164 obserwujących
1721 notek
3754k odsłony
2776 odsłon

Kraj Rad

Środowiska naukowego, w którym dominują postawy zachowawczo tchórzliwe nie da się zreformować. 
(Krzysztof Pasierbiewicz)
Środowiska naukowego, w którym dominują postawy zachowawczo tchórzliwe nie da się zreformować. (Krzysztof Pasierbiewicz)
Wykop Skomentuj176

Motto (1):
Środowiska naukowego, w którym dominują postawy zachowawczo tchórzliwe
nie da się zreformować. (Krzysztof Pasierbiewicz)

Motto (2):
W podupadającym burdelu należy zmienić dziewczyny, a nie łóżka!

Jak podaje Wikipedia „Kraj Rad był to wydawany w latach 1958 - 1990 tygodnik poświęcony propagowaniu wiedzy o imperium Sowieckim i tworzeniu jego pozytywnego obrazu w Polsce. Zaś w języku propagandy PRL „Krajem Rad” nazywano także Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich.

I chociaż po „przełomowym” roku 1989 rzeczony tygodnik zlikwidowano, to per analogiam nasza wolna Polska zaczyna mi coraz bardziej przypominać „kraj rad” nowej generacji, gdyż świeżo wyrosła władza bezustannie powołuje coraz to nowe rady, a to przy Prezydencie (Narodowa Rada Rozwoju), a to przy Marszałku Senatu (Polonijna Rada Konsultacyjna), a to wysypujące się jak grzyby po deszczu różnej maści rady powoływane przez poszczególnych ministrów, których ilość zdaje się nie mieć końca.

Nie chcąc rozwlekać notki dziś skupię się na wciąż postępującej zapaści nauki polskiej szczególnie, że zbliża się Święto Edukacji Narodowej i media wznawiają dyskusję na temat tego, co się stało z naszymi rodzimymi uczelniami, spośród których wiodące uniwersytety spadły do szóstej setki w rankingu szanghajskim.  

Co jest przyczyną tej edukacyjnej apokalipsy? Dlaczego tak się dzieje? Jak temu zapobiec? - głowią się polscy uczeni zasiadający w różnej maści radach naukowych.

Otóż moim zdaniem główną przyczyną tego stanu rzeczy jest zawstydzająco niska jakość polskiej kadry profesorskiej wybieranej przez pewną starą ober-radę, która może znacznie więcej, niż wszystkie nowe rady razem wzięte. Chodzi mi o "radę starców" noszącą szumnie brzmiącą nazwę „Centralna Komisja do Spraw Stopni i Tytułów Naukowych, w skrócie CK, której skład od zawsze był i nadal jest wybierany przez tak zwanych „profesorów resortowych”. 

Jak to możliwe? Już tłumaczę.

Przyjrzyjmy się tedy uważnie, co to jest to CK? Otóż per analogiam do podawanej przez Wikipedię definicji czasopisma Kraj Rad, ta „Centralna Komisja do Spraw Stopni i Tytułów Naukowych, to też rada, albo lepiej coś w rodzaju niereformowalnego „Konwentu Jajogłowych Seniorów Resortowych”, a w rzeczywistości państwo w państwie polskiego środowiska akademickiego, nota bene działające na prawie identycznej zasadzie, co „Międzynarodowa Mafia Opiniotwórczych Instytucji Prawnych” z kwaterą główną w Wenecji i polską filią w Trybunale Konstytucyjnym w Warszawie. Zaś korzenie CK, tak samo jak geneza TK sięgają jeszcze czasów, kiedy byliśmy pod butem sowieckim, a ówczesne CK, poza nielicznymi wyjątkami ludzi prawych i szlachetnych, służyło metodycznemu niszczeniu nauki polskiej przez nominowanych z klucza pezetpeerowskiego pozbawionych charakteru i wyzutych z poczucia przyzwoitości „profesorów” o komuszym rodowodzie, a nie rzadko zakamuflowanych agentów służb sowiecko peerelowskich, które, co tu dużo gadać dobrze się mają do dnia dzisiejszego. A jeśli, ktoś myśli, że przez te wszystkie lata z okresem III RP włącznie, to zabetonowane gremium decydujące o wyborze, a więc jakości naszych uczelnianych kadr naukowo dydaktycznych się zreformowało, - to chciałbym go wyprowadzić z błędu i oświecić, że to decyzyjne ciało pod względem mentalnym nie zmieniło się wcale, bądź prawie.

Na szczęście we wspomnianych na wstępie radach powoływanych przez nową władzę trafiają się także ludzie, którzy stroniąc od jałowego debatowania i bezowocnego bicia piany chcieliby coś rzeczywiście pożytecznego dla Polski zrobić. Sęk jednak w tym, że im to skutecznie uniemożliwiają tak zwane stare układy, które są wciąż nie do przejścia.

A żebym nie był gołosłowny posłużę się konkretnym przykładem. Otóż w tych dniach uczestniczyłem w spotkaniu, gdzie dowiedziałem się z pierwszej ręki, iż wielkimi krokami zbliżają się wybory członków Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów Naukowych (CK) na nową kadencję 2017 – 2020, lecz niestety kierownictwo jednej z sekcji powołanej przy prezydenckiej Narodowej Rady Rozwoju, mimo oficjalnej prośby za cholerę nie jest w stanie się od CK dowiedzieć, kto znajduje się na liście zgłoszonych kandydatów. Listy te są, bowiem od kilku miesięcy celowo przetrzymywana w Komisji Wyborczej w Warszawie po to, żeby uprawnieni do głosowania profesorowie tytularni i pracownicy niższych szczebli dowiedzieli się o nazwiskach zgłoszonych kandydatów praktycznie w ostatniej chwili, bo dopiero wtedy dostaną prawo elektronicznego dostępu do tej tajnej listy na stronie internetowej CK, kiedy nie będzie już czasu na weryfikację tych kandydatur zarówno pod względem umiejętności naukowych, jak również ich walorów moralno etycznych. Słowem CK ma za przeproszeniem w nosie prezydencką Narodową Radę Rozwoju, a do składu osobowego CK na kadencję 2017 – 2020, jak to się dzieje od czasów stalinowskich, zostaną wybrani głównie zarekomendowani wcześniej pocztą pantoflową „sami swoi”, czyli zaufani ludzie z tej samej od lat spółdzielni „jajogłowych profesorów resortowych”.

Wykop Skomentuj176
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale