Od niepamiętnych czasów, każdego lata,
w mojej ukochanej Jastarni
gdy upał już nieco zelżał
przed rybackimi domami
na koślawych zydlach wystawiano tace
mieniących się srebrem rolmopsów z gorczycą
i wielkie pachnące jałowcem patery
pełne przesypanych kryształami soli
świeżo wędzonych fląder
połyskujących w blasku gasnącego słońca
miodową barwą jantaru
Pod wieczór zaś
zaczynał się snuć po Półwyspie
niezapomniany aromat
„świętego dymu”
starych kaszubskich wędzarni
wabiący
najwybredniejszych z wybrednych
do owych zaczarowanych miejsc
gdzie jak w cynamonowych sklepach
na osmalonym, kutym ręcznie ruszcie
zwisały ciężko
ociekające jeszcze ciepłym sokiem
szkarłatno brunatne płaty
szlachetnego bałtyckiego łososia
i
płaczące przekłutymi na przestrzał oczami
grona opasłych węgorzy
wędzonych z tajemną maestrią
na czereśniowym drewnie
owych
nieziemskich cymesów
o smaku
który podlany kieliszeczkiem „czystej”
przywracał wątpiącym pewność
że życie potrafi być piękne
No to jeszcze raz po pięćdziesiątce!
(oleiście zamrożonej oczywiście)
Krzysztof Pasierbiewicz (nauczyciel akademicki)




Komentarze
Pokaż komentarze (29)