Gdybym ja we wszystkim nie naśladował polskich ministrów, to już dawno - jako bloger - powinienem złożyć dymisję z powodu niewłaściwych ocen i nietrafionych prognoz. Nie ma co ukrywać, ten blog to miejsce gdzie uprawia się krytykanctwo z malkontenctwem, ocierające się o sabotaż ideologiczny, oraz ogólnie pstrzy się tu - mówiąc delikatnie - na dostojny portret cesarza. Również nie kryję się z tym, że najlepiej spałbym gdybym wiedział, że były premier ( obecny prezydent ) jest radnym w Sopocie, a obecny prezydent ( były marszałek ) jest wiceprezesem Polskiego Związku Łowieckiego. Człowiek nie powinien wychodzić ponad poziom swoich kompetencji, bo to szkodzi samemu zainteresowanemu, a jeszcze bardziej szkodzi ludziom, których ów brak kompetencji dotyka. Ja z dużą rezerwą podszedłem do słów premiera, który zapowiedział, że w dwa miesiące połknie Wielki Słownik Oksfordzki, w dwa tygodnie wszystkie angielski czasy, a w pozostałe 10 dni wszystkie czasowniki nieregularne. Jednak moje zdziwienie nie miało granic kiedy wczorajsza Gazeta Wyborcza podała, że :
Tusk już w Brukseli. I nadaje stamtąd w... aż dwóch językach. Ale nie po polsku
Ci, którzy naśmiewali się ze słabej angielszczyzny b. premiera Donalda Tuska, być może już niedługo będą musieli pozbyć się uśmiechów. Polityk, który już 1 grudnia obejmie stanowisko"prezydenta Europy", w lingwistycznych potyczkach poczyna sobie coraz lepiej. O czym może świadczyć choćby jego najnowszy wpis na Twitterze.
"Veni, vidi... and we we'll see, what happens. Brussels, here I come!"- używając nie tylko angielszczyzny, ale także łaciny Donald Tusk przywitał się z Brukselą. "Przybyłem, zobaczyłem... i zobaczymy, co się stanie. Brukselo, oto przybywam" - parafrazując słynne słowa, które miał wypowiedzieć Juliusz Cezar - były premier Polski jasno daje do zrozumienia, że zamierza być na europejskiej arenie politycznej liczącym się graczem.
Gdyby nie druga część tytułu pomyślałbym, że użył języka polskiego by powiedzieć "Dziekuję ci Polsko" i oczywiście niemieckiego, by powiedzieć "Danke Szejn Dojczland " a tutaj taka niespodzianka : łacina i perfekcyjny angielski. A co z Sacra populi lingua est ? Tymczasem w kraju pod nieobecność cesarza przekroczono Rubikon ...Alea iacta est. Kości zostały rzucone i PSL trafił, pod rząd, trzy szóstki. Wprawdzie matematycy twierdzą, że jest to możliwe, zastrzegają jednak, że prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest równe spotkaniu żywego dinozaura w jurze krakowsko - częstochowskiej. Na taki rezultat gry w kości, Leszek Miller wykrzyknął :Cogito ergo sum. Lepiej pomyśleć później niż nie myśleć wcale. Całkiem niedawno głosił konieczność ustanowienia kordonu sanitarnego wokół PiS, kiedy się jednak zreflektował, że sam znalazł sie poza kordonem postanowił zawrzeć z KaczyńskimEntente cordiale i ruszyć na Rzym, czyli Pałac Namiestnikowski. Profesor, którego erudycja, podobnie jak żona Cezara jest poza podejrzeniami, widząc zbliżających się barbarzyńców wykrzyknął :Kaczor & Miller ante portas. Pan prezydent który akurat wkuwał japońskie słówka - szogun, ikebana, sushi, Toyota - na okoliczność wyjazdu do Japonii, słysząc słowa profesora zawołał
- Nec Hercules contra plures, wołaj mnie tu profesorku swoich kumpli konstytucjonalistów. Profesorowie, jak to profesorowie, usiedli przy okrągłym stole, zjedli herbatniki i pokiwali okrągłymi głowami. Pierwszy zabrał głos profesor Celnik
- Cui bono ? - zapytał używając prawniczej grypsery.
- Jak to Cui bono, cui bono ? wykrzyknął prezydent, wiadomo komu woda na młyn i kto już rozpoczął działania antypaństwowe, wyznaczając kandydata na nowego prezydenta. To wszystko sprawka Kaczora. A verbis ad verbera – on do rękoczynów pierwszy.
- No i co Kaczorku ? Roma locuta, causa finita, oczywiście też i perdita - triumfował prezydent po słowach profesora Celnika.
Jak piszą miejscowi publicyści - biegli w temacie - Kaczyński na takie dictum : z właściwym sobie staroświeckim patosem i nienajlepszą dykcją, wziął na siebie odpowiedzialność za tom ogromnom hucpem.
- Amor vincit omnia - zakończył spotkanie prezydent łacińską sentencją, będącą odpowiednikiem polskiego określenia Zgoda buduje, w formie jeszcze wyższej. Czy jest jeszcze w Europie jakiś kraj, w którym uprawianie polityki wymaga aż takiej erudycji ?
Czy w związku z tym będzie mu też przyświecała maksyma "aut Caesar, aut nihil" (być Cezarem albo niczym)? To się na pewno jeszcze okaże. Z całą pewnością można mu jednak życzyć, aby po kadencji spędzonej w Brukseli mógł na Twitterze dokończyć cytat z Juliusza Cezara słowem: "vici!" (zwyciężyłem!).
Oczywiście powinniśmy życzyć by dopisał " Vici ", sobie jednak powinniśmy życzyć byśmy swoich spraw, po epoce Tuska, nie musieli zaczynać Ab ovo.
W drodze do Brukseli Donald Tusk spotkał jeszcze b. prezydenta Lecha Wałęsę, który jako znany bywalec salonów zaznajamiał go najwidoczniej z najnowszymi osiągnięciami techniki.
PS. Powyższą informację w Gazecie Wyborczej moglibyśmy oczywiście traktować jako zwykłe robienie sobie jaj i kpiarstwo, niestety nie możemy, bo to jest Gazeta Wyborcza.


Komentarze
Pokaż komentarze (101)