182 obserwujących
1958 notek
3227k odsłon
2564 odsłony

Moja pierwsza miłość ( 2 )

Wykop Skomentuj157


https://www.salon24.pl/u/siukumbalala/1026411,moja-pierwsza-milosc-1


image

Ech ! swołocz, ależ się trzyma. Niewiele się zmieniła przez te 40 lat.

Fakt, nie jest już trendy, ale któż potrafi być trendy przez 40 lat ? Chyba tylko Krystyna Janda. Bez " fejsliftingu " tyle lat ? Ech ta nieprzemijająca uroda mojej pierwszej miłości. Skryła się pod platanem przy Jewrejskiej ulicy w mieście Odesssa i sądzi, że jej nie poznam. Poznam choćby i na końcu świata.

image

Chyba mnie zauważyła - mrugnęła. Miałem wrażenie, że też chce sprawić mi przyjemność i zaczyna nucić tym swoim nadwołżańskim zaśpiewem   

- Каким ты был, таким ты и остался

Nie kochana, nic nie może przecież wiecznie trwać... i te cholerne nowsze modele wchodzące w paradę.

image

Samochód bez duszy i historii 

Moja pierwsza miłość, moja " Łada " mój pierwszy peerelowski samochód kupiony za imperialistyczne, zarobione we Francji pieniądze. Moja " sześciorka " Jak ja o nią dbałem, jak o żonę albo i lepiej. Zimno ci ? akumulator ma kaszelek ? sprawiłem jej boa z pianki poliuretanowej. Chłodnica też w chłodne dni drętwieje ? zrobiłem jej roletę z płótna żeglarskiego. To ważne, zimą na krótkich przelotach silnik musi łapać szybko właściwą temperaturę. Inaczej się przeziębia i noski zbierające w pierścieniach padają. O auto w PRL - u należało dbać jak o żonę, a nawet lepiej. Zawsze uważałem, że mężczyzna powinien spłodzić syna, kupić " Ładę " i posadzić drzewo.

image

Łada, syn i drzewa w tle  ( tu po liftingu  ) 

W drzewach - po trzech latach pracy w lesie - to mam nawet sporą superatę. Ileż to ja tym kośturem drzew ludzkości nasadziłem ? Setki. A Kinga Rusin pewnie ani jednego. Czuję się spełniony : mój las szumi, syn na schwał - wzór męża i ojca. Taki syn, że aż ojciec chciałby być taki jak syn. To rzadki przypadek, ale się trafia. Mnie się trafił. A teraz i ta " Łada " jak socjalizm wiecznie żywa. Czego mnie więcej od życia żądać ? Niczego, wszystko mam. Kupno auta w owym czasie było koniecznością. Dzieci rosły, należało zacząć pokazywać im inny świat niż blokowisko.

image


image

Stary van " Nysan " stojący pod blokiem przestał satysfakcjonować dzieci, a mnie tym bardziej. Ba tylko jak kupić samochód w PRL - u ? Człowiek nie znający ówczesnych realiów powie 

- Najlepiej chyba w salonie, nowy. Można też na wtórnym rynku, używany, w dobrym stanie z niewielkim przebiegiem. Najlepiej serwisowany u dealera.  

No weź tu tłumacz gamoniowi, że to nie tędy droga. Weź wytłumacz, że ówczesny salon, czyli " Polmozbyt " wymagał asygnaty  

- A co to jest asygnata ? - zapyta 

- Asygnata dziecko to było coś takiego, co pozwalało kupić samochód w ówczesnym " salonie " powiedzmy za 100 jednostek umownych, a po trzech latach eksploatacji sprzedać za 300 jednostek umownych 

- ??? jak to ? samochód używany droższy niż w salonie ? Niemożliwe 

- Możliwe, w PRL - wszystko było możliwe, bo to był ustrój wielkich możliwości. Generalnie ja takich rzeczy nikomu, kto nie zna realnego socjalizmu, nie tłumaczę od czasu kiedy jeden gość powiedział mi :  

- To nie mogłeś wziąć pilota i przełączyć na inny program ?  

Takie słowa padły - proszę sobie wyobrazić - kiedy powiedziałem mu, że zwykle szedłem spać po 22:00, po projekcji filmu na TVP 1 i po hymnie, bo po hymnie nie było już niczego.  

Albo weźmy takiego naiwnego angielskiego dżentelmena, co wie wszystko, widział wszystko, cały świat zjeździł. Był w Australii, Patagonii i na Filipinach, a podstawowych życiowych problemów nie rozumie.  

Pyta mnie jakoś tak na początku mojego pobytu w UK  

- Jak ci się u nas podoba ?  

- Niczego sobie, ludzie fajni. Praca ta sama co w Polsce, tylko bez tej presji. Pieniądze lepsze, w ogóle mniej stresu 

- To dlaczego wcześniej nie przyjechałeś, jak miałeś 30 - 35 lat. Może osiągnąłbyś więcej ?  

- Tak, a niby skąd paszport ?  

- ??? jak to skąd ? z szuflady.  

Dlatego ja nikomu tego już nie tłumaczę. Z szuflady to ja mogłem wyjąć tabletki z krzyżykiem jak mnie głowa rozbolała po konferencji Jerzego Urbana. Jednak jakoś ten paszport zdobyłem i w domu pojawiła się niewielka kupka kolorowych obrazków z napisem " Banque de France " Coś trzeba było z tym kapitałem zrobić. Należało kupić samochód. Kupno samochodu to była duża sprawa. W pracy powołano do życia komitet doradczy, coś jak dzisiejsza komisja przetargowa. Zadaniem komitetu był wybór optymalnej opcji zakupu auta. Z wielu propozycji, pośród których był Fiat 125p, Polonez, Skoda 100, a nawet Zastava 1100, produkt z dalekiej Jugosławii, wybór padł na radziecką " Ładę " O wyborze zdecydował solidny wygląd, przyzwoite na owe czasy osiągi, mała awaryjność i powszechna opinia, że co ruskie " to gniotsa nie łamiotsa "

image

" Piaciorka" to nie to samo

Następnie komitet zarekomendował kupno auta nie na giełdzie, tylko z ogłoszenia. Na giełdzie przekręt, umowa na kolanie, nie znasz sprzedającego, samochód może być kradziony, papiery lipne, numery przebite. Po krótkim czasie, w lokalnej gazecie ukazało się ogłoszenie spełniające wymienione wyżej wymagania. Niebieska " Łada " 1600, ledwie 3 - letnia, zatem jak na PRL " nówka " Właściciel dodatkowo mieszkał na osiedlu odległym ode mnie o 5 ulic. Posesja, nazwisko, wszystko będzie znane. Przekrętu nie będzie, taki zakup to nie giełda. Byłem całkowicie spokojny.

Wykop Skomentuj157
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka