
Koniec wakacji. Ostatnie dni sierpnia, wyjątkowo gorące. Wieczór parny, bardzo nietypowy jak na ostatni tydzień kanikuły. Wyszklona tafla jeziora niesie gwar rozmów, śmiech, szepty. Czułe ucho wyłapie i pobrzękiwanie szklanek. Do epoki jednorazówek jeszcze ćwierćwiecze. Trzeba posiłkować się szkłem, bo i tanie wino jest tu zaangażowane. Smolne, sosnowe szczapy wesoło strzelają wśród jęzorów ognia.
Wiszący nad lasem Księżyc znaczy wzdłuż jeziora świetlistą wstęgę. Dziesięć, może dwanaście osób wokół ogniska. Wszyscy zbici w pary, wpatrzeni w siebie i wzajemnie w siebie wsłuchani. Już za parę dni, za dni pare rzucą plecak swój i gitarę do pawlacza, niektórzy z nich nie sięgną po plecak już nigdy. Niebawem skończy się beztroski czas. Wszyscy rozpoczną swoją pierwszą, poważną pracę. Będa uczyć dzieci piękna polskiej mowy, historii, geografii. Zgrana paczka. Wszyscy obronieni z marszu. Świeży zastęp magistrów, nowe pokolenie polskiej inteligencji. Ich czas ma dopiero nadejść.
Płonie ognisko i szumią knieje
Drużynowy jest wśród nas.... ! !
- Bożeeee ! Lilka przestań ! nie rób tu wiochy
Kochankowie moi umahli poeci
Ghyzą ziemię u mych stóp.
Chłodem wciskają się pod kołdhę.
Khążą hojem hozdhażnionych much
Nad kubłem gdzie cisnęłam tampon miesięczny.
Wieszam majtki na sznurze wisi Jesienin.
Biohę phanodohm tabletkę khadnie Thaki.
Kiedy otwiehasz oczy wyfhuwa ptak
...
Rafał Wojaczek ? To Iza, jak ona cudownie interpretuje Wojaczka. Nie dziwi, w końcu niedoszła aktorka. Zdawała do szkoły teatralnej dwa razy. Niestety była bez szans, nie wymawia " r " Podobno Zapasiewicz powiedział jej, że jeden Tomasz Mędrzak wystarczy... i dwa razy nie przyjęli. W rezultacie skończyła filologię rosyjską, poradzi sobie. Lenin też nie wymawiał " r " a poradził sobie i z Rosją i z rosyjskim.
Życie to jest teatr, mówisz ciągle, opowiadasz;
Maski coraz inne, coraz mylne się zakłada;
Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra
Przy otwartych i zamkniętych drzwiach.
To jest gra!
Krzyś podkochujący się w Izie próbuje na gitarze wybrzdąkać Stachurę. Niezbyt to wychodzi, może dlatego Krzyś nigdy nie został bardem. Choć całe późniejsze życie pił całkiem ostro. Dziwne.
Waldemar z Bożeną nieco na uboczu. Wiadomo, Parnas. Absolwenci filologii polskiej, będą zaszczepiać dzieciom miłość do mowy ojczystej. Waldek to aspirujący poeta i literat in statu nascendi. Na razie pisze do brulionu, ale w przyszłości ? kto wie, kto wie ? Gęsta zmierzwiona broda, gruby - mimo ciepła - wełniany sweter, z wywiniętym fantazyjnie golfem. Nieodłączna fajka. Tak trzeba, taki styl jest konieczny. Zamyślony, lekko opuszczone powieki. Albo wygładza frazę, albo tworzy strofę. Innej możliwości nie ma. Bożena wtulona w ramię Waldemara i w jego kosmaty sweter. Wsłuchuje się w oddech. Oddech tworzenia.
- Waldy ! Waldy ! spójrz tylko, jaki cudowny Księżyc !
Waldemar uniósł powieki, spojrzał w górę natchnionym wzrokiem i rzucił krótkie - A ch....uj mu w d...upę !

Inne tematy w dziale Rozmaitości