193 obserwujących
2622 notki
5792k odsłony
  1370   0

Magia namiętności – odcinek (9)

Jastarnia 2010. Promocja "Magii namiętności" w Hotelu SPA "DOM ZDROJOWY"
Jastarnia 2010. Promocja "Magii namiętności" w Hotelu SPA "DOM ZDROJOWY"

Dylemat

Krzysztof siedział w kuchni nad projektem. Kończył magisterski dyplom. Ewa krzątała się przy obiedzie podśpiewując sobie najnowszy przebój Jackowskiego „oprócz błękitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba”, a Marynka, która już zaczynała chodzić, wspięta na paluszkach naśladowała mamę. Przesiadywali w kuchni, bo wypalili już cały deputat węglowy, a następny przydział przysługiwał dopiero w następnym kwartale. Oszczędzając resztki czarnego diamentu palili na zmianę w kuchni i pokoju Marynki, ale mimo to mieszkanie było wypełnione ciepłem szczęśliwego domu.

– Ugotuję świeżutki rosołek! – zakomunikowała Ewa radośnie wkładając do garnka włoszczyznę. – Dałam pani Jadzi z mięsnego tę bluzeczkę w kropki, za co dostałam spod lady chudziutki szponderek – przechwalała się podpiekając na złoto połówkę cebuli. Po kuchni rozchodził się błogi zapach niedzielnego obiadu.

– Mama zawsze mówiła, że przyrumieniona na blasze cebula to sekret udanego rosołu – odezwał się Krzysztof. Przypominam sobie jak w każdą niedzielę, jeszcze w starym mieszkaniu, mama przekrawała cebulę, by ułożyć rozcięte połówki na rozpalonej blasze kuchennego pieca – dodał z rozrzewnieniem.

Ewa weszła mu w słowo:

– Czy pamiętasz, że dzisiaj mija rok, odkąd przyjechałyśmy do ciebie z Marynką?

– Prawdę mówiąc nie – wyznał szczerze.

Wstał od stołu, wziął Ewę na ręce i zaczął z nią wykręcać po kuchni zamaszyste hołubce.

– Kocham cię, kocham, kocham! – falsetował udając operowego śpiewaka, a widząc, że Marynce buzia składa się w podkówkę złapał ją wolną ręką pod pachy i wywijając z obiema śmieszne obertasy, wrzeszczał:

– I Marynkę też kocham! Tralali! Tralala!

Wydzierał się na całe gardło strojąc śmieszne miny, co wprawiło olśnionego brzdąca w spontaniczny zachwyt obwieszczany salwami radosnego śmiechu. Z każdego kąta wyglądało szczęście, a po domu rozchodził się aromatyczny zapach dochodzącego na wolnym ogniu bulionu.

Naraz ktoś zapukał do drzwi.

– Jeśli to znów dzielnicowy to choćbym miał pójść siedzieć nie pozwolę szubrawcowi, by nas znowu dręczył! – rozsierdził się Krzysztof.

– Daj spokój, bo nas znowu pozwie przed kolegium! – uciszyła go Ewa i poszła otworzyć.

Po chwili wpadła jak bomba do kuchni blada jak ściana i wyraźnie roztrzęsiona syknęła Krzysztofowi do ucha:

– Rany boskie! Andrzej przyjechał! Idź proszę do niego – błagała usiadłszy w kucki pod lodówką.

Zebrawszy rozbiegane myśli, Krzysztof wyszedł przywitać niezapowiedzianego gościa.

Przed drzwiami stał elegancko ubrany, postawny mężczyzna zdający się go przewyższać wzrostem o głowę.

– Dzień dobry panu! Jestem mężem Ewy.

– Dzień dobry! Bardzo mi miło! Proszę wejść do środka – wydukał zszokowany gospodarz.

W momencie przekraczania progu Andrzej poczuł atmosferę szczęśliwego domu. Dotarło do niego, że wszystko, co mówiła Ewa, jest prawdą. Uzmysłowił sobie, że jej jest w tym domu rzeczywiście dobrze. Śmiertelnie pobladł, zmalał i skurczył się w sobie jak balon, z którego uciekło powietrze. Stał ze zwieszonymi rękami, zszarzały, oklapły, bez życia. Rosnące napięcie sprawiało, że każda sekunda zdawała się wiecznością.

Jeszcze chwila, a pęknie mi serce na widok dramatu tego złamanego człowieka – zbierał myśli Krzysztof. Nigdy nie widział dotąd człowieka rozsypującego się jak domek z kart. Ze zdziwieniem skonstatował, iż nie dość, że nie czuje satysfakcji z klęski konkurenta, to zaczyna się troskliwie zastanawiać, jak pomóc temu nieszczęśnikowi. Nie mógł dłużej patrzeć, jak znany mu z opowiadań, dumny, butny hrabia, przemienia się w strzęp człowieka.  

Głęboko poruszony wybełkotał:

– Proszę dalej, nie będziemy przecież stali w przedpokoju.

Gdy wypowiadał te słowa uświadomił sobie, że nie napalił w salonie.

– proszę wejść do pokoju Marynki. Zaraz przyniosę krzesło.

Na widok zabawek leżących na dziecięcej pościeli Andrzej złamał się do reszty. Opadł ciężko na dziecinny taboret, ujął głowę w dłonie i przez dłuższą chwilę milczał. Kiedy się, jako tako opanował poprosił Krzysztofa, że chciałby w cztery oczy porozmawiać z Ewą.

– Andrzej cię prosi o chwilę rozmowy – wyszeptał Krzysztof. – Idź proszę do niego, on tam siedzi kompletnie rozbity!

– Jezu! Ca ja mu powiem? – biadoliła biorąc na ręce Marynkę, jakby się bała pójść sama.

W czasie rozmowy małżonków Krzysztof wypalił dwie paczki pall mali bez filtra.

W końcu Andrzej wyszedł.

Usiedli naprzeciw siebie przy kuchennym stole.

– Napije się pan herbaty? – zapytał zdawkowo Krzysztof.

– Nie, dziękuję, muszę się pośpieszyć, bo chcę przed wieczorem wrócić do Warszawy – odparł Andrzej, przystępując do rzeczy. – Ale mam do pana wielką prośbę – zaczął z uległością nietypową dla postawnego mężczyzny. – Zabiera mi pan Ewę – zrobił krótką pauzę nie, właściwie to pan mi jej nie zabiera, bo to ona chce by ć z panem. To jest jej decyzja, a znam ją na tyle, że jak coś postanowi, nic jej nie powstrzyma.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale