
Drwęca w Ostródzie
Obręcz mrozu pękła - ma nadzieję bezpowrotnie - pora ruszyć w teren. Warmię sobie zostawimy na razie, a udamy się na " bliską zagranicę " czyli ziemie oberlandzkie lub po naszemu Prusy Górne. Ostatnia okazja by zobaczyć najciekawsze dzieło hydrotechniki w zimowej scenerii. Dzieło absolutnie unikalne, zaliczane - w jakimś plebiscycie - do 7 cudów Polski. Mowa oczywiście o Kanale Elbląskim. Jednym z obiektów kanału są śluzy w Miłomłynie i połączenie Kanału Elbląskiego z Kanałem Iławskim.

Śluza Miłomłyn
Ową wyjątkowością, cudem techniki jest pięć pochylni transportujących jednostki wodne z poziomu pochylni Buczyniec na położoną aż o 99 m niżej pochylnię Całuny i poziom jeziora Drużno.
- Najjaśniejszy Panie, jeśli zgodzi się Wasza Wysokość na mój projekt, będziemy mieć obiekt absolutnie unikatowy w skali Europy, a kto wie czy nie świata ?
Pochylnia Kąty
Jak wyżej napisałem chodzi o pochylnie i według tego co opowiadali " najstarsi górale " na kanale były to słowa budowniczego kanału, Georga Jacoba Steenke, skierowane do króla Prus Fryderyka Wilhelma IV. Oczywiście jest to mit, bo udane projekty pochylni działały na kanałach angielskich już od XVIII wieku, o antycznym Kanale Korynckim nie wspominam. Bezpośrednią inspiracją Steenke były pochylnie na działającym od 1831 roku Kanale Morrisa, w amerykańskim stanie New Jersey, pokonujące różnicę poziomów, aż 270 m. Przyczyną główną powstania kanału była potrzeba aktywizacji gospodarczej Prus, a to w czasach przed budową kolei wymagalo budowy szlaku żeglugowego dla połączenia rejonu Ostródy, Iławy, Miłomłyna, Zalewa z Bałtykiem co umożliwiłoby eksploatację ziem oberlandzkich, jak wówczas je zwano. Najsmakowitszym kąskiem owego gospodarczego, oberlandzkiego tortu była sosna taborska, niezrównany materiał na maszty statków i okrętów budowanych w całej ówczesnej Europie. Jakie to są sosny można obejrzeć i dziś w rezerwacie sosny taborskiej wokół wsi Tabórz. Dostęp bardzo łatwy, bo wystarczy poświęcić godzinkę i w drodze do Gdańska zjechać z " siódemki " w drogę 530, w kierunku Dobrego Miasta. Eksport sosny taborskiej, działania agentów handlowych z Gdańska i Królewca w Londynie musiały mieć sporą skalę, skoro angielski słownik etymologiczny podaje, że angielskie słowo " sprouce - świerk " to zniekształcenie określenia " z Prus " skąd sprowadzano drewno, w tym zapewne i świerk. W taki sposób też działa mechanizm językowych zapożyczeń. Świerka osobiście nie lubię, bo materiał stolarski kiepski, a krzesanie świerkowej papierówki na zrębie to dla drwala prawdziwe utrapienie. Sosnę kocham, czysty las sosnowy kocham i te strzeliste kolumny do nieba i ten zapach.
Maszynownia Kąty
Oczywiście sosny taborskie spławiano i eksportowano na zachód dużo wcześniej, jednak transport z lasów taborskich do Ostródy, potem spławienie Drwęcą do Torunia i w dół Wisły do Gdańska, bądź Nogatem do Elbląga i dalej do Królewca, zabierało bagatela pół roku. Skrócenia tej drogi do 100 km z małym ogonkiem, było ogromnym sukcesem.
Koło pędne na pochylni Całuny. Jedyna pochylnia napędzana turbiną Francisa. Białe znaki na listwie informują maszynistę o aktualnej pozycji wodowanej jednostki
Budowanie kanałów było niesłychanie czasochłone i wymagało dużych nakładów finansowych. Podstawową bolączka budowniczych kanałów były różnice poziomów, więc konieczność budowania śluz, potem konieczność każdorazowego wypełniania śluz wodą, bezpowrotna utrata wody i jej stały deficyt, szczególnie w okresie letnim. Zimą było to bez znaczenia, bo zimą - pod naszą szerokością geograficzną - żegluga i życie na kanałach zamierało. Choć uwaga ! uwaga ! na kanale Bridgewater w Manchesterze służbę pełnił lodołamacz, mimo, że największa grubość lodu jaką tam zaobserwowałem to coś ok 1 cm. Na angielskich kanałach pływano i zimą, były bowiem nerwem rewolucji przemysłowej. Do dziś 5000 km czynnych w Wielkiej Brytanii szlaków wodnych robi wrażenie, choć dziś służą głównie rekreacji.
Pochylnia Całuny
Prawie 100 metrowa różnica poziomów między Buczyńcem, a jeziorem Drużno, przy ówczesnych możliwościach technicznych, drewnianych komorach śluz, wymagała wybudowania ok. 30 śluz. Czas i woda stracone. Genialność rozwiązania Steeneke ten problem likwidował. Pierwotny projekt przygotowany przez Severina, również człowieka utalentowanego, którego udany projekt regulacji dolnej Wisły zyskał uznanie władców Prus, zakładał budowę aż 32 śluz. Dokonania Severina możemy podziwiać do dziś w postaci potężnych obwałowań Wisły od Kwidzyna w dół, z wybudowaną dużo później, będącą częścią projektu regulacji Wisły, potężną śluzą w Piekle. Śluza, jazy i przekop Wisły to dzięki tej regulacji uwolnił się Gdańsk od niemal corocznej zmory powodzi. Projektu Severina jest również latarnia morska w Świnoujściu. To tak na marginesie.
Śluza Miłomłyn
Dla zobrazowania problemu: ostatnia pochylnia Całuny, oddana do użytku najpóźniej, niwelująca różnicę 13,8 m, zastąpiła na odcinku 352 m, aż pięć śluz komorowych. Pochylnia w Całunach oddana najpóźniej jest jednocześnie najnowocześniejszą ze wszystkich pochylni, bowiem obsługiwana jest już przez turbinę Francisa, a nie koło wodne, jak pozostałe pochylnie.
Choć gwoli prawdzie, koła wodne też swoją moc mają, bowiem kieszenie, w części roboczej koła, tej która akurat pracuje, mogą pomieścić aż 3 tony wody.
Cieki wodne na trasie kanału to bardziej strumyki, miejscami wyglądające jak kanały melioracyjne nie
pozwalały na budowę śluz.
Miłomłyn
Rzeką z prawdziwego zdarzenia jest tylko Liwa, uregulowana i pogłębiona, stanowiąca część kanału między śluzami w Miłomłynie, a jeziorem Drwęckim. Kanał budowano w latach 1844 - 1860, po oddaniu do użytku spełnił swoje zadanie gospodarcze, jednak i on padł ofiarą rozwoju i tego, że historia pędzi szybciej niż byśmy oczekiwali, postęp jaki się dokonuje wywraca wszystkie rachuby, niweczy plany biznesowe i polityczne. Tak było zawsze i tak będzie zawsze.

Stąd wszystko się zaczęło. Reper wmurowany przez Steeneke w Małdytach. 116,807 m.npm
Ekonomiczne znaczenie kanału zaczęło być coraz mniejsze wraz z wybudowanie w roku 1873 linii kolejowej do Ostródy. Początkowy roczny, spławiany tonaż ponad 100 tysięcy ton, spadł do zaledwie 30 tysięcy ton po I wojnie światowej. Na szczęście już przed I wojną światową coraz większą popularnością cieszy się turystyka i to ona uratowała cud ukryty w gąszczu oberlandzkiej krainy. Zatem zachęcam wszystkich do spędzenia tegorocznych wakacji na Pojezierzu Iławskim, takich pejzaży, takiego spokoju, takiej nienaruszonej jeszcze przyrody nie ma nigdzie w Europie.
Marina na jeziorem Ewingi w Zalewie
Kanał Dobrzycki, łączący Zalewo z Bałtykiem. Przekopany w 1331 roku.
Teren turystycznie naprawdę atrakcyjny, choćby z uwagi na techniczne ciekawostki na kanale. Mazury doszły do granic swoich możliwości, jeśli chodzi o przyjmowanie turystów. Pływanie po jeziorach mazurskich staje się już prawie niemożliwe, nie wykluczam, że już wkrótce na wpłynięcie na Śniardwy będą w Mikołajkach wydawane numerki, tam się już nie da wypoczywać. A Pojezierze Iławskie ? Tu naprawdę jest co robić i co oglądać.
Gdzie indziej płynąc wodą potrafimy wpłynąć na jezioro i płynąć 3 m ponad lustrem jeziora ? Tylko tu, tylko na jeziorze Karnickim. No i ten spokój i te lasy żywiczne i te sosny taborskie za sprawą których powstało coś tak genialnego jak Kanał Elbląski.




PS. Zdjecia " letnie " z rejsu, zdjęcia " zimowe " z ostatniego tygodnia. Dziś już wszystko spłynęło do morza


Komentarze
Pokaż komentarze (7)