echo24 echo24
1031
BLOG

Słowo do nieprzejednanych popleczników Platformy

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 33

Wersja audio –http://www.youtube.com/watch?v=QuYjk9O0XVY

Mam dylemat.

Bo choć po wygraniu wyborów przez Prawo i Sprawiedliwość Jarosław Kaczyński oświadczył publicznie, iż odwetu nie będzie - Platforma Obywatelska już następnego dnia rozpoczęła frontalny atak na PIS. Widać to w telewizji, w radiu, w prasie mainstreamowej, u Rymanowskiego, u Moniki Olejnik, u Piaseckiego, już dzwanią do Szkła Kontaktowego ludzie obłąkani z nienawiści do wygranych. Już ruszyła machina opluwania wyborczych zwycięzców. Już szydzą i judzą dziennikarskie hieny: Paradowska, Olejnik, Kolenda-Zaleska, Lis, Żakowski, Wołek, Szostkiewicz, Kuczyński i sprzedajne lizusy z tytułami profesora: Kuźniar, Markowski, Krzemiński, Czapiński, Nałęcz et consortes.

Zaś koronnym argumentem ataku demokratycznie „przegranych” na demokratycznie „wygranych” jest obsesyjny powrót do straszenia PIS-em.

Więc choć Kaczyński prosił, żeby nie jątrzyć, dla sprawiedliwej równowagi jeszcze raz przypomnę, co pisałem dokładnie cztery lata temu w notce pt. „Pieta polska, rządy Tuska i sposób na pojednanie”. Bo jak pisałem ten tekst nurtowało mnie pytanie, czy trochę nie demonizuję. I co? Życie znowu pokazuje, iż ten felieton nabiera  dopiero teraz właściwego wydźwięku. Posłuchajcie proszę fragmentów tego co pisałem 21 października roku 2011, cytuję:

Choć kraj niezaprzeczalnie wypiękniał i Bogu dzięki gospodarczo trzymamy się mocno, coś się stało złego z naszą polską duszą. Wyniszczająca kraj wojna polsko polska zdaje się nie mieć końca. Trwa polska pieta. Na naszych rękach umiera zdawało się wiekopomne dziedzictwo tysiącletniej Rzeczpospolitej.

Bo jak patrzę na te wszystkie świństwa, które od czterech lat wyrządza Polsce obóz władzy, gdy widzę jak Premier Tusk wyłącza kolejne hamulce moralno etyczne w parciu do utrzymania rządów coraz częściej myślę, że chyba nawet za komuny nie było aż tak źle.

Gorzkie to stwierdzenie, ale trzeba sprawiedliwie przyznać, że czerwoni przynajmniej stwarzali pozory, że liczą się z ludźmi. Natomiast arogancja, bezczelność i buta Platformy sprawiają, iż coraz częściej dochodzę do wniosku, iż ta partia w pomiataniu ludźmi i oszukiwaniu społeczeństwa posuwa się znacznie dalej, niż niegdyś Polska Zjednoczona Partia Robotnicza.

Obiecano politykę miłości. A co mamy, każde dziecko widzi. Co tam Polska. Co tam Bóg, honor i ojczyzna i temu podobne „banały”. Co tam narodowa pamięć i dziedzictwo kultury. Co tam przyzwoitość. Co tam dług publiczny. Co tam bezpieczeństwo kraju. Ważne jest tylko by wygrać kolejne wybory i utrzymać władzę. Nomen omen pan Tusk właśnie zapowiedział, że chce rządzić Polską do roku 2015-go. A ja nie mam cienia wątpliwości, że dla niego Polska to tylko etap przejściowy do kariery europejskiej. Niech tylko przypomnę, jak pisał, cytuję: „Pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą, Dzikie Pola i Jasna Góra... Polskość to nienormalność... Polskość nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem...” (Donald Tusk, Polak przełamany, Znak, 11/1987).

Zdeptano polityczny obyczaj. W dążeniu do partyjnej hegemonii nie ma już poczucia wstydu. Nastało prawo dżungli. Kto silniejszy, ten lepszy. Cham chama chamem pogania. Wszystkie chwyty dozwolone. Zaniechano reform by się przypodobać ludziom. Dokonano skoku na emerytury. Wpędzono Polskę w monstrualne długi. Śledztwo smoleńskie bez zmrużenia oka oddano w obce ręce. Polaków protestujących pod stocznią nazwano wyjącym bydłem. Zakwestionowano dorobek poległego na służbie Prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego. Od szefa opozycji zażądano badań psychiatrycznych. Bezczeszczono modlących się ludzi. Próbowano podstępnie obejść konstytucję celem zwiększenia frekwencji wyborczej. Byle tylko rządzić! Zagarnąć jak najwięcej stanowisk! Obsadzić przyczółki. Usunąć niewygodnych, choćby byli genialnymi fachowcami.

Ktoś teraz może spytać, dlaczego tak się stało. Jak do tego doszło?

Myślę, że odpowiedź jest prosta. Po raz kolejny oszukano ludzi. Ale tym razem jest to szachrajstwo na gigantyczną skalę, którego skutki mogą trwać latami. Bo gruba kreska Mazowieckiego i blokada lustracji pozostawiły komunistów u władzy de facto na kilka pokoleń. W efekcie post-komuniści przez cały czas dzierżyli i nadal dzierżą (przepraszam za ten rusycyzm, który jednak stosuję celowo) w swoich rękach decyzyjne stanowiska we wszystkich instytucjach kluczowych dla Państwa.

Ktoś może zapytać, jak Polacy mogli na to wszystko pozwolić?

Żeby odpowiedzieć na to kluczowe pytanie należy się cofnąć w czasie do okresu powojennego.
Otóż moim zdaniem, jedną z najważniejszych przyczyn demontażu sprawności naszego Państwa był zabieg socjotechniczny, który na swój prywatny użytek zwykłem nazywać „awansem społecznym bis”. Już tłumaczę, o co chodzi.

Jak starsi pamiętają, a młodsi niestety już nie, gdyż często nie mieli się skąd o tym dowiedzieć, w latach powojennych (lata 40/50) komuniści dokonali bardzo sprytnej socjologicznej sztuczki. Z zabiedzonej prowincji przerzucono wtedy do miast rzesze prostych i niewykształconych ludzi. Brano głównie tych bez charakteru, gdyż prawdziwy chłop ziemi nie chciał opuścić.

W miastach, w pobliżu zakładów przemysłowych, pobudowano dla nich całe dzielnice, a w nich bloki z wielkiej płyty, które im się zdały pałacami. Potem im umożliwiono zrobienie zaocznej matury, co oni uznali za awans społeczny. Ci właśnie ludzie, z grubsza okrzesani w hotelach robotniczych przepoczwarzyli się z czasem w coś w rodzaju „przyzakładowych wierchuszek”. Słowem ni pies, ni wydra, albo, jak kto woli zdegenerowany twór bez rodowodu. Jednocześnie czerwona propaganda przypominała im bezustannie, że swój awans zawdzięczają dbającej o ich interesy władzy ludowej, co się w ich świadomości na trwałe zakodowało w formie ślepej wdzięczności dla komuny. To ci właśnie ludzie stanowili wierny stalinowskiemu reżimowi pierwszy rzut zasilający szeregi PZPR, milicji i urzędu bezpieczeństwa.

W następnym pokoleniu (lata 60/70), ich dzieci pokończyły już częściowo studia tworząc grupę „nowej inteligencji”, drastycznie odmiennej kulturowo od ideałów inteligencji przedwojennej. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu „nowa inteligencja” określeniem „klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu” charakteryzująca się atawistycznym parciem do kariery. Ta grupa społeczna od inteligencji „starej” różniła się głównie tym, iż nie wyniosła z domu praktycznie żadnych głębszych wartości. I choć nieźle wykształcona zawodowo, nie miała, świadomości, bądź jej nie dopuszczała do siebie, iż jest genetycznie skażona piętnem służalczej wdzięczności wobec komunistów, którzy umożliwili ich ojcom promocję społeczną. Myślę, że to ci właśnie ludzie poparli, a jeszcze żyjący nadal popierają wprowadzenie stanu wojennego traktując generała Wojciecha Jaruzelskiego, jako męża stanu. I w pewnym sensie nie można ich za to winić, gdyż tak ich po prostu wychowano.

Po upadku komuny wydawało się przez moment, że nastąpi odrodzenie prawdziwych polskich elit. Jż byliśmy blisko prawdziwej niepodległości. Niestety, pierwsze skrzypce wzięli w swoje ręce grajkowie mający w nosie naszą narodową tożsamość. I na nasze nieszczęście, proces odrodzenia Rzeczpospolitej skutecznie storpedowali zbałamuceni przez Gazetę Wyborczą wnukowie tych, których w latach 40/50 przesiedlono do miast.

W tym przypadku, ten genetycznie spolegliwy (tym razem wobec post-komuny) materiał ludzki został wykorzystany, trzeba sprytnie przez Gazetę Wyborczą. Mechanizm był identyczny jak w okresie powojennym, czyli utwierdzenie ludzi w poczuciu sukcesu płynącego ze społecznego awansu.

O ile sztuczka z „awansem społecznym prim” (lata 40/50) polegała na utwierdzeniu prostych i niewykształconych ludzi w przekonaniu, że przynależą do lepszej od reszty społeczeństwa awangardy władzy ludowej, to trik z „awansem społecznym bis” (po upadku komuny) polegał na utwierdzeniu ich już z grubsza okrzesanych i lepiej wykształconych wnuków w poczuciu, iż przynależą do grupy światlejszych i bardziej od reszty społeczeństwa postępowych ELIT. W pierwszym przypadku wykorzystano ciemnotę i niedouczenie, w drugim próżność, pychę i kompleksy ludzi, których na swój prywatny użytek nazywam „intelektualnie nowobogackimi”.

Doktrynerzy Gazety Wyborczej doskonale znali odbierającą rozum magiczną moc utwierdzenia „nowobogackiego inteligenta” w przekonaniu o przynależności do elity. Wiedzieli, że jak takiemu powiedzą, że jest cząstką crême de la crême III Rzeczpospolitej, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego społecznego awansu (bis) bezkrytycznie bronił. I tu moim zdaniem leży tajemnica wieloletnich wysokich notowań Platformy Obywatelskiej, popieranej w znakomitej większości przez takich właśnie ludzi. Ludzi, którzy panicznie się bali, że ewentualny upadek Platformy grozi weryfikacją elit, co dla nich byłoby jednoznaczne z utratą ich awansu społecznego (bis).

Tu jednak pragnę wyraźnie zaznaczyć, że tych ludzi nie należy, broń Boże, społecznie dyskryminować. Jest to grupa niekwestionowanej inteligencji. Trzeba im tylko uświadomić, jak im zawrócono w głowach. Że dali się nabrać na kłamstwo, iż przynależą do grupy społecznej ludzi, którzy są bardziej światli, więc de facto lepsi od reszty społeczeństwa. A historia uczy, że podział na lepszych i gorszych zawsze się źle kończy. Aż strach przytaczać przykłady. 

Ktoś teraz spyta jak można temu złu zaradzić?

Otóż moim zdaniem, ci ludzie sami powinni zrozumieć, że choć są całkiem nieźle wykształceni, stanowią jednakże grupę inteligencji szeregowej, której daleko do elit. Więcej, że utrata ich nieuprawnionego statusu przynależności do "elity" to nie żadna klęska, ale wręcz przeciwnie, powrót na sprawiedliwie im przynależny szczebel w hierarchii społecznej. Że jeśli się z tą myślą pogodzą, staną się bardziej autentyczni, a co za tym idzie bardziej wiarygodni. Że nie będą już musieli brnąć w zakłamanie. No i co najważniejsze, będzie im wtedy łatwiej się porozumieć z resztą społeczeństwa. Że staną się znowu częścią narodowej wspólnoty.

A może to tędy wiedzie droga do pojednania Polaków???...”, koniec cytatu.

Wybory parlamentarne 2015 pokazały, że część dawnych zdawało się nieprzejednanych popleczników Platformy Obywatelskiej jednak zrozumiała, jak się dała zrobić w konia przez Donalda Tuska i Ewę Kopacz wspomaganych przez środowisko salonu III RP i Gazety Wyborczej.  

A jeśli po przeczytaniu tej notki, zrozumie to, choć jeden z nieprzejednanych poczytam to, jako jego maleńki przyczynek dla naszego wspólnego dobra.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)   

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Polityka