwiska gdyż los sprawił, że już od nas odeszli. Więcej zdjęć a galerii fotografii: https://www.salon24.pl/galeria/582690 .

I tak w dniu 7-go sierpnia roku 2006, w salach cocktailowych i na tarasach widokowych luksusowego hotelu SPA "Dom Zdrojowy" w Jastarni - https://m.salon24.pl/d1a2bee19cad6ef35c6d08d4a310ef27,860,0,0,0.jpg , odbyła się pamiętna promocja epopei helskiej balangi - https://m.salon24.pl/dded3c1b62ffeb96ae158d831d9c5056,860,0,0,0.jpg .

Obejrzyjcie Państwo proszę w wolnej chwili relację filmową - szczególnie polecam wywiad jakiego udzieliłem lokalnej telewizji, w którym wyjaśniłem dlaczego "epopeja helskiej balangi” jest trwałą i godną upamiętnienia wartością kulturową (patrz: 10-ta do 19-tej minuty zapisu filmowego):

https://www.youtube.com/watch?v=OWoy5NF1QIo

I zapewne długo jeszcze trwałaby to piękna i łącząca ludzi epopeja, lecz jesienią pamiętnego roku 2015-go władzę w Polsce przejęła partia Jarosława Kaczyńskiego i wszystko szlag trafił.

Dlaczego?

Bo ze wszech miar słusznie pisze prawicowy bloger @Siukum Balala, któremu opisana w mojej książce pt. „Epopeja helskiej balangi – GRUPA” adoracja uroków niegdysiejszego życia towarzyskiego na Półwyspie Helskim nie bardzo się spodobała, - czemu dał wyraz w opublikowanej na Salonie24 zaczepnej pod moim adresem notce pt. „Śladem pisarza w Jastarni ”, - vide: https://www.salon24.pl/u/siukumbalala/1159779,sladem-pisarza-w-jastarni cytuję za zniesmaczonym blogerem @Siukum Balala:

Pobyt w Jastarni pozostawił mnie z uczuciami mieszanymi. Nie odnalazłem  w Jastarni żadnego śladu dawnej świetności. Tej cudownej atmosfery lat 60 – tych (…) Tego już dziś tam nie ma (…) Siły życiowe narodu są ponad to wszystko, znowu króluje " pełzająca zmora " dawnego Funduszu Wczasów Pracowniczych. Pisowska progenitura 500 + …”, koniec cytatu.

I bodaj po raz pierwszy odkąd jestem na Salonie24, muszę się zgodzić z blogerem Siukum Balala w całej rozciągłości!
Bowiem wraz z nastaniem rządów pisowskiej władzy „dobrej” zmiany, Półwysep Helski upodobały sobie za miejsce letnich wakacji nowe elity PiS hołdujące manierze żoliborskiej subkultury podwórkowej, a od jakiegoś czasu na helu zaczęli także brylować beneficjenci biznesowych sfer obajtkowo-pcimskich.

I życie dopisało drugi tom „epopei helskiej balangi”.

Bo falanga miłośników partii Jarosława Kaczyńskiego, wystrojona w handlowych centrach wielkometrażowych, gdzie Europa wyzbywa się bubli, w których już tam nikt nie chce chodzić, dała na Helu początek pandemii tandetnej szpetoty, gdyż z natury pozbawieni poczucia piękna miłośnicy partii Jarosława Kaczyńskiego czują się tym lepiej, - im wokół nich obskurniej i brzydziej.

I choć władze Gminy zrobiły w Jastarni wiele dobrego, że wspomnę oczyszczalnie ścieków, odnowione porty, wybrukowane chodniki, nowe mola, kwieciste klomby, szkoły windsurfingu, i chyba najpiękniejsze w świecie ścieżki rowerowe, - to niestety, w centrum Jastarni, niegdysiejszy aromat świętego dymu starych kaszubskich wędzarni musiał ustąpić miejsca fetorowi podpałki do grilla i przepalonego oleju.

A niegdyś ciche i przytulne jastarniane korso spacerowe zmieniło się w upstrzone pod gust nowobogackiego beneficjentów trzynastej emerytury obskurne targowisko, sklecone na sezon z ohydnych bud i straganów, w których elity obajtkowo-nowogrodzkie, z Gazetą Polską i Gościem Niedzielnym pod pachą, nabywają tandetne szkaradztwa z uszczęśliwioną miną, iż nareszcie, o czym ich przekonał złotousty premier Morawiecki, silna i bogata Polska będąca bijącym sercem Europy, - należy do nich.

W tym koszmarnym chłamie, depcząc sobie po piętach kotłują się wrzaskliwe hurmy żelaznego elektoratu partii Jarosława, opychające się hot dogami, goframi, chipsami, popcornem i watą cukrową.

A, że nowogrodzki elektorat lubi podjeść do syta, wieczorami pędzi do tanich garkuchni, by popijając tanie piwsko dopchać się kotletem schabowym, a w porywach, miast szlachetnym bałtyckim łososiem, delektować się karmioną chińskim łajnem pangą, - gdyż dla nich jedno i drugie to ryba.

I tak, ta karuzela kaleczącego wrażliwość bezguścia wiruje od rana do nocy w kakofonicznym zgiełku rzężących nieznośnie mechanicznych żyraf i słoników, na których kiwają się tępo znudzone bachory, a ryk biesiadnych hitów disco polo gryzie się z jękliwym zawodzeniem peruwiańskich fujar.

I znów muszę przyznać rację blogerowi @Siukum Balala, że coraz mniej w tym tłumie kulturalnych twarzy, gdyż niedobitki czujących coś jeszcze wrażliwców wieją przed tym chłamem gdzie pieprz rośnie przemierzając kilometry brzegiem morza,  by znaleźć bodaj skrawek pustej plaży i pogadać z mewami, jak pięknie było niegdyś na Półwyspie.

Jak widać, strasznie nam napaskudziły pisowskie lemingi w Jastarni, gdzie ostatnimi laty zakorzeniona w przedwojennej tradycji kultura wysoka została brutalnie wyparta przez bogoojczyźnianą subkulturę kruchtową.

Lecz nic to, Panie @Siukum, - nie takie plagi przetaczały się po tej ziemi.

Na szczęście, galopujące z prędkością światła drożyzna sprawia, że Polacy zaczynają się z wolna wybudzać z letargu, w jaki ich wprowadzili anestezjolodzy telewizji publicznej niejakiego kurskiego Jacka, - i jest już tylko kwestią czasu, kiedy do Jastarni znów powrócą stare dobre lata przywracając jej dystyngowaną urodę ekskluzywnego kurortu.

I na koniec słowo pocieszenia do rodaków zatroskanych o to, co się teraz dzieje w Polsce.

Kochani! Władza partii Jarosława Kaczyńskiego to jedynie historyczny epizod.

Więc głowa do góry!

Przeszczep kaleczącej naszą polską duszę disco polowej subkultury żoliborsko pcimskiej nigdy się nie przyjmie w odpornym na kicz organizmie naszego wielowiekowego, - kulturowego dziedzictwa.  

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego Państwa)

Post Scriptum

UWAGA!

Mam przyjemność ogłosić największy jak dotąd sukces w mojej blogerskiej działalności na Salonie24.

Jaki to sukces? Już wyjaśniam.

Po pierwsze: Udało mi się wreszcie wyeliminować nienawistne komentarze autorstwa pisowskich ortodoksów, gdyż notka już wisi kilkanaście godzin i w przeciwieństwie do tego, co było do tej pory, - nie ma ani jednego, powtarzam ani jednego  komentarza rzeczonych fundamentalistów.

Po drugie: Tylko w ostatnim półroczu na Salonie24 ukazało się kilkanaście paskudnych notek autorstwa rzeczonych oszołomów o blogerze Krzysztofie Pasierbiewiczu (Echo24), co uważam za rekord wszech czasów Salonu24.

Słowem nie poszła na marne moja blogerska praca u podstaw ku naprawie Rzeczpospolitej demolowanej przez przez partię Hunów Jarosława Kaczyńskiego. 

To ważny dla mnie dzień. Zapamiętajcie Państwo proszę tę datę: sobota 11 czerwca 2022, - bo z pewnością będę do tej daty jeszcze wielokrotnie wracał w przyszłości.

I jeszcze słowo do Adminów.

Zamietliście tę notkę pod dywan, a mimo to ilość odsłon idzie już w tysiące. Słowem próżne Wasze wysiłki, a prestiż Salonu24 z pewnością na tym nie zyska. Chciałbym tedy spytać, dlaczego Państwo tak postępujecie? Przecież mamy demokrację i wolność słowa. Boicie się czegoś? Chcecie się komuś podlizać? Co jest tego rzeczywistą przyczyną? Konformizm? Oportunizm? Serwilizm? Czy może błędne zrozumienie przekazu notki? Pozdrawiam

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo