echo24 echo24
1015
BLOG

Majteczki w kropeczki i kalesony w błękitne bławatki

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 20

W nocy zamknięto listy kandydatów do Sejmu i tuż przed północą szczwany pokerzysta Janusz Piechociński wyjął z kieszeni asa PSL-u. 


Owym czarnym koniem okazał się gwiazdor disco polo Sławomir Świerzyński znany z tego, że słynnym mega hiciorem „Majteczki w kropeczki” podbił nie tylko polski, ale także chiński rynek – vide:

https://www.youtube.com/watch?v=zfYsonbTxq4
 
Warto dodać, że przyszły poseł ów ambitny utwór nagrał z zespołem o rozbrajająco szczerze brzmiącej nazwie „Bayer Full”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „Pełny Bajer”.
 
Myślałem, że w konkurencji bajania niedorzeczności pani premier Kopacz nikt już nie dorówna, a jednak myliłem się srodze.
 
Bowiem dziś w telewizorze na własne oczy widziałem, jak ów koryfeusz partii chłopskiej zapowiedział, że, jak wygra, to w nowym rządzie celuje na ministra, który byłby, cytuję:

„fachowcem od kultury takim, jak ja”

Zdradził też nowe hasło wyborcze PSL-u, jak Boga kocham nie ściemniam, cytuję:

„Jeśli każdy ukradnie po milionie, to budżet nawet nie zauważy”

 A na koniec zapytany przez redaktora Kantereita, z kim PSL ewentualnie wejdzie w koalicję, ze zniewalającą prostolinijnością odpowiedział, że:

„z każdym”

I na koniec jeszcze fragment programu wyborczego przyszłego parlamentarzysty:
 
Kolonie, wycieczki, poznałem nie raz,
Obozy sportowe zaliczyłem też.
Druhenki, sportsmenki tam kochały mnie
Tam także poznałem słów znaną mi treść
Choć lata mijały i szybko biegł czas
To zawsze mówiły, to mój pierwszy raz
 
Majteczki w kropeczki ło ho, ho, ho, }
*Niebieskie wstążeczki ło, ho, ho, ho }
Bielutki staniczek ło, ho, ho, ho }
*Maleńki guziczek ło, ho, ho, ho } / x 2

Miałem iść dziś do filharmonii, lecz zmieniłem plany i idę do monopolowego po flaszkę.
 
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)

Post Scriptum

Natomiast a propos majteczek, coś Państwu opowiem.

W ponurych czasach epoki wschodzącego Gierka, mimo że na uczelni zarabiałem tyle, co paryski kloszard, do dziś nie wiem jakim cudem spędzałem co roku dwutygodniowe zimowe wakacje na nartach w Zakopanem.

W Nowy Rok 1974 zjechałem z kolegami z Hali Goryczkowej, gdzieśmy mimo koszmarnego kaca po Sylwestrze obrócili kilkanaście razy. Skonani, chcieliśmy jak najprędzej ugasić pragnienie. Wówczas ktoś wpadł na pomysł, że trzeba zaszaleć i wypić po piwku w hotelu „Kasprowy” gdzie ceny były wówczas takie jak dziś w Sheratonie i to nie w Warszawie, ale na Hawajach.

W tej orbisowskiej Mekce rekinów biznesu, sączyliśmy w ekskluzywnym barze schłodzonego „żywca” małymi łyczkami, bo na następną kolejkę już nam nie starczało. W drugim końcu baru siedziała na wysokim stołku odstrzelona w odlotowe ciuchy ponętna laseczka, możecie mi wierzyć istna Marilyn Monroe. Niestety otoczona potrójnym kordonem bombastycznych baronów czerwonej finansjery wachlujących nieziemską piękność plikami banknotów w kolorze zielonym.

Obserwując tę scenę rozmyślałem, że nie ma sprawiedliwości na świecie. Aż w pewnym momencie spostrzegłem na palcu owej Marilyn Monroe pierścionek z ogromnym brylantem, na pierwszy rzut oka kilkanaście karat. I raptem mnie olśniło, że jest szansa by tę cudną laseczkę wyłuskać spasionym krezusom. Gdy się zwierzyłem kolegom z mojego zamiaru, ci stukając się w czoło zgodnie skwitowali, że mi chyba po Sylwestrze odwaliła palma.

Nie bacząc na drwiny koleżków począłem dryfować w stronę owej damy, a kiedy się do niej zbliżyłem na odległość wzroku, spytałem ją przez ramię jakiegoś grubasa, czy ten przepiękny brylant, jaki ma na palcu to na pewno oryginał, gdyż jako geolog znający się na kamieniach szlachetnych podejrzewam, iż może to być syntetyczny szafir. Panienka zbladła jak papier i spytała z lękiem, czy znam jakiś sposób by ten kamień sprawdzić.

Na to właśnie czekałem. Odpowiedziałem obojętnie, iż nie ma problemu, ale musiałbym skoczyć do wozu po lupę i rylec – tu muszę zaznaczyć, że wtenczas jeździłem rzężącym maluchem, którego odpalałem na kijek od szczotki.

I wtenczas, ku osłupieniu komuszych krezusów i zzieleniałych z zazdrości koleżków piękna Marilyn wyciągnęła do mnie dłoń ze słowami: - Mariola jestem! Za kwadrans na ciebie czekam w apartamencie - do dzisiaj pamiętam - numer dwieście siedem.

Gdy tylko zamknąłem od środka drzwi przytulnej alkowy mojej pięknej Marylin wyznałem jej szczerze, że brylant jest prawdziwy, co ją tak uradowało, że wyjęła z lodówki szampana. Wszystko szło jak po maśle. Jednak gdy Mariola oznajmiła, iż najwyższa pora na bruderszaft oblałem się zimnym potem, gdyż sobie uprzytomniłem stan mojej bielizny. Już mówię, o co chodzi. Jako że zima była wyjątkowo mroźna, miałem pod dżinsami obciachowe kalesony z troczkiem z żółtego barchanu w błękitne bławatki, które mi mama kupiła w pedecie, żebym na wyciągu nie przymarzł do krzesła.

Oj nie zapomnę do śmierci, jak przeprosiwszy na moment zmysłową Mariolę ściągałem pośpiesznie w łazience obciachowe gacie rozglądając się rozpaczliwie, gdzie je schować. Aż je w końcu upchnąłem za kaloryferem, gdzie jak myślę leżą do dnia dzisiejszego. I pewnie będą jeszcze długo leżały, aż je ktoś znajdzie po latach, jak pewną żółtą ciżemkę za słynnym krakowskim ołtarzem.

Następnego dnia rano, ku mojej rozpaczy, Mariola mnie poprosiła bym ją podrzucił do Zakopanego, bo się umówiła w Orbisie z kumpelami na śniadanie. No i zaczął się dramat. Bowiem na hotelowym parkingu, pomiędzy mercedesami i wolwami klasy biznesowej stał mój sraczkowaty maluch z urwanym zderzakiem. A kiedy drżącymi rękami gmerałem nerwowo kluczykiem w zamarzniętym zamku Mariolę dołapał taki atak śmiechu, że jej upadło do błota drogocenne futro. A kiedy złapała oddech, zwijając się nadal ze śmiechu wydukała: - No! No! Niezłą masz furę Krzysiu! Sam sobie skręciłeś? ..., koniec opowieści.

 

Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka