5:53. Pierwsza pełnia Księżyca w 2014 roku za nami. W Anglii taką pełnię nazywa się wilczą pełnią lub pełnią watahy. Coś w tym jest. Miałem nadzieję, że na skutek presji społecznej Sowiniec opuści mury Szlisselburga. Chciałem napisać radosną notkę o pijackich ekscesach i złotym nosie Tycho de Brahe. Skoro jestem obecnie abstynentem to chociaż sobie o imprezowaniu chciałem popisać. Miałem nadzieję, że Księżyc zaglądając przez kraty ujrzy pustą celę i pryczę równo przykrytą szarym kocem, Sowińca zaś zobaczy spacerującego po Murzasichlu z nartami na plecach. Tymczasem Księżyc ujrzał drobną postać Sowińca siedzącą na pryczy. Bloger śliniąc kopiowy ołówek, na karteluszkach szarego papieru pisze kolejną notkę. Co napisze jedno, dwa zdania to notka zwija się. On pracowicie rozwija notkę, dopisze znowu dwa trzy, zdania i notka powtórnie się zwija. Taka jest bowiem natura karteluszka szarego papieru, że się zwija. A reżim tutejszy jest nieugięty.
Dlatego Komisja Zakładowa w sprawie uwięzionego blogera Sowińca usztywnia swoje stanowisko. Od tego momentu blog jest oflagowany i rozpoczyna się głodówka protestacyjna w obronie naszego kolegi. Głodówka będzie trwała nieprzerwanie do 11 dnia kalendarza lunarnego, czyli do dnia Ekadashi. Dlaczego Komisja Zakładowa zdecydowała się na taką formę protestu ? A któż lepiej ode mnie, niedoszłego jogina zna się na głodówkach. Dla jasności : szkoły jogi również nie ukończyłem, ponieważ zostałem relegowany jak ze wszystkich poprzednich. W tym wypadku, to jednak nie moja wina tylko wina mojega dziadka i konserwy tyrolskiej w wersji doppel. Dziadek zawsze mi powtarzał abym nigdy bezkrytycznie nie łykał tzw. autorytetów, więc jak mogłem uznać za autorytet mojego Guru Dadę Mitranandę skoro on pierwszego dnia wyłożył się na konserwie tyrolskiej w wersji doppel.
Przyjaciel, który rekomendował mnie do Ananda Marga Yoga Schule wyraził się jasno i kategorycznie : przechodzisz na surową dietę wegetariańską, nabiał i warzywa bez jaj ( w znaczeniu kurzych ) Wnoszenie mięsa, wędlin i innych wyrobów mięsnych jest surowo zabronione ponieważ produkty te zakłócają przebieg energii, więc jeśli nawet ukryjesz mortadelę to Dada i tak wyczuje wibracje mięsne i w konsekwencji wylatujesz z ośrodka. Chciałem wyrzucić tyrolską już na parkingu w Helmstedt gdzie czekałem na przyjazd samochodu z ośrodka. Żal mi się jednak zrobiło konserwy, prawdziwych przyjaciół się nie porzuca. Zawsze była ze mną, już od czasów harcerskich. Konserwa tyrolska, kocher, denaturat, pół chleba i dwie połówki pomidora. Niczego więcej do szczęścia i do wędrówki nie potrzebowałem.
Po zainstalowaniu się w ośrodku, wieczorem odwiedził mnie Dada, aby porozmawiać o tym i owym, oraz poinformować łamaną niemczyzną, że
- alles ist relativ
Wpadłem w panikę, bo przypomniałem sobie o tyrolskiej. Wylecieć w pierwszym dniu z ośrodka ? nie dotknąć nawet tajemnicy bytu ? Konserwa też była relativ bo mimo, że była podwójna ( 500 g ) to dałem za nią relatywnie mało. Kątem oka zajrzałem do plecaka, uśmiechało się do mnie wieczko konserwy tyrolskiej, które zdawało się mówić :
- Ciiiiii, nie wibrujemy, nie wibrujemy.
Dada wyszedł z pokoju.
- Słaby z ciebie Dada skoro ty nie wyczuwasz wibracji 500 g tyrolskiej - pomyślałem
Choć wszystko jest relatywne i podobno nie istnieje to ja postanowiłem jednak zjeść tyrolską bo ona istniała w moim plecaku jak najbardziej. Zjadłem całe 500 g w odstępie godzinnym, bez chleba. Zgodnie z zasadą, że jak ktoś zna biedę to i kiełbasę jałowcową bez chleba potrafi zjeść. Następnego dnia ciężko się rozchorowałem. Zjeść 500 g tuszonki w godzinę ? tego nawet żołnierz radziecki nie potrafi. Ponieważ nie byłem żołnierzem radzieckim i nie musiałem brać udziału w żadnym porannym natarciu, więc Dada pozwolił mi zostać w pokoju przez dwa dni. Nie musiałem chodzić do szklarni podwiązywać pomidorów. Dada wyraźnie zadowolony wpadał do mnie co dwie godziny. Twierdził, że to energia ośrodka tak na mnie działa, podobno wychodziła ze mnie zła karma.
- Żebyś ty wiedział Dada jaka konserwa tyrolska jest dobra karma.
Później niestety nie było już tak łatwo. Wkurzyło mnie trochę imię jakie mi wyznaczono. Wszyscy nazywali się ładnie, nasz główny szef, który uśmiechał się z każdej ściany nazywał się Shrii Shrii Anandamurti, był jakiś Vishnudeivo jakiś Avinash i Marokańczyk Prakesh. Mnie nazwano jakimś kretyńskim imieniem Siukum Balala. Czułem się trochę jak ten Indianin z dowcipu, którego wódz pyta :
- Dlaczego nie podoba ci się twoje imię Psi chooju ? Chyba większość ludzi po maturze ten kawał zna ? Mam nadzieję.
Nauka technik medytacyjnych to już był kompletny klops. Owszem muzyka, śpiewy i te rzeczy podobały mi się.
- O Baba ! O Baba ! O Baba nam o kevalam !
Kiedy jednak chciałem aby moje JA opuściło mnie i zaczęło pluskać się w bezkresnym oceanie myśli, ono nie ustępowało. Odwrotnie niż w porzekadle, nie chciała dusza do raju. Wszyscy wychodzili z pokoju medytacji z włosami rozwichrzonymi jak u kochanków Barbarelli po stosunku seksualnym, a ja wychodziłem na gładko z przedziałkiem. Nie udało mi się ani razu, sceptyk jestem. Może też dlatego, że u Ole Nydhala wyczytałem, że u każdego kto medytuje, na czubku głowy jest czerwona plamka, a czasem jak jest niezły odjazd, pojawia się malutka kropelka krwi. Tamtędy JA wychodzi i tamtędy sobie wraca. Przyjeżdżał na weekendy pewien inżynier z Hanoweru, bardzo podobny do Józefa Oleksego, siadałem specjalnie koło niego, bo miał niezłe odjazdy. Wpatrywałem się w jego świecącą łysinę, nic, żadnej kropki. Którędy wychodziło jego JA, nie wiem do dziś. Prywatne korepetycje udzielane przez Dadę też na niewiele się zdały. Wysyłano mnie, więc coraz częściej do szklarni, abym podwiązywał pomidory i gromadził dobre karmy. Dla pomidorów starałem się być dobry. Zachęcałem je, aby rosły, małe przykryte liśćmi odwracałem ku Słońcu. Czasem z nimi rozmawiałem, nie miały ze mną źle, myślę, że dobrze mnie wspominają.
Te wszystkie karmy były jednak nie wystarczające, bowiem Dada po trzech miesiącach kazał mi się spakować, po czym odstawiono mnie ciupasem na Grenzübergangsstelle Drewitz-Dreilinden w Berlinie Zachodnim. Do Berlina Wschodniego wszedłem pieszo, jak Mahatma Gandhi, przez przejście graniczne Friedrichstrasse, znowu byłem w komunie i mogłem gromadzić złe karmy. I tak jest do dziś. Widzicie zatem, że nie ma na salonie osoby, która miałaby większe kwalifikacje do przeprowadzania głodówek protestacyjnych.
Koniec głodówki wypadnie w dniu 27 stycznia w Satilla Ekadashi, to bardzo ważny dzień, wówczas strumień kosmicznej energii odbity od Księżyca ma straszliwą moc duchowego oświecania. Jest duże prawdopodobieństwo, że część tego strumienia trafi naszą władczynię, która dozna oświecenia i rozkaże rozkuć Sowińca.
Namaskar. Połączmy myśli Bracia i Siostry we wspólnym wysiłku uwolnienia naszego kolegi.
- O Baba ! O Baba ! O Baba nam o kevalam ! Musi się udać


Komentarze
Pokaż komentarze (159)