166 obserwujących
1743 notki
3828k odsłon
2769 odsłon

Beatyfikacja Unii Europejskiej

Wykop Skomentuj225
Portal internetowy wPolityce – vide: https://wpolityce.pl/polityka/448668-patryk-jaki-beata-szydlo-bylaby-dobra-szefowa-pe, żeby było śmieszniej na poważnie informuje:

„W programie „Rozmowa Piaseckiego” (TVN24) minister Patryk Jaki powiedział, że Beata Szydło byłaby dobrą szefową Parlamentu Europejskiego. Gdy prowadzący sugerował brak znajomości języków byłej premier, polityk odpowiedział: Jestem przekonany, że w kilka miesięcy jest w stanie nadrobić ewentualne zaległości…”.

Jak Boga kocham! Nie ściemniam! Naprawdę tak napisali na portalu wPolityce.

I teraz już rozumiem, dlaczego w czasie wieczoru wyborczego, po ogłoszeniu zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości stary wyjadacz Jarosław Kaczyński w swoim drugim wystąpieniu przestrzegł rozradowanych pisowców, żeby im przypadkiem za bardzo palma nie odbiła, bo decydujące starcie będzie dopiero jesienią.

A teraz wyjaśnię, dlaczego w tytule notki tak obcesowo potraktowałem pana Patryka z nadzieją, że chłop jeszcze młody i może się czegoś nauczy. Otóż przez blisko 40 lat pracowałem na uczelni święcie przekonany, że jestem Europejczykiem. Aż pewnego razu, podjąłem przez przypadek kilkuletnią współpracę, jako tłumacz-konsultant techniczny z amerykańską korporacją Philip Morris wdrażającą w Krakowie duży projekt – vide referencje: https://m.salon24.pl/9656793c1ad34199bad0d353d54e9588,860,0,0,0.jpg . W trakcie tej fascynującej „przygody”, jednym z moich zadań była pomoc w zapewnieniu interdyscyplinarnej komunikacji pomiędzy stroną polską i firmami zagranicznymi biorącymi udział w realizacji rzeczonego projektu. Uczestniczyłem tedy w wielu negocjacjach strategicznych, naradach biznesowo-technicznych, konsultacjach technologicznych, mitingach operacyjnych i szkoleniach personelu zarówno w Krakowie, jak i różnych państwach Europy Zachodniej, gdzie mieli swoje siedziby kooperanci wspomnianej korporacji. Wykonując setki tłumaczeń ustnych i pisemnych, przez ponad 10 lat zapoznawałem się siłą rzeczy z przeróżnymi standardowymi dokumentami i procedurami zarówno korporacyjnymi, jak unijnymi, co pozwoliło mi poznać tak korporacyjną, jak unijną nowomowę angielską, czyli tysiące wysoce specjalistycznych terminów i zwrotów angielskich używanych standardowo w Unii Europejskiej. Słowem miałem okazję przekonać się naocznie, na jakich zasadach działa współczesna Europa.

Dlaczego o tym piszę? Bo dopiero ta praca uświadomiła mi, gdzie jest naprawdę dzisiejszy świat, jaki nienotowany dotąd w historii postęp technologiczno komunikacyjny nastąpił w ostatnim dwudziestoleciu, jak praktycznie nieograniczone są możliwości poszczególnych korporacji i organów unijnych, jak działa ich system organizacyjny, jak wyglądają ujednolicone unijne procedury realizacji poszczególnych zadań i jakich narzędzi się do tego używa – a więc, zobaczyłem w praktyce to wszystko, o czym jako pracownik naukowo-dydaktyczny polskiej uczelni technicznej nie miałem wcześniej bladego pojęcia!

A teraz, na bazie wspomnianych doświadczeń, zaryzykuję tezę, że dokładnie tak samo, jak napisałem wyżej, mają się i jeszcze długo będą miały sprawy w partii Jarosława Kaczyńskiego, jak i innych polskich partiach zresztą. Dlaczego? Bo szef Prawa i Sprawiedliwości, choć jest niezwyczajnie utalentowanym „zwierzęciem politycznym", nie czuje wszakże bluesa konieczności perfekcyjnej znajomości jego euro-posłanek i euro-posłów specjalistycznych języków obcych, co skutkuje złudnym przeświadczeniem, że Polska jest samowystarczalna i Polacy sobie sami ze wszystkim poradzą, - że wspomnę sztandarowe hasło Beaty Szydło „Damy radę!”. I choć gromy spadną mi teraz na głowę powiem, że, mimo, iż była pani Premier wykonała kawał dobrej roboty dla Prawa i Sprawiedliwości, to jednak taka właśnie mentalność wrosła jej w duszę.

Jarosław Kaczyński właśnie rozpoczął beatyfikację Unii Europejskiej wysyłając do „pracy” w Brukseli trzy błogosławione Beaty: Szydło, Kempę i Mazurek, a prominentni jajogłowi politycy PiS-u obwieszczają z dumą wszem i wobec, iż rzeczone aspirantki już się nawet angielskiego uczą. Rozumiem, że to bonus dla miernych, ale wiernych. Ale moim zdaniem, żeby efektywnie pracować w Parlamencie Europejskim trzeba znać nie tylko język angielski kolokwialny, którego kurs rzeczone posłanki aktualnie przechodzą, - lecz jeszcze do tego trzeba opanować do perfekcji trzy dodatkowe dziedziny języka angielskiego, a mianowicie: specjalistyczny angielski branżowy, jedyną w swoim rodzaju i de facto poza-słownikową unijną nowomowę angielską oraz business English. A żeby się tego wszystkiego nauczyć potrzebne są całe lata. Zaś bez znajomości tysięcy, powtarzam tysięcy specjalistycznych angielskich terminów, zwrotów i idiomów używanych w Unii Europejskiej rutynowo, - moim zdaniem efektywne wykonywanie pracy euro-posła jest po prostu niemożliwe.

Wykop Skomentuj225
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka