echo24 echo24
780
BLOG

„Sr…li muszki…”. Rzecz o pożytkach z dziennikarskich debat

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 35

Motto: Gadowski dziwnie spuścił z tonu przy Żakowskim

Wczoraj byłem w krakowskim Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” na szumnie zapowiadanej przez prawicowy „Klub Wtorkowy” mega debacie dziennikarskich czempionów: Gadowski – Żakowski – Terlikowski.  Ustalono 3-rundowe spotkanie w tematach: 1. Imigracja, 2. Polska w Unii Europejskiej, 3. Prezydentura Andrzeja Dudy.

Sądząc po glorii nazwisk spodziewałem się pojedynku żurnalistycznego na miarę walki stulecia Mohammeda Ali z George’em Foremanem. Tymczasem musiałem wytrzymać ponad dwie godziny smętnego ględzenia o niczym, bądź prawie, albo jak ktoś woli fantasmagorii, jakie pewien antypatyczny klasyk nazwał muszę sprawiedliwie przyznać nader trafnym w tym przypadku określeniem ciamcia-ramcia, zaś w podobnych okolicznościach przyrody moja babcia zwykła mawiać: „Srali muszki do pietruszki, idzie wiosna, będzie lepiej trawka rosła”.

Nic tylko ogólniki, uproszczenia, merytoryczne uniki, desperackie przeskakiwanie z tematu na temat i zawracanie Wisły kijem w stylu meandrycznych toków argumentacji pewnego nierozważnie w czasach minionych wielbionego komuszego filozofa jagiellońskiego o zacięciu epistemologicznym, którego nazwiska nie wspomnę, bo go nawet nie warto wymieniać. Co bardziej kumaci dobrze wiedzą, o co chodzi.

Zazwyczaj zawadiacko dożarty „Janosik prawicy” Gadowski jakoś dziwnie spuścił z tonu przy umocowanym resortowo Żakowskim i choć w porywach starał się swoim zwyczajem gwiazdorzyć pod torysowsko nagrzaną publiczkę, ni cholery mu nie wychodziło. "Król Lew" Klubów Gazety Polskiej "Pod Gruszką" zachowywał się, jak cichutko pobekujący potulny baranek, podobnie jak niegdyś zazwyczaj bitny Wildstein zadziwiająco spokorniał przy pewnym członku założycielu Żydowskiego Stowarzyszenia B’nai B’rith vide:  http://salonowcy.salon24.pl/454746,wildstein-dziwnie-spuscil-z-tonu-przy-wolenskim.

Natomiast, jak się okazało całkiem niepotrzebnie spięty diatrybą przed „wyrobionym” politycznie podwawelskim audytorium Żakowski, zrazu nieśmiały, z czasem jedank coraz bardziej ośmielony pasywnością bez jajecznego tandemu Gadowski – Terlikowski próbował roztoczyć wizję "postępowej" Europy, której prawicowy odłam polskiego społeczeństwa  nie rozumie, a ja daremnie czekałem, kiedy dostanie z mańki nokautującą kontrę prawym sierpowym podbródkowym. 

Zaś wielebny Terlikowski jak pająk krzyżak zacieśniał kręgi treściowej spirali śmierci, by jak zwykle zwieńczyć swoje wystąpienie spowszedniałą już konkluzją, że kobiety polskie winny jak najwięcej dzieci rodzić, co na chwilę ożywiło zgaszoną widownię złożoną w znakomitej większości z walecznych szwadronów spod znaku Ojca dyrektora.

A niezdarnie pozujący na „niepokornego” moderator Graczyk tak prowadził dyskusję, by broń Boże nie doszło do zwarcia. I faktycznie nie doszło, a w Sali Fontany wiało nudą i fruwały w powietrzu oklepane frazesy i wyświechtane w różnej maści mediach komunały.

Zabrakło indywidualnej myśli politycznej, silnie zarysowanych opinii, żaru, wirtuozerii polemicznej, wyostrzonego ping ponga stanowisk… Ani jednej wymiany ciosów, zwarcia, ba, choćby skutecznego punktowania, jak to niegdyś czynił Leszek Drogosz. Praca nóg też kiepska i nic tylko jałowe człapanie w miejscu, opieranie się o liny i przezorne krycie za podwójną gardą w obawie żeby się nie nadziać na kontrę. No i safandułowaty sędzia, który nie dał ani razu napomnienia za pozorowanie słownej potyczki.

Słowem gorzkie rozczarowanie. Spodziewałem się, bowiem, jeśli nie nokautu, to przynajmniej spektakularnego zwarcia, a tymczasem zobaczyłem czterech kunktatorów, z których każdy w ważnej dla ojczyzny chwili myślał przede wszystkim o tym, by się broń Boże nie wychylić, bo nie jest jeszcze pewne, w którą stronę w październiku wiatr zawieje. Sorry, ale z całym szacunkiem dla interlokutorów, miast ostrego starcia dziennikarskich tuzów byłem świadkiem wstydliwie zachowawczego konsensusu okolicznościowego łączącego „ułańską” naturę Gadowskiego z „walecznym” religianctwem Terlikowskiego i post-komuszą „poprawnością” polityczną Żakowskiego, - albo jak ktoś woli musiałem posmakować mdłej politologicznej mamałygi.

Co się stało? Halny zawiał?? A może ci arcymistrzowie są ździebko przereklamowani???

I aż strach pomyśleć, że w szaroburych czasach PRL-u w tym samym Klubie Dziennikarzy ”Pod Gruszką” kwitło życie bynajmniej nie szare, a jak już zamknięto Spatif, przy ciepłej wódeczce i zeschłym tatarze zbierała się tam na tarle starannie oddestylowana czołówka literacko dziennikarska ludzi z nazwiskami, fantazją, czasami pieniędzmi, którzy mimo reżimu komuny, w przeciwieństwie do tego, co wczoraj widziałem - coś do powiedzenia mieli.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Polityka