Przeczytałam w Newsweeku artykuł pana Aleksandra Kaczorowskiego „Ich pamięć, nasz wstyd” i musiałam sięgnąć po szklankę wody, żeby się uspokoić. Przyzwyczaiłam się już do wmawiania mi różnymi pokrętnymi drogami, że jako Polka na pewno jestem antysemitką. No cóż, jeszcze kilka takich publikacji i kto wie..?
Pan Kaczorowski , nawiązując do publikacji Tomasza Grossa posuwa się do niebywałych sformułowań. Na przykład, że „w czasie okupacji rozpowszechnione było przekonanie, że eksterminacja Żydów nam Polakom się w sumie opłaci”. Na jakie źródła historyczne się powołuje? Na żadne. A sam raczej wojny nie pamięta.
Moja mama pochodzi ze Smorgoń ( dzisiaj Białoruś), spod Wilna. Ponieważ zawsze interesowałam się historią mojej rodziny, więc jej relacje dobrze pamiętam. Mama mieszkała w dzielnicy, gdzie Żydzi byli sąsiadami. Wszystkie sklepy należały do Żydów. Dzieci często bawiły się ze sobą.
Kiedy wkroczyli Rosjanie, Żydzi witali ich kwiatami i szpalerami. Polakom trudno to było zrozumieć. Ale mama te szpalery dobrze pamięta. A potem był trudny czas sowieckich prześladowań i wywózek. Niektórzy Żydzi pomagali Rosjanom tworzyć listy wywożonych, ale prawdą jest również, że przed wywózką ostrzegł dziadka właśnie Żyd, który te listy znał.
Rodzina mamy uratowała się ostatecznie przed Syberią dzięki… Niemcom. Dzień przed planowaną wywózką, rodzina spakowała się. Pozostało czekanie...Rano obudził ich ryk czołgów i jednostajny stukot żołnierskiego marszu. Za oknem zobaczyli niemieckie wojsko...
Potem była niemiecka okupacja i niemiecki terror. Jednym z sąsiadów moich dziadków był właściciel sklepu wielobranżowego, pan Rabinowicz. Jego córki często bawiły się z moja Mamai jej siostrą. Rabinowicz zginął podczas jednego z bombardowań, gdy nadchodzili Niemcy. Bomba całkowicie zniszczyła sklep. Żona i córki Rabinowicza zamieszkały u mojej babci. A trzeba powiedzieć, że wtedy w jednym domu mieszkała babcia, dziadek , prababcia, pradziadek, moja mama i czwórka rodzeństwa.
Po kilku miesiącach Niemcy zgonili wszystkich Żydów do getta. Powstało na ulicy Krewskiej, przed wojną niemal w całości zamieszkałej przez Żydów. Żona Rabinowicza z córkami trafiły do getta.
Mój dziadek zorganizował domową pomoc. Żydzi nie byli tak mocno pilnowani, nocą często wymykali się do miasta. Przychodzili po jedzenie do dziadka . Babcia przekupiła pewnego Niemca. Przychodził do domu po jedzenie, część zanosił Rabinowiczom do getta, resztę brał sobie jako łapówkę. Cała ulica, przy której mieszkali dziadkowie gotowała jedzenie dla getta ( codziennie inna rodzina)
Potem nagle wszystkich Żydów wywieziono...
Babcia nigdy się tą pomocą nie chwaliła. Chyba uznawała, że był to jej chrześcijański obowiązek.
Czy dziś musimy żałować, że ludzie, którzy pomagali potrzebującym w czasie wojny, nie mówili o tym głośniej? Zwłaszcza ci, którzy narażali życie ukrywając Żydów we własnych domach.
Pan Kaczorowski jest pewien: takich odważnych było niewielu. I zastanawia się, dlaczego, skoro śmierć groziła nie tylko za ukrywanie Żydów, ale i za słuchanie radia i za ubój bydła, Polacy skrupulatnie przestrzegali tylko jednego zakazu – pomocy Żydom. Pomijając fałsz tezy, razi absurdalność porównania. Jakby radio i kaszankę było równie trudno schować, jak człowieka . Cały tekst pełen jest fałszywych uogólnień. Wolałabym, żeby o naszej historii pisali historycy, korzystający z warsztatu naukowego. Nawet o tych momentach, których powinniśmy się wstydzić.
Autor twierdzi, że większość z nas nie radzi sobie z traumą wynikającą z poczucia zbiorowej winy . Skąd to oszacowanie ?
Mam jedno wrażenie. Szukający (uporczywie i za cenę rzetelności) argumentów tezy, że Polacy są współwinni Holokaustu mogą się doczekać jednego- zbiorowego poczucia krzywdy i żalu. Czy to na pewno właściwy grunt do budowania wspólnej przyszłości?




Komentarze
Pokaż komentarze (1)