159 obserwujących
1684 notki
3619k odsłon
1490 odsłon

Ciemna strona mocy wiecznotrwałego posła profesora

Wykop Skomentuj83

Zacznę od tego, że nie jestem członkiem PIS-u, gdyż nigdy do żadnej partii nie należałem i nadal nie chcę należeć, bo jestem niezależnym blogerem zbyt otwartym i z niewyparzonym jęzorem, by się w polityka bawić.

Zaś starzy bywalcy mojego blogu wiedzą, że zacząłem blogować po tragedii smoleńskiej w kontrze do łobuzerskiego rządu Donalda Tuska, później Ewy Kopacz, a także celem konsekwentnego demaskowania draństw, jakie wyczyniała Platforma.

A więc siłą rzeczy sprzyjałem PIS-owi, choć nie ukrywam, że czasem, choć w najlepszej wierze, krytykowałem konstruktywnie partię Jarosława Kaczyńskiego, traktując to, jako działalność w imię dobra polskiej sprawy. Ale równie wielokrotnie PIS chwaliłem za to, co dobre. No i siłą rzeczy zbliżyłem się z krakowskimi sympatykami Prawa i Sprawiedliwości i nawet zostałem stałym felietonistą portalu Klubów Gazety Polskiej, gdzie opublikowałem kilkadziesiąt felietonów.

Chadzałem też w miarę możliwości na organizowane przez opozycję prawicową patriotyczne imprezy okolicznościowe, marsze protestacyjne, zebrania - i gdzie bym nie był, czy to w Księgarni Gazety Polskiej, na zebraniach Akademickiego Klubu Obywatelskiego (AKO) im prof. Lecha Kaczyńskieg i krakowskiego Klubu Gazety Polskiej, w Krypcie Prezydenckiej na Wawelu, na miesięcznicach smoleńskich, na marszach protestacyjnych, pod Pomnikiem Adama Mickiewicza na krakowskim Rynku, pod Krzyżem Katyńskim, pod Pomnikiem Grunwaldzkim, w Katedrze Wawelskiej, w Panteonie Polskich bohaterów Narodowych w Parku Jordana… długo by można wymieniać, - niezmiennie rzucało się w oczy, że imprezy te każdorazowo organizowali dwaj bez reszty oddani Polsce działacze PIS-u panowie Mirosław Boruta i Ryszard Kapuściński. Ci dwaj patrioci byli dosłownie wszędzie, od początku do końca na imprezach, które de facto organizowali.

I częstokroć się zastanawiałem skąd ci dwaj faceci biorą tyle siły i zapału? Jak znajdują na to czas i energię? Jak godzą tę szczytną działalność z pracą zawodową. Co na to ich rodziny, które ich w domu nie widzą?

No i patrzę dziś, kto się z krakowskiego PIS-u dostał do Sejmu i z ogromnym żalem i rozczarowaniem widzę, że ani Boruta, ani Kapuściński się do Parlamentu nie dostali. Dostał się natomiast wiecznotrwały poseł profesor Ryszard Terlecki, który, czego wielokrotnie byłem świadkiem zawsze przychodził na gotowe i stawał, a jakżeby inaczej w pierwszym szeregu, żeby go przypadkiem kamery nie ominęły, a w czasie kilku kadencji chyba ani razu nie zabrał głosu w Sejmie. Zaś przy każdej wizycie Jarosława Kaczyńskiego w Krakowie ów poseł profesor pana Prezesa nawet na centymetr nie odstępował.

I raptem przypomniałem sobie, jak tuż przed wyborami byłem na ostatniej w Krakowie konwencji wyborczej Prawa i Sprawiedliwości w sali „Sokoła”, gdzie prezes Jarosław Kaczyński rekomendował krakowskich kandydatów do Sejmu. I pamiętam, że mnie wtedy omal szlag nie trafił, bo pan Prezes słowem nie wspomniał o młodych Borucie, a o Kapuścińskim napomknął, że go widzi, natomiast nie omieszkał nad wyraz gorąco poprzeć spetryfikowanego posła profesora uprawiającego politykę „na sępa” i na zasadzie zasiedzenia. Tak mnie to wtedy zniesmaczyło, że prosto z Sokoła poszedłem do miasta na wódkę, bo mnie w mostu coś ściskało.

Ktoś teraz może powiedzieć, że przecież prezes Kaczyński nie może znać wszystkich kandydatów z polskich miast i na pewno nawet nie znał nazwisk Boruta i Kapuściński.

Ponieważ blogerowi wolno więcej niż politykowi nie będę się obcyndalał i powiem na głos:

Nie wiedział, bo mu tych nazwisk nikt nie podpowiedział i zaryzykuję tezę, że być może ktoś zadbał o to, by pan Prezes nie dowiedział się przypadkiem o tym, ile dla polskiej sprawy dali z siebie Boruta i Kapuściński. I wiem, co mówię, gdyż miałem kiedyś ważną sprawę do pana posła profesora i długo będę pamiętał, jak mnie wtedy załatwił.

Źle to wróży nowej władzy, bo właśnie w telewizji widzę, jak w Warszawie poseł profesor za panem Prezesem, jak cień krok w krok łazi.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)

Post Scriptum

Żeby wszystko było jasne oświadczam, że z panami Mirosławem Borutą i Ryszardem Kapuścińskim nie łączą mnie żadne stosunki, ani prywatne, ani zawodowe, ani towarzyskie i nie mówiąc o wódeczce, nigdy z nimi nawet kawy nie wypiłem.

Wykop Skomentuj83
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale