Tadeusz Hatalski
Navigare necesse est ….
47 obserwujących
435 notek
677k odsłon
3005 odsłon

D. Tusk przekłada wybory?

Wykop Skomentuj103

Opozycja, po przegranych wyborach parlamentarnych, nie mogła się doczekać wyborów prezydenckich. Które, jak miała nadzieję, choć trochę odmienią jej zły los. Zły, bo odsunięciem od władzy dotknął opcję polityczną, która uważa się za jedynie uprawnioną do sprawowania władzy w TYM KRAJU.  Oczywiście ten, niesprawiedliwy i w niczym niezasłużony los, istnieje tylko w mniemaniu polityków opozycji. Bo w opinii zwykłych ludzi, jest to los jak najbardziej zasłużony. Ośmioma latami marnych rządów! Co potwierdziły wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych.

To niecierpliwe oczekiwanie na wybory prezydenckie, wynikało z nadziei ich wygrania. Wbrew pozorom, prezydent w Polsce, jeżeli chce i potrafi, to dużo może. Przykład obecnego prezydenta, A. Dudy, naocznie to pokazuje. Toteż opozycja, ostrzyła sobie apetyt na to stanowisko. Oczywiście wielką nadzieją na wygranie tych wyborów, był dla opozycji D. Tusk. Jak wielka była ta nadzieja, ujawnił tygodnik Newsweek, który w nawiązaniu do legendy gen. Andersa, wydrukował na okładce zdjęcie D. Tuska na białym koniu. A przy okazji ‘timing’ też był dobry. Pod koniec 2019r. Tuskowi, na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej, kończyła się druga kadencja. A więcej niż dwa razy, tego stanowiska nie można zajmować. Z kolei wiadomo było, że wybory prezydenckie wypadają w maju 2020. Więc D. Tusk był do wzięcia. Przez dłuższy czas on sam nie mówił wprost, że będzie kandydował, ale też i nie mówił, że nie będzie. Mówił półsłówkami. Do czasu. Aż sobie nie załatwił następnej ‘ciepłej’ posady w Brukseli.

Bo D. Tusk nie lubi kłopotów i wysiłku. W jednym z wywiadów, tę swoją cechę ujął (chyba mu się wypsnęło) w sposób zadziwiająco szczery: „Mam dość naturalną skłonność, może nawet zbyt perfekcyjnie ją wyszlifowałem – unikania sytuacji, które wiążą się z czymś przykrym albo z wysiłkiem”. A przecież, gdyby wystartował i wygrał wybory prezydenckie, to by go czekały blisko cztery lata, ‘kohabitacji’ z rządem PiS-u. A może i całe pięć, gdyby następne wybory, PiS również wygrał. A sprawowanie tego urzędu w warunkach kohabitacji to nie jest pilnowanie żyrandola. Jak sam kiedyś określił to najważniejsze w państwie stanowisko.  I pamiętał pewnie, jakich szykan dopuszczał  się jego rząd, w stosunku do prezydenta L. Kaczyńskiego.

Toteż D. Tusk odmówił powrotu na ‘białym koniu’ i podjęcia konfrontacji z rządem PiS-u na stanowisku Prezydenta. A Platforma wystawiła kandydata zastępczego. Znaczy się wystawiła M. Kidawę-Błońską.  I zaczął się wyborczy bój. Bój o to, aby doszło do drugiej tury. Więc rozpoczęła się kampania negatywna, mająca na celu nie promowanie swojego kandydata, ale budowanie elektoratu negatywnego wobec obecnie urzędującego Prezydenta. Aby odebrać głosy i nie dopuścić do zakończenia wyborów w pierwszej turze.  Bo w drugiej turze, o wyniku wyborów decyduje właśnie elektorat negatywny. Z początku szło zupełnie dobrze. Słynąca z ‘rzetelności’ Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł o nowo mianowanej szefowej sztabu prezydenta A. Dudy. Skutkiem tego artykułu w mediach epatowały tytuły – J.T-K pogryzła człowieka. Nieważne, że nie pogryzła tylko ugryzła. I że ugryzła w samoobronie. Ważne, że w świat poszła wieść – szefowa sztabu gryzie ludzi.

A potem trafiła się druga okazja. W Sejmie było głosowanie nad rekompensatą dla mediów publicznych. Rekompensaty, o czym mało, kto dziś pamięta, koniecznej z powodu deklaracji D. Tuska (jak jeszcze był premierem), że zlikwiduje abonament. I jego sławnych słów ‘Abonament radiowo-telewizyjny jest haraczem ściąganym z ludzi’. Oczywiście obietnicy nie dotrzymał i nie zlikwidował, ale ludzie abonament przestali płacić. No, bo nikt nie lubi, gdy ściągają z niego haracz. Ale ktoś z opozycyjnych spindoktorów wpadł na cyniczny pomysł, jak to rozegrać medialnie. I zaczęła się jazda po bandzie. Że te pieniądze można było przeznaczyć na onkologię. Sytuacji nie wytrzymałą posłanka J. Lichocka. I pozwoliła sobie na gest, który za pomocą stop klatki, zaczął funkcjonować jako ‘fuck’.

Rak to straszna choroba. Wiadomość o tej chorobie, to dla wielu ludzi wyrok śmierci. Toteż pokazywany w mediach (ze stop klatki) środkowy palec posłanki J. Lichockiej, ludzie brali do siebie. I niechęć wobec rządu i prezydenta, który podpisał ustawę, wzrastała. I o to szła gra. Negatywna kampania przynosiła rezultaty a negatywny elektorat powiększał się i zaczynał nadawać ton. 

W międzyczasie, gdzieś tam, niezbyt głośno jeszcze, słychać było o jakimś koronawirusie. Dopóki siał spustoszenie daleko w Chinach, nikt tym się specjalnie nie przejmował. Ale jak się okazało, że ludzie umierają (z powodu tego wirusa) już tu niedaleko, we Włoszech, to zrobiło niemiło. Niemniej w Polsce długo tego wirusa nie było. Opozycja, ustami kandydatki opozycji na prezydenta, zaczęła oskarżać rząd, że ukrywa prawdę. Choć chorych z powodu koronawirusa naprawdę nie było to politycy opozycji, domagali się od rządu, ujawnienia liczby chorych. W tym domaganiu się ‘ujawnienia prawdy’ sprawiali wrażenie, że wręcz nie mogą się doczekać, kiedy ten wirus do nas dotrze. I ludzie zaczną chorować i umierać.

Wykop Skomentuj103
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka