... prezydenckich w Rumunii. Mój pobyt w Rumunii wypadł w szczycie prezydenckiej kampanii wyborczej. W niedzielę odbyła się druga tura wyborów, w której niespodziewanie zwyciężył lider mniejszości niemieckiej w Rumunii, Klaus Johannis. Były nauczyciel i były burmistrz Sibiu, miasta w Siedmiogrodzie.
To miasto ma szczęśliwą rękę do kreowania polityków, bowiem w Sibiu polityczne ostrogi zdobywał Nicu Ceausescu, najmłodszy spośród sekretarzy KC Komunistycznej Partii Rumunii, przypadkiem syn Nicolae Ceausescu.
Zwycięstwo Johannisa zaskakuje, bowiem w pierwszej turze zdobył 30,4 % zaś jego rywal urzędujacy premier Victor Ponte, były prokurator, ponad 40 % i już witał się z gąską, a tu w drugiej turze surpresa i Johannis z wynikiem 54,5 % został zwycięzcą wyścigu do żyrandola. Jakaś dziwna tendencja zapanowała w europejskiej polityce, za politykę biorą sie belfrzy. Mam nadzieję, że Klaus Johannis ma więcej oleju w głowie od swoich środkowo - europejskich counterparts, jednak fizyk z wykształcenia a nie humanista.
Dziwna ta Rumunia, niby kraj zacofany, wyniki zliczyli na liczydle i jużnastępnego dnia było wiadomo kto zwyciężył w wyborach. Czy nie możnabywszystkich kart z naszych wyborów samorządowych wysłać franco – magazyn PKW Bukareszt i niech oni w ramach wolnych mocy zliczą głosy, może choć do soboty dowiemy się kto zwyciężył. Z dwojga złego wolę zdać się na uczciwość Rumunów niż na uczciwość ruskich serwerów.


Komentarze
Pokaż komentarze (94)