Czy mieszkając w środku sporej aglomeracji można hołdować pradawnym zwyczajom ojców i dziadów naszych. Mam na myśli zwyczaje kulinarne. Od czasu do czasu przekąsić wędzonym boczkiem z małosolnym ogórkiem. Napić się wódki. Zjeść chabaniny krojonej na trzy palce. Uwędzić pstrąga lub węgorza. Słowem żyć niezdrowo, ale po ludzku. Wieść proste wiejskie życie. Oczywiście jest to możliwe. Zaraz krok po kroku objaśnię. Wódkę gdzie kupić objaśniał nie będe bo każdy ma swoich dostawców, a niektórzy po prostu idą do piwnicy i odlewają sobie co nieco z ostatniego wypędu. Najpierw należy kupić na ebayu mobilną wędzarnię, to naprawde niewielki wydatek, który umożliwi nam cofnięcie się w czasy smaków dzieciństwa i wczesnej młodości. Do tego należy dokupić specjalne brykiety żarowe i zrąbki wędzarnicze o różnych smakach. Do łososia polecam zrąbki ze starych beczek po whisky. Dymek prima sort. Tyle musimy my sami przygotować. W dawnych czasach nasi ojcowie musieli iść jeszcze złowić pstrąga, sandacza lub węgorza. W naszych czasach już nigdzie iść nie musimy. Od czasów Prometeusza nawymyślalismy tle życiowych udogodnień, że nam się po prostu nie chce. Bo i odkurzacz wymyśliliśmy i pralkę automatyczną, telewizor, telefon komórkowy, kuchenkę gazową i mikrofalówkę. Wodę w kranach ( D. Tusk ) Mało ? a zmywarkę do naczyń i lodówkę to kto ? Może Maria Skłodowska - Curie ? No dobra niech będzie, ona wymyśliła radio i polon. Taki proszek do prania. Albo radion ? Nie ważne. Nam się po prostu na ryby iść nie chce. Żona i tak idzie na zakupy i to już jej zadanie jakiego pstrąga wybrać. Ona się na tym zna najlepiej. Potem należy takiego pstrąga posolić i powiesić w komórce żeby " skruszał " przez noc. A potem tylko rozpalić wędzarnię, poczekać aż złapie żar i dosypywać dymu do smaku. Smacznego, to naprawdę dobre. Do żadnego Sowy chodzić nie musimy, a co najważniejsze jemy za swoje. Tak naprawdę smakuje najlepiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (129)