echo24 echo24
258
BLOG

Ciemna strona mocy talibów nowogrodzkich

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 26
Już pieje kur!

Motto: Jak się Jarosław Kaczyński nie opamięta, to się do Polski nie tylko Europa i Świat, ale sam Pan Bóg plecami odwróci — Krzysztof Pasierbiewicz

Historia lubi zataczać koła. Czasem są to koła postępu, ale bywa też – jak w Polsce ostatnich lat – że są to kręgi błędnego powrotu do dawnych demonów. Gdy w roku 2020 pisałem o „talibach nowogrodzkich”, wielu uważało, że używam metafory zbyt ostrej.

Dziś, po wydarzeniach ostatnich lat i po ostatniej konwencji PiS w hali krakowskiego „Sokoła”, mam wrażenie, że rzeczywistość przebiła nawet moje najczarniejsze przewidywania.

Bo oto Jarosław Kaczyński odkrył swoje karty. Na przyszłego premiera Polski namaścił człowieka, który jest politycznym odpowiednikiem ideologicznego buldożera – doktora habilitowanego Przemysława Czarnka. Człowieka, który jest uosobieniem wszystkiego, co w tej formacji najgroźniejsze. Nie jest to zwykła decyzja kadrowa. To polityczny manifest.

Plan Nowogrodzkiej

Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, dokąd zmierza projekt polityczny Jarosława Kaczyńskiego, nominacja Czarnka rozwiewa je ostatecznie. To plan powrotu do Polski:

• antyunijnej,

• klerykalno-ideologicznej,

• zamkniętej intelektualnie,

• wrogiej wobec kobiet i mniejszości,

• opartej na terrorze poprawności politycznej jednej, jedynie słusznej narracji politycznej.

Krótko mówiąc – plan budowy państwa ideologicznego.

Czarnek nie jest przypadkowym politykiem. On jest – używając języka wojskowego – pociskiem kierowanym Nowogrodzkiej. Jarosław Kaczyński wie, że epoka miękkiego populizmu Morawieckiego dobiegła końca. Teraz potrzebny jest ktoś, kto z energią ideologicznego komisarza poprowadzi krucjatę przeciwko wszystkiemu, co nie mieści się w wizji Polski narodowo-katolickiej. Dlatego wybrał Czarnka.

Nowogrodzka – seminarium polityczne

Od dawna mam wrażenie, że przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie funkcjonuje coś pomiędzy sztabem politycznym a seminarium ideologicznym. Z jednej strony produkowane są tam strategie wyborcze, z drugiej – dogmaty.

Dogmat pierwszy brzmi: tylko PiS ma receptę na Polskę.

Dogmat drugi: kto się z nami nie zgadza, jest w najlepszym razie naiwny, a w najgorszym zdrajcą.

Dogmat trzeci: im więcej konfliktu, tym lepiej dla władzy.

„Polska normalna”

Podczas konwencji w krakowskiej hali „Sokół” Czarnek ogłosił polityczną mobilizację, mówiąc: „Ruszamy dla was, dla Polski normalnej, dla Polski zasobnej, dla Polski wartości, dla Polski pięknej”. Słowo „normalna” nie jest tu przypadkowe. W języku polityki PiS oznacza ono bowiem coś bardzo konkretnego. „Polska normalna” według Czarnka to Polska:

• bez „liberalnych elit”,

• bez feminizmu,

• bez europejskiego federalizmu,

• bez pluralizmu kulturowego.

Według doktryny Czarnka to kraj:

• gdzie kobieta ma przede wszystkim rodzić,

• gdzie szkoła ma przede wszystkim wychowywać ideologicznie,

• gdzie patriotyzm mierzy się głośnością okrzyków,

• a Europa jest dobra tylko wtedy, gdy daje pieniądze i siedzi cicho.

Halucynogen awansu

Najbardziej fascynujące jest jednak coś innego. Jarosław Kaczyński odkrył jeden z najpotężniejszych mechanizmów psychologicznych w polityce. Mechanizm, który nazywam halucynogenem awansu społecznego.

Prezes PiS doskonale wiedział, że gdy parweniuszowskiemu inteligentowi powie, że przynależy do crême de la crême IV RP, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, będzie owego społecznego awansu bezkrytycznie bronił. Zaś w obawie przed utratą statusu wyróżniającego go ponad resztę społeczeństwa, taki delikwent zrobi dosłownie wszystko. I dlatego właśnie Kaczyński powiedział ludowi pisowskiemu: „to wy jesteście prawdziwą elitą narodu”. A potem dodał: „tamci to gorszy sort”. W efekcie powstała armia ludzi gotowych bezkrytycznie bronić tej wizji do ostatniego komentarza na Facebooku. Ten mechanizm działał w PRL. Działa również dziś. Zmieniła się tylko dekoracja.

Najgroźniejszy projekt: rewolucja antykobieca

Szczególnie niepokojące są wątki dotyczące kobiet. Czarnek w swoim przemówieniu powiedział zdanie, które powinno zapalić czerwone lampki w głowach wszystkich rozsądnych ludzi. Powiedział mianowicie:

„Piekło kobiet jest dzisiaj”.

Nie wiem, czy ten użyteczny profesor zdaje sobie sprawę, że słowa te mają swoją historię. Wyrażenie „piekło kobiet” w polskiej kulturze odnosiło się do dramatów kobiet zmuszanych przez państwo lub obyczaj do życia wbrew własnej godności.

Ale w ustach Czarnka to zdanie brzmi jak zapowiedź nowej epoki moralnej krucjaty. Epoki, w której państwo zaczyna regulować najbardziej intymne sfery życia obywateli. Nie trzeba tedy wielkiej wyobraźni, aby domyślić się, jakie konsekwencje miałby rząd Czarnka dla polskich kobiet. Tak. Tak. Będzie to skutkować dla naszego państwa - globalną kompromitacją wizerunkową.

Religia państwowa

Filarem tej wizji jest coś, co nazwałbym religią państwową IV RP.

Nie chodzi tu o wiarę – bo wiara jest sprawą sumienia. Chodzi o polityczne wykorzystanie religii jako narzędzia mobilizacji elektoratu i legitymizacji władzy. W tej wizji:

• Kościół staje się ideologicznym zapleczem państwa,

• szkoła – narzędziem wychowania narodowo-katolickiego,

• a krytycy – wrogami cywilizacji.

Słowem, kto jest z nami – jest patriotą i katolikiem. Kto nie jest z nami – jest wrogiem pislamskiego państwa.

Cofka intelektualna

Jednak największym zagrożeniem jest cofka intelektualna.

Polska w XXI wieku powinna inwestować w naukę, technologie, otwartość kulturową i współpracę międzynarodową. Tymczasem projekt Nowogrodzkiej prowadzi nas w przeciwnym kierunku:

• izolacji od Europy,

• zamknięcia w ideologicznym getcie,

• podporządkowania edukacji politycznej partyjnej doktrynie.

To nie jest droga do nowoczesności. To droga do peryferyjności.

Dlaczego właśnie Czarnek?

Bo Czarnek jest politykiem, który nie ma zahamowań. Nie interesuje go kompromis. Nie interesuje go dialog. Interesuje go wyłącznie walka kulturowa. Dlatego – jak słyszymy w kulisach PiS – nazywają go swoim „kałachem”. I nie jest to metafora przesadzona.

Smak

Zbigniew Herbert pisał kiedyś, że w ostatecznym rachunku wszystko sprowadza się do kwestii smaku. Smak – pisał – to coś więcej niż estetyka. To także „chrząstki sumienia”. I właśnie z tą chrząstką w pisowskiej polityce jest dziś największy problem. Bo kiedy patrzę na niektóre wystąpienia nowogrodzkich kaznodziejów politycznych, mam wrażenie, że smak został zastąpiony czymś, co Herbert nazywał „parcianą retoryką”. Retoryką cepa. A przemówienie Czarnka w krakowskim Sokole było naszpikowane  stekiem zawstydzająco  prostackich fraz i wyrazów kompromitujących Polskę w oczach państw cywilizowanych.

Europa patrzy

W czasie gdy Europa mierzy się z największymi wyzwaniami od zakończenia zimnej wojny – wojną w Ukrainie, kryzysem klimatycznym, transformacją gospodarczą – Polska potrzebuje stabilności i mądrego przywództwa. Potrzebuje polityki, która:

• buduje sojusze,

• wzmacnia demokrację,

• rozwija gospodarkę.

Projekt Czarnka prowadzi w przeciwnym kierunku. Ku izolacji. Ku ideologii. Ku polityce permanentnego konfliktu.

Ostatnie pytanie

Dlatego pytanie, które dziś powinniśmy sobie zadać, brzmi: czy Polacy naprawdę chcą Polski rządzonej przez talibów Nowogrodzkiej?

Bo jeśli nie – to najwyższy czas mówić prawdę. Tak jak pisałem sześć lat temu: Pisać. Pisać. I jeszcze raz pisać. Demaskować ich zakłamanie. Obnażać hipokryzję. Pokazywać prawdziwe intencje. Bo tylko prawda może uratować Polskę przed polityką, która pod płaszczykiem patriotyzmu prowadzi nas w stronę państwa ideologicznego. Dlatego uważam, że obecnie nadrzędnie ważną rolą uczciwych dziennikarzy i publicystów jest wytłumaczenie inteligentom IV RP, że choć nieźle wykształceni, stanowią jednakże grupę inteligencji szeregowej. Trzeba tych ludzi przekonać, że ich odejście od nienależnego im statusu przynależności do narodowej elity to nie żadna klęska, ale wręcz przeciwnie, powrót na sprawiedliwie im przynależny szczebel w hierarchii społecznej. Że jeśli się z tą myślą pogodzą, staną się bardziej autentyczni, a co za tym idzie bardziej wiarygodni. Że nie będą się już musieli bać o utratę nienależnego im statusu. Że nie będą już musieli brnąć w zaparte. I co najważniejsze, będzie im wtedy łatwiej się porozumieć z resztą społeczeństwa. Że staną się znowu częścią narodowej wspólnoty.

A wtedy może jeszcze zdążymy sprawić, że Europa, świat – i sam Pan Bóg – nie odwrócą się plecami do Polski.

Puenta

A jeśli ktoś nadal uważa, że przesadzam, to proponuję prosty eksperyment myślowy. Wyobraźcie sobie Polskę rządzoną przez ludzi, którzy są absolutnie przekonani, że mają monopol na prawdę o naszym narodzie, jego moralności i historii.

Jeśli taka wizja Was uspokaja — głosujcie spokojnie dalej.

Jeśli jednak zaczyna Was trochę niepokoić to znaczy, że jeszcze nie wszystko stracone.

Krzysztof Pasierbiewicz (emerytowany nauczyciel akademicki, niezależny bloger)

Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Polityka