189 obserwujących
2022 notki
3395k odsłon
3133 odsłony

Historia motoryzacji w naszym bloku

Wykop Skomentuj120

image

Zdj. wiki 

W zamierzchłych czasach kiedy nie było smartfonów fani motoryzacji lubili pogadać sobie o swoich maszynach. O osiągach, o spalaniu, a własnych modyfikacjach i tym podobnych sprawach. 

Dziś kiedy auto stało się produktem doskonałym te rozmowy nie mają racji bytu. Spalania nie można poprawić, gaźnika zmodyfikować ( bo go nie ma ) turbinka Kowalskiego nie ma żadnego zastosowania, a kombinowanie z akumulatorem, szycie zimowego ubranka, przedłużanie żywota, reanimowanie go nie ma kompletnie sensu, kiedy można kupić nowy od ręki. Są smartfony i to musi dziś wystarczyć. Większość mężczyzn, miłośników czterech kółek swoje kariery zaczynało oczywiście od motocykli. Tam można było modyfikować. Komarki, Simsonki, czeskie Jawki, Gazele, Eshaelki, Wueski, trochę obciachowe Wuefemki, czy całkowicie obciachowe Wierchowiny, jak sama nazwa wskazuje, wiadomo skąd. 

To wszystko było w obiegu, o tym się dyskutowało, poprawiało, a najczęściej naprawiało. Ja nie byłem wyjątkiem, karierę zaczynałem od I Komunii i od roweru. W czasie kiedy zacząłem romans z motoryzacją miałem już za sobą dwa udane - jeżdżące projekty - tandemów. Pierwszy powstał z połączenia roweru Ural i Ukraina, a drugi prawie doskonały z dwóch kolarzówek marki Kobuz, z przerzutkami i bajerami. Kto miał Kobuza ten wie co to była za kolarzówka. Połączenie Urala z Ukrainą nie było takie doskonałe, bo i w naturze trudno połączyć Ural z Ukrainą, kiedy Rosja nie chce się nigdzie posunąć, a wręcz przeciwnie.

image

Kolejnym projektem miała być modyfikacja poniemieckiego NSU, kupionego za niewielkie pieniądze. NSU " był bity " z tyłu. Koło owal, wahacz zmasakrowany. Wpadłem, więc na pomysł zrobienia choppera au rebours, czyli ciętego z tyłu, a nie z przodu. Dziwactwo z małym tylnym kółkiem. Bukwel do garści, wyciąłem co się dało z wahacza, znajomy kowal pospawał to co zostało i powstał wahacz pozwalający zamocować koło ok 15 cali. Młodsi czytelnicy, mający jedynie kontakt ze smartfonami, mogą zapytać dedę, co to jest bukwel. Projekt, do zakończenia, potrzebował jedynie kółka o średnicy 15 cali. W czasach kiedy nie było niczego, ani smartfonów, ani allegro zdobycie takiego kółka nie było łatwe, choć nie niemożliwe. Należało jedynie dokonać zmiany stanu posiadania z państwowego na prywatny. A to możliwe było w owym czasie jedynie w Państwowym Ośrodku Maszynowym, gdzie na remont czekały maszyny do rwania lnu, wyposażone w kółka 15 cali. Opony - trakcja wolnobieżna, ale to nie miało znaczenia, bo choppera mojego pomysłu i tak nikt by nie zarejestrował. Dziura w płocie była dostatecznych rozmiarów, bo była to swoista stacja transferowa, przez którą pracownicy POM - u dokonywali zmiany stanu posiadania w relacji państwowe - prywatne. Przez dziurę w płocie wędrowały na - szczupły jeszcze - wolny rynek bańki z paliwem, części zamienne, narzędzia i wszystko co komu było przydatne. Wyposażony w dwie sztorcowe " 14 " zmiany stanu posiadania dokonałem o zmierzchu, w czasie nie dłuższym niż kwadrans. 

Kółko było idealne, otwór na piastę był nieco większy niż przewidywałem, więc piasta z NSU przeszła bez problemu. Pozostało jedynie wytoczyć u znajomego tokarza cztery tuleje dystansowe w celu zamocowania piasty i liniowegu ustawienia zębatek. Kiedy oczekiwałem na wykonanie usługi w nasze progi zawitał dzielnicowy Lodziński i jakiś smutny facet w zielonym ortalionie. Lodziński cieszył się pewnym prestiżem wśród starszych, był za to znienawidzony przez dzieci. Kiedy któreś dziecko pojawiło się z rowerem w polu rażenia dzielnicowego, a rower nie miał oświetlenia, to dziecko traciło wentylki i z płaczem prowadziło rower do domu na " kapciach " Nie było na Lodzińskiego rady, nie można było nawet podać jego nazwiska do publicznej wiadomości, bo i tak wszyscy go znali. A hejt w stosunku do żony nie był możliwy, bo ludzie wówczas nie znali tego słowa. Kiedy przyszedł do nas, wiedziałem że będą kłopoty nie tylko z wentylkami. Scena nie miała w sobie niczego filmowego. Dzielnicowy Lodziński od progu zakomunikował pewnym głosem 

- Jesteśmy w posiadaniu informacji, że w tym domu znajduje się kradzione mienie państwowe. 

Nie było żadnego : 

- Oto nakaz rewizji, wszystko co pani od tej chwili powie zostanie użyte przeciw pani. 

Matka nie odpowiedziała nawet 

- Proszę o skontaktowanie się z moim adwokatem. 

To był PRL, zero kultury prawnej... od razu poszli na strych jak po swoje, a to przecież już było moje, przewłaszczone. Czułem, że chopper odjeżdża nietypowo, bo najpierw odjeżdża tylne kółko. Zeszli po chwili z kółkiem w ręku. Dzielnicowy Lodziński rozpromieniony spytał matkę 

- Czy pani wie co to jest ? 

- A to syna, on tam jakiś motocykl składa, utrapienie z nim bo uczyć się nie chce, tylko w tym żelastwie dłubie. 

Wykop Skomentuj120
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka