Wielu myślących Polaków wciąż nie może się nadziwić, jak to możliwe, że wielokrotnie skompromitowany i obśmiany rząd Donalda Tuska nadal jest u władzy, a winnym największego po wojnie kryzysu państwa, jak dotąd włos nie spadł z głowy - patrz wczorajsze głosowania w Sejmie.
Dla mnie odpowiedź jest banalnie prosta, gdyż uważam, że kluczową przyczyną tego stanu rzeczy jest inwolucja intelektualna sporej części społeczeństwa polskiego w okresie, który lekkomyślnie nazwano Trzecią Rzeczpospolitą.
Pierwsze niepokojące sygnały zgłosił w roku 2010 bloger Seaman w jego dziejowej notce pt. „Leming polski. Krótka charakterystyka gatunku”, gdzie wprowadził z powodzeniem w obieg termin „leminga polskiego” definiując tę grupę społeczną jako zapóźnioną w rozwoju populację, której do życia wystarcza, że „raz w miesiącu zjada w mieście suszi, uczęszcza do SPA, pryska się masumi, a w domu ma plazmę” – nie muszę chyba dodawać, że chodzi o żelazny elektorat Platformy.
Za wyznacznik czasowy rozplenienia się lemingów Seaman przyjął tak zwane „audiotele”, czyli telewizyjny konkurs o formule „Pytanie i trzy możliwe odpowiedzi” (przykładowo: Czy Bolesław Chrobry był królem: 1. Polski; 2. Mozambiku; 3. Korei Południowej).
Seaman jednak założył w roku 2010, że leming polski już wtedy osiągnął nieprzekraczalnie niski poziom intelektualnego upośledzenia, poniżej którego jest już tylko czarna dziura. I tu się pomylił, bowiem proces odmóżdżenia lemingów postępuje do dzisiaj, a ostatnio zbliżył się niebezpiecznie do granicy debilnego absolutu – patrz afera podsłuchowa.
Chodzi o to, że Seaman przeoczył kluczowo ważny czynnik patologicznego lęku leminga polskiego przed generowanym przez Salon III RP ciśnieniem mutacyjnym, które na swój prywatny użytek nazywam „rygorem poprawności politycznej”, co skutkuje tym, iż lemingi traktując wszystko, co pisze Gazeta Wyborcza jako słowo objawione uwolniły się od potrzeby myślenia i ostatnio zaczęły ewoluować do tyłu, czyli od formy mózgu resztkowego do formy całkowicie odmóżdżonej.
Pierwszymi dowodami słuszności mojej tezy były: dziecięca ufność w zapewnienia Jacka Rostowskiego, że Polskę ominie kryzys, infantylnie ślepa wiara w cuda, jakie obiecywał Premier oraz przekonanie o dobrej woli Rosji w sprawie wyjaśnienia śledztwa smoleńskiego.
Dowodem o niebagatelnym znaczeniu było słynne przemówienie przewodniczącego Sekuły, który przemawiając do pustych krzeseł oznajmił lemingom, że afery hazardowej nie było, w co lemingi oczywiście uwierzyły.
A przysłowiową kropkę nad i postawiła ślepa wiara żelaznego elektoratu Platformy w wyjaśnienie premiera, że w aferze podsłuchowej winni są nie ci, którzy ośmieszyli Polskę w oczach świata, lecz ci, którzy ich podsłuchali.
Reasumując.
Jeśli po wakacjach Polacy nie zrobią porządku z tym mafijnym rządem, to mianem „lemingów” trzeba będzie objąć nie tylko żelazny elektorat Platformy, lecz wszystkich Polaków, o których Jego Ekscelencja Kanclerz Otto von Bismarck mówił to, co mówił.
Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)


Komentarze
Pokaż komentarze (23)