173 obserwujących
1841 notek
2903k odsłony
1295 odsłon

Do bani z Puszkinem

Wykop Skomentuj36


image

W życiu nie doświadczyłem większej rozkoszy,

nad kąpiele w tbiliskich łaźniach

    Aleksander Siergiejewicz Puszkin. 1829

Druga notka z rzędu i po raz drugi muszę posłużyć się cytatem kogoś z wielkich tego świata. W poprzedniej notce Kidawa - Błońska, a dziś mój ulubiony, rosyjski poeta Aleksander Siergiejewicz Puszkin. To oznacza jedno. Uwiąd sił twórczych, zapaść, niemoc. Jak to nazwać ? jak nazwać sytuację, w której nie możesz sklecić zdania i jedynym wyjściem jest sięganie po cytaty. Zatem wizyta w tyfliskich łaźniach z rekomendacji Aleksandra Siergiejewicza, regeneracja sił i powrót do zwykłej, intensywnej aktywności, była ze wszech miar konieczna. Zawierzając poecie nie zawiodłem się. Ja oczywiście nie sugeruję, broń Boże, że podążając śladem Puszkina, peregrynując po Gruzji stworzę jakiś rodzaj literatury podróżniczej, coś w rodzaju puszkinowskiej " Podróży do Erzurum " Nic z tych rzeczy, tu potrzebny talent i czas, a z tym nie jest u mnie najlepiej... i z czasem i z talentem.

Pierwszy pobyt Puszkina na Kaukazie miał oczywiście związek ze zsyłką, pobyt w roku 1829 był jednak rodzajem niesubordynacji w stosunku do cara Mikołaja I.

Puszkin miał zakaz opuszczania imperium, sądził jednak naiwnie, że według zasady - gdzie rosyjskie wojska, tam Rosja - upiecze mu się. Puścił się zatem za generałem Paskiewiczem, który akurat operował w Turcji, przy okazji licząc na spotkanie z bratem.

Paskiewicz, tak ten " nasz " Paskiewicz generał - gubernator, był jednak odmiennego zdania. Uznał, że wojna to nie zajęcie dla poetów i odesłał Aleksandra Siergiejewicza ciupasem do Tbilisi. Jeszcze nie pora była poecie umierać. Wygrzał się w tyfliskich łaźniach, rozkoszy zażył, przeczekał i jakoś mu się upiekło, kolejnej zsyłki nie było. Choć może i szkoda, pobyt w Petersburgu i relacja ze szwagrem, porucznikiem  d'Anthesem okazała się śmiertelna. To jednak wydarzy się dopiero za osiem lat. 

image

Tymczasem trzeba nam cofnąć się do V wieku. Tbilisi jak każda stolica ma swoją legendę założycielską. Według niej władca Iberii ( nie mylić z Iberią za Pirenejami ) Wachtang Gorgasali polując z sokołem na bażanty w okolicach dzisiejszej stolicy Gruzji stracił na chwilę sokoła z oczu. Sokół pognał za bażantem. Kiedy odnaleziono i sokoła i bażanta okazało się, że oba ptaki zostały przerobione na smakowity rosół w gorącym źródle. Sokoła żal, ale rosół i kruche piersi z bażanta smakowite. Postanowił tedy Wachtang Gorgasali przenieść stolicę do Tbilisi z odległej o 25 km Mcchety Można było w V wieku dbać o globalne ocieplenie ? można było nie używać do przygotowania potraw mikrofalówek i piekarników zasilanych morderczym prądem elektrycznym, odpowiedzialnym za samopoczucie Grety Thunberg ? Oczywiście, że można było. Warunkiem koniecznym było jedynie posiadanie gorących źródeł. I takie źródła odkryto w okolicach Tbilisi. Zatem i nazwa miasta Tbilisi nie powinna dziwić. Tbili w języku Kartwelów ( Gruzinów ) znaczy " ciepły ", więc Tbilisi należałoby tlumaczyć na swojskie Termy, a może jeszcze bardziej swojskie Cieplice ? W legendzie tej, jak w każdej innej miesza się prawda historyczna z baśniami. Miasto istniało na długo przed wypadem na łowy Wachtanga I. Leżące na Jedwabnym Szlaku Tbilisi rozwijało i bogaciło się szybciej niż pierwsza stolica Gruzinów, Mccheta. Zatem przeniesienie stolicy było kwestią czasu i dokonał tego syn Wachtanga Gorgasali, Dachi I. Wachtang Gorgasali jest postacią historyczną, jednym z najwybitniejszych gruzińskich władców i świętym Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Drugi nie do zanegowania fakt to istnienie gorących źródeł w okolicach najstarszej dzielnicy Tbilisi Abanotubani i odkrywki archeologiczne datujące pierwsze łaźnie na I - II wiek n.e. Odszukać tbiliskie termy bardzo łatwo. Po minięciu charakterystycznego Mostu Pokoju, mijamy drugi most, zakole Kury i monumentalny pomnik Wachtanga I Gorgasali na przeciwległym brzegu.

image

Pomnik Wachtanga I Gorgasali 

Dalej poprowadzi nas charakterystyczny zapach siarki. Ja wybrałem nieco inną, trudniejszą drogę. Z twierdzy Narikala, uczepiony jakiegoś wieszaka zjechałem na sznurze od bielizny.

image

Tyle jeszcze pamiętam. A cóż to, nie można choć raz w życiu poczuć się baronem Munchausenem ? Ech ! To gruzińskie wino. Po wypięciu z wieszaka zszedłem sobie łagodną serpentyną przez cudowny tbiliski ogród botaniczny. Otrzeźwiony i przewietrzony wiedziony diabelskim zapachem siarki dotarłem do tyfliskich łaźni.

image

Niezwykłe kopuły bani mówiły mi, że to już tu. Mnie jednak interesowała zupełnie inna łaźnia. Ta najwyższa nad strumieniem Tsavkisistskali.

image


image

Ta, w której masażyści łamali gnaty dwóm Aleksandrom : Puszkinowi i Dumasowi. Nie dajmy się zwieść orientalnemu stylowi, filigranowym minaretom, mozaikom i lazurowym barwom. To nie meczet, to najsłynniejsza tyfliska bania. Siarkowa łaźnia Orbeliani. Tu tchnięto we mnie nowe życie. Czegóż to siarkowe kąpiele w łaźni Orbeliani nie leczą ?

Wykop Skomentuj36
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości