Motto muzyczne: https://www.youtube.com/watch?v=tZBipNvbkhM
Skąd ten tytuł?
Bo właśnie mówią w telewizji, że Ludwik Dorn kandyduje do Sejmu z list Platformy Obywatelskiej.
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)
Post Scriptum
Właśnie widzę w tefałenie, jak piękna posłanka Platformy Joanna Mucha przewracając filuternie oczami tłumaczy, że kandydujący z list Platformy Ludwik Dorn i Grzegorz Napieralski to żywe dowody, że partia Ewy Kopacz ma skrzydła, a dokładniej mówiąc skrzydło prawe i skrzydło lewe.
A mnie się przypomniała moja książka wspomnieniowa pt. „Podaj hasło!” i jej rozdział zatytułowany „Klub Lotnika”, który teraz w całości Państwu zacytuję:
„W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, w sytuacjach nadzwyczajnych moją słynną w mieście pakamerę zwiedzały też panny poznawane w locie. Wiem, że mi nie uwierzycie, lecz gdzieś w głębi duszy byłem od dziecka niezmiernie nieśmiały. Z tego właśnie powodu do akcji ulicznych podrywania panienek z marszu musiałem sobie dobrać kogoś do pomocy.
Wybór padł na kolegę ze studiów o imieniu Adaś. Był to młody inżynier branży elektrycznej. W przeciwieństwie do mojej duszy romantyka, Adaś był klasycznym wzorem starozakonnego technokraty widzącego życie w omach i faradach, co w przełożeniu na jego stosunek do kobiet objawiało się kompletnym brakiem wszelakich oporów. Nasze pod każdym względem różne charaktery, w myśl znanej zasady, że skrajne przeciwności mogą łączyć ludzi, pozwoliły nam stworzyć idealny tandem.
W czasie akcji ulicznych rwaliśmy panienki metodą „zaskoczenia z Mańki”’. Dokładniej chodziło o to, by podrywaną panienkę zagaić niespodzianie w sposób tak kretyński, by próba zrozumienia tej niedorzeczności wywołała u niej blokadę racjonalnego myślenia.
Wymyśliliśmy tedy zaskakująco skuteczną metodę podrywu na „Klub Lotnika”.
Upatrzoną blondynkę Adaś zachodził od tyłu i znienacka pytał czy już odwiedziła dopiero, co otwarty nocny Klub Lotnika przy ulicy Chopina, gdzie jak nie trudno zgadnąć, mieściła się moja słynna pakamera.
Zaskoczona denatka stawała zwykle jak wryta, próbując zebrać myśli by odpowiedzieć na to wyjątkowo debilne pytanie. Kiedy tak stała bezradnie, ja wkraczałem w akcję. A chodziło o to, by idąc za ciosem wprowadzić ją w stan zażenowania.
W tym przełomowym momencie nawijałem panience, iż Klub Lotnika nosi chlubną nazwę Żwirki i Wigury, dodając mimochodem, iż chyba nie muszę tłumaczyć, kim byli ci dzielni mężczyźni. Zagadnięta panna nie mając o tym bladego pojęcia dawała się łatwo wciągnąć w przyjazną rozmowę. A ja zakładałem jej bajer, jak tym dzielnym pilotom w ich ostatnim locie odleciało skrzydło snując ową opowieść na tyle kwieciście, iż zasłuchana panna, ani się obejrzała, gdy lądowała mięciutko naprzeciwko wejścia do mojej alkowy.
Skoro byliśmy na miejscu trudno jej było odmówić odwiedzenia klubu, z czym w dziewięciu przypadkach na dziesięć, nie było problemu..., koniec cytatu.
Jak widzę tę samą metodę podrywu potencjalnych wyborców zastosowała właśnie Platforma.
Sęk w tym, że takie bajery były skuteczne pięćdziesiąt lat temu.
Serdecznie Państwa pozdrawiam


Komentarze
Pokaż komentarze (53)