306 obserwujących
1161 notek
3610k odsłon
2479 odsłon

Bezpowrotnie utracona nieskazitelność

Wykop Skomentuj60

Słowo nieskazitelność stało się w środowisku niemodne. Kiedyś odmieniane przez wszystkie przypadki i przy każdej okazji, było nie tylko oczywistym atrybutem, lecz także rodzajem wizytówki etycznej stanu sędziowskiego. Teraz można odnieść wrażenie, że mówienie o nieskazitelności jako kwalifikacji sędziego, stało się kłopotliwe, żeby nie powiedzieć wstydliwe. Nawet media wspierające opór tzw. starych sędziów przeciwko likwidacji ich statusu świętych krów, nie wyrywają się specjalnie z tą nieskazitelnością.

Jest to oczywisty efekt ujawnienia w ostatnich latach przestępstw i błędów popełnianych przez sędziów, a które dotychczas uchodziły bezkarnie, lecz to nie jedyna przyczyna. Ostentacyjne upolitycznienie środowiska też odegrało swoją rolę. Istotnym, być może najistotniejszym powodem unikania tematu jest jednak ścisły związek pomiędzy nieskazitelnością charakteru, a niezawisłością i bezstronnością sądownictwa.

Bardzo (ale to bardzo!) uczeni profesorowie piszą, co następuje: Każdy, stając przed sądem, ma prawo oczekiwać, że osądzi go sędzia bezstronny i niezawisły, a więc „nieskazitelnego charakteru”. Nieskazitelność jest bowiem warunkiem sine qua non bezstronności i niezawisłości.

Potwierdzają to inni uczeni w prawie, równie biegli: Posiadanie nieskazitelnego charakteru, rozumianego także jako odpowiedni poziom moralno-etyczny, jest nie tylko jedną z kwalifikacji zawodowych sędziego (która ma wpływ na godność tego urzędu oraz jego wizerunek), ale także ważną ustrojową gwarancją jego niezawisłości(...) podstawą faktyczną niezawisłości sędziowskiej jest przede wszystkim charakter człowieka – sędziego – oparty na przymiotach osobistych, a wykształcony w trakcie pracy sędziowskiej.

Pierwsze spostrzeżenie, które narzuca się w powyższym kontekście, jest takie, że stając przed sądem praktycznie nie mamy gwarancji ani niezawisłości sędziego, ani niezależności sądu. Albowiem ostatni znany ludzkości człowiek o nieskazitelnym charakterze został ukrzyżowany niecałe dwa tysiące lat temu. To po pierwsze. Z drugiej strony można być absolutnie pewnym, że jeśli orzeka sędzia skazany za przestępstwo, to nie jest on niezawisły, a sąd, który go wyznaczył do orzekania nie jest niezależny.

Zatem nie jest niezależny również polski Sąd Najwyższy, który przywrócił do zawodu sędziego-złodzieja i ten może nadal orzekać. Sędzia sprawozdawca SN Katarzyna Tyczka-Rote uzasadniła wyrok nieposzlakowaną opinią, jaką oskarżony cieszył się w pracy. W pracy, czyli w sądzie, w środowisku sędziowskim. Tyle że nieposzlakowana opinia sędziego u kolegów w przeszłości nijak się ma do nieskazitelności, która jest mu niezbędna w pracy dzisiaj. To dowodzi, że Sąd Najwyższy jest zależny od presji środowiska sędziowskiego, od jego oczekiwań.

Gdyby było inaczej sędzia Tyczka-Rote wyciągnęłaby oczywisty wniosek, że – mówiąc najdelikatniej jak tylko możliwe - jej koledze po fachu daleko do nieskazitelności charakteru, a więc nie można od niego oczekiwać niezawisłości. Środowisko zaś oczekuje bezkarności swoich ludzi, gdyż nie zaprotestowało gremialnie przeciwko skandalicznemu orzeczeniu SN.

I tak zamyka się zaklęty krąg obrony niezawisłości sędziowskiej. Sędziowie podnoszą lament z powodu rzekomego gwałcenia ich praw przez władzę, tymczasem w chamski sposób gwałcą prawa obywatela: nieskazitelny charakter jest ustrojową gwarancją niezawisłości sędziego. W przypadku skazanego sędziego nie można nawet domniemywać jego nieskazitelności, a co za tym idzie, jego niezawisłości. W ten sposób cnota nieskazitelności, tak chętnie kiedyś opiewana u sędziów, stała się tematem niewygodnym.

A skoro już jesteśmy przy Sądzie Najwyższym, to koniecznie należy wspomnieć o jeszcze jednym febliku, który dręczy tę najczcigodniejszą instancję polskiego sądownictwa. Obserwując perypetie przy wyborze prezesa SN, zwróciłem uwagę na udawaną nieporadność starych sędziów. Owszem, przyczyna nieporadności może być taka, że starość nie radość, że poczyniła spustoszenie wśród szarych komórek. Mam swój wiek – mówiła sędzia, tłumacząc, dlaczego nie rozumie, co oznacza postawienie kółeczka przy nazwisku kandydata.

Jednak ten stopień „niekumatości” dyskwalifikuje sędziego nie tyle przy głosowaniu, lecz przede wszystkim w pracy, więc ona musiała doskonale zdawać sobie sprawę. A miała liczne towarzystwo podobnie "niekumatych" kolegów i koleżanek. Skąd zatem bierze się ta gotowość do robienia z siebie durnia, dlaczego sędzia SN świadomie godzi się na uznanie go za półgłówka? No cóż, zapewne dlatego, że prawdziwy powód jeszcze gorzej świadczy o człowieku. Jeśli ktoś życie przeżył w poczuciu gwarantowanej nietykalności i bezkarności, to chętnie zrobi z siebie idiotę, jeśli dzięki temu będą trwały te czarowne chwile.  

Wykop Skomentuj60
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo