Tadeusz Hatalski
Kapitan statków morskich, aktualnie na lądzie.
62 obserwujących
487 notek
794k odsłony
  2716   7

Unia europejska czy niemiecka?

Motto: Niemcy, co jakiś czas ogarnia szaleństwo. I sprowadzają na Europę nieszczęścia. To szaleństwo przychodzi na nich wtedy, gdy stają się zbyt potężni i nie mają w Europie przeciwwagi [Stefan Kisielewski]

23 czerwca 2016 r. w Wielkiej Brytanii odbyło się referendum, w którym Brytyjczycy odpowiadali na następujące pytanie: Should the United Kingdom remain a member of the European Union or leave the European Union? (Czy wielka Brytania powinna zostać w Unii Europejskiej czy też powinna ją opuścić?). Odpowiedzi były dwie. Pierwsza - Remain a member of the European Union (Pozostać członkiem Unii Europejskiej). I druga - Leave the European Union (Opuścić Unię Europejską). Pech chciał, że Brytyjczycy wybrali tę drugą odpowiedź. I po czterech latach negocjacji, zabrali swoje zabawki i poszli z powrotem za Kanał la Manche (zwany przez nich Kanałem Angielskim) zostawiając Unię samą sobie. A właściwie to nie samą sobie, tylko naszym sąsiadom zza Odry.
W relacjach międzyludzkich jest coś takiego jak wzajemny respekt. Kiedyś, dawno temu, będąc jeszcze I-szym oficerem, na jednym ze statków pracowałem z niemieckim kapitanem. To był bardzo kompetentny kapitan i wiele się od niego nauczyłem. Ale jak większość Niemców, często używał dosadnego określenia ‘scheise’. I w każdym francuskim, hiszpańskim czy też włoskim porcie, gdy coś szło nie tak, słychać było ‘French scheise’, Spanish scheise, ‘Italian scheise, itd. Z jednym wyjątkiem. Nigdy jednak nie usłyszałem od niego ‘English scheise’. Oczywiście statek ten zawijał również do brytyjskich portów i tam też nie zawsze wszystko szło tak jak potrzeba. Ale, w angielskim porcie, niezależnie od tego jak sprawy źle się miały, ‘English scheise’ nigdy nie było.

Relacje międzyludzkie przekładają się również na relacje międzynarodowe. W sytuacji, którą obecnie mamy, jest to o tyle istotne, że w Unii, dominuje zły kierunek – parcie na federalizację Europy. Wlk. Brytania nigdy nie była zwolennikiem tej koncepcji. Toteż, dopóki Brytyjczycy, z racji swojego członkostwa w UE, mieli głos w Brukseli, to Niemcy choć federalizacja Europy bliska była ich sercu, to jednak nie obnosili się z tym projektem manifestacyjnie. Jak Brytyjczyków zabrakło, hulaj dusza, piekła nie ma. Od kilku dni w programie nowego niemieckiego rządu czytamy i słyszymy o ‘federalnym, europejskim państwie związkowym’.

Ok, to jest niemiecki rząd i ma prawo realizowania swojej, niemieckiej polityki. Problem w tym, czy realizacja idei ‘federalnego, związkowego państwa europejskiego’ leży w naszym polskim interesie? I jak tworzenie takiego europejskiego, państwa ma się do naszych spraw, w kontekście naszego geopolitycznego położenia?

Otóż tak się składa, że od początku swoich dziejów Polska leży na wielkiej nizinie europejskiej. I po tej nizinie, co jakiś czas przewalały się hordy. Raz ze wschodu ma zachód, raz z zachodu na wschód i tak na przemian przez wiele wieków. Tak się również składa, że w dzisiejszych czasach, w wyniku różnego zbiegu okoliczności dziejowych, w tym również takich, w których nie obyło się bez naszej winy (mam na myśli głównie drugą połowę XVIII-go wieku), Polska jest średniej wielkości krajem. A do tego jeszcze, średnio rozwiniętym gospodarczo i niestety, średnio silnym militarnie. Kiedyś, gdy była silnym i dużym państwem (XV – XVII w.), to była w stanie samodzielnie dać odpór owym hordom, zarówno tym z zachodu jak i tym ze wschodu. Natomiast w czasach współczesnych, poza wyjątkową sytuacją, która wydarzyła się w 1920r., nie jest to już możliwe.

W dzisiejszych czasach sytuacja się zmieniła i hordy już nie przewalają się po Europie (choć ze wschodu to niebezpieczeństwo jest ciągle realne). Natomiast to co jest dzisiaj istotne to możliwość rozwoju gospodarczego. A konkretnie, jaka jest rola Unii w naszym rozwoju gospodarczym? Pozytywna? A jeżeli tak, to czy europejskie państwo związkowe, kontrolowane z Brukseli (czytaj Berlina), zamiast Europy stanowiącej związek suwerennych państw, pomoże nam, aby z kraju średnio rozwiniętego gospodarczo, stać się krajem wysoko rozwiniętym gospodarczo? Czy też rola Unii jest może negatywna? I łatwiej nam będzie osiągnąć wysoki stopień rozwoju, trzymając się z dala od Unii. Zobaczmy więc jak się te sprawy mają i jak Polacy widzą korzyści z naszej obecności lub też nieobecności w Unii.

W tej sprawie mamy u nas trzy różne stanowiska. Są więc euro-realiści, czyli zwolennicy PIS-u, euro-entuzjaści, czyli Platforma z przyległościami i postkomunistyczną lewicą, oraz euro-sceptycy vel euro-negacjoniści, którą to grupę stanowią głównie zwolennicy Konfederacji.

Zacznijmy od tych ostatnich. Stosunek Konfederacji do Unii jest zdecydowanie negatywny a jej politycy mrugają porozumiewawczo na wschód. Vide rewerencja z jaką J. Korwin-Mikke, jeden z liderów Konfederacji, odnosi się do byłego kagiebisty, używając określenia ‘jego ekscelencja Putin”. Ok, z geopolitycznego punktu widzenia, można powiedzieć, że nie ma różnicy z kim trzymamy, z Zachodem czy ze Wschodem. Ale różnicę robi, co z tego będziemy mieli. I tutaj odwołam się do starej rzymskiej maksymy – historia magistra vitae est. Otóż historia naszych relacji ze wschodem pokazuje, że stamtąd przychodziło do nas – oprócz prześladowań, sybiru i już w czasach współczesnych, chorych wizji budowania ‘lepszego’ świata i ‘nowego’ człowieka – tylko i wyłącznie nędza, i cofnięcie cywilizacyjne. Toteż szanse, że teraz będzie inaczej są żadne. Tym bardziej, że starsi z nas, pamiętają osobiście dobrodziejstwa ‘przodującego’ ustroju, który na pięćdziesiąt lat, przynieśli nam w ‘darze’, nasi bracia Słowianie ze wschodu (btw na bagnetach karabinów). A jego skutki odczuwają do dziś dnia wszyscy, zarówno starsi jaki i młodzi. 

Lubię to! Skomentuj90 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka