Oprawa muzyczna: https://www.youtube.com/watch?v=aYqr_NrjLok
A teraz do rzeczy - vide: https://i.gremicdn.pl/image/free/cf5c1af30bd23bf329947529034e4c3a/jaroslaw-kaczynski-w-sejmie?t=crop:3840:2381:nowe:0:89,resize:fill:1896:1186,enlarge:1
Polityka coraz częściej przypomina nie tyle teatr, co późnowieczorną czytankę grozy — taką, którą ktoś pomylił z kołysanką. Niby wszystko zaczyna się niewinnie: ot, kilka słów rzuconych mimochodem, iskierka. A potem nagle trzask — i już mamy ognisko, przy którym grzeją się media, komentatorzy i przypadkowi przechodnie. A jednak iskierki wciąż mrugają. Jedna zapala się w sejmowym korytarzu, druga przeskakuje na konferencję prasową, trzecia już płonie w nagłówkach mediów.
Problem w tym, że dzisiejsze „iskierki” nie gasną tak szybko jak w dziecięcych kołysankach. Tam były niewinne, migotały chwilę i znikały. Dziś potrafią wzniecać pożary nieporozumień. A kiedy ktoś próbuje dociec, czy to w ogóle była prawda, okazuje się, że wszyscy już dawno siedzą przy innym ogniu, słuchając kolejnej kołysanki.
Tym razem iskierka była szczególna. Z gatunku tych, co to nie tylko mrugają, ale syczą i skowyczą. W opowieści pojawił się piekarnik, pojawiła się jakaś makabryczna scena, niemal baśniowa w swojej absurdalności — jakby ktoś postanowił połączyć braci Grimm z kroniką polityczną i dorzucić do tego odrobinę tandetnego horroru. Im bardziej niedorzeczna historia, tym szybciej nabiera rozpędu. Bo przecież nic tak nie przyciąga uwagi jak coś, co balansuje na granicy makabry i niedowierzania.
I oto siedzimy wszyscy jak ten Wojtuś z dawnej kołysanki — tylko zamiast wzruszenia jest konsternacja. Patrzymy, słuchamy i zastanawiamy się: czy to jeszcze informacja, czy już fantazja? Czy ktoś naprawdę wierzy w te obrazy, czy tylko sprawdza, jak daleko można przesunąć granicę absurdu?
Najciekawsze jest jednak to, że takie historie żyją własnym życiem. Nie potrzebują potwierdzeń, sprostowań ani refleksji. Wystarczy, że raz zamigoczą — a potem już tylko krążą, zmieniają kształt, obrastają w szczegóły, aż w końcu nikt nie pamięta, skąd się wzięły. Zostaje tylko nastrój: lekki niepokój, cień groteski i wrażenie, że ktoś właśnie dorzucił kolejne drewienko do pieca.
Dawniej bajki miały morał. Dziś morał gdzieś się ulotnił, a na jego miejscu pojawiła się dziwna mieszanina sensacji i znużenia. Bo ile razy można słuchać tej samej melodii — że gdzieś, ktoś, coś niewiarygodnego zrobił — zanim przestanie nas to obchodzić?
A iskierka? Jak to iskierka. Błyszczy, przyciąga wzrok, obiecuje ogień. A potem nagle gaśnie — zostawiając po sobie tylko zapach spalenizny i pytanie, czy przypadkiem nie daliśmy się znów uśpić bajce, która z prawdą miała tyle wspólnego, co piekarnik z rozsądkiem.
Dawniej na końcu była królewna i wesele. Dziś zostaje tylko pytanie: kto właściwie dorzucił do pieca?
Mówicie, że to jakieś fioły starego rzępoły?
Odpowiadam: ja zaś myślę, że to cwaniactwo nowogrodzkiej szkoły.
Zaś Jarosław, chcąc nie chcąc - wyszedł na ruskiego trolla i to się już od niego nie odklei..
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki oraz niezależny bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla naszego państwa)


Komentarze
Pokaż komentarze (4)