Dziś, w Dniu Europy, wracam pamięcią do lat młodości i do mojego pobytu w Ameryce (1967 – 1970). Wielu ludzi pytało mnie przez lata: „Jak mogłeś wrócić z USA do Polski? Przecież tam był Zachód, pieniądze, możliwości, nowoczesność, wielki świat ”. Odpowiedź jest prosta: ponieważ zrozumiałem, że Europa — mimo wszystkich swoich wad — ocaliła jeszcze coś, co Ameryka dawno utraciła.
Ocaliła człowieka.
W mojej opublikowanej na Salonie234 autobiograficznej powieści „Magia namiętności” - https://www.salon24.pl/u/salonowcy/691742,magia-namietnosci-odcinek-26-ty-i-ostatni - opisałem wiele dramatycznych wydarzeń, z mojego pobytu w USA, ale jedno utkwiło mi w pamięci szczególnie mocno. Byłem wtedy w Chicago. Przed Bożym Narodzeniem dostałem list z Polski z wiadomością o śmierci mojej mamy – ostatniej bliskiej mi osoby, bo mojego Ojca Akowca bezpieka zadręczyła w roku 1952. Był to dla mnie wstrząs. Człowiek w takiej chwili oczekuje współczucia, ciszy, może zwykłego ludzkiego odruchu serca.
Tymczasem moja amerykańska rodzina zapytała przede wszystkim:
— Ile twoja mama miała lat?
Odpowiedziałem, że pięćdziesiąt cztery.
Na co usłyszałem mniej więcej takie słowa:
— To wielka szkoda. Mogła jeszcze kilka lat popracować.
Nie: „mogła jeszcze żyć ”.
Nie: „mogła jeszcze być z rodziną ”.
Tylko: „mogła jeszcze popracować ”.
Wtedy po raz pierwszy tak boleśnie zrozumiałem, jak ogromna przepaść mentalna dzieli Amerykę i Europę.
W Ameryce człowiek jest coś wart tak długo, jak długo produkuje, zarabia, pracuje, konsumuje i napędza machinę sukcesu. Kiedy przestaje być wydajny — staje się ciężarem. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich Amerykanów, bo wszędzie są ludzie dobrzy i źli, ale sam fundament tamtej cywilizacji zbudowany został wokół ekonomicznej użyteczności człowieka.
Europa wyrasta z zupełnie innego korzenia. Z chrześcijaństwa, z greckiej filozofii, z rzymskiego prawa, z przekonania, że człowiek posiada godność samą przez się — od narodzin aż do śmierci. Człowiek nie dlatego jest ważny, że pracuje. Pracuje dlatego, że jest człowiekiem.
To właśnie dlatego, mimo całego zachwytu Ameryką, nigdy nie chciałem tam zostać na zawsze.
W „Magii namiętności” próbowałem pokazać również coś jeszcze — że cywilizacja sukcesu i pieniądza zaczyna przenikać także do Europy. W zakończeniu powieści Ewa mówi o młodym pokoleniu:
„Ci młodzi pędzą bez sensu przed siebie na oślep, a w tej obłąkanej pogoni za sukcesem i kasą brakuje im miejsca na miłość .”
To zdanie nie dotyczy wyłącznie młodych. To diagnoza całej współczesnej cywilizacji.
Europa zaczyna zapominać, że człowiek nie żyje wyłącznie po to, by produkować PKB, robić karierę i zwiększać wydajność. Że istnieją jeszcze: rodzina, pamięć, miłość, starość, poświęcenie, wzruszenie i zwykła ludzka obecność.
Dlatego właśnie Dzień Europy powinien być nie tylko świętem politycznych struktur, traktatów i instytucji. Powinien być dniem przypomnienia sobie, czym naprawdę była europejska cywilizacja.
Bo Europa nie była największa wtedy, gdy była najbogatsza.
Europa była największa wtedy, gdy uważała, że nawet stary, schorowany i biedny człowiek ma wartość większą niż pieniądz.
I może właśnie dlatego — mimo wszystkich dramatów, jakie przeżyłem w PRL-u — wolałem wrócić do Europy.
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezależny bloger)


Komentarze
Pokaż komentarze (2)