170 obserwujących
1796 notek
2789k odsłon
11427 odsłon

Tabletki dla Wałęsy i spółki

Wykop Skomentuj81

image

Obudziłem się w Antwerpii. Tego byłem pewien, tego jak i kiedy się tam znalazłem, już nie. Niezwykle użyteczne są te wszystkie gadżety na smartfonach. Wciskasz ikonkę " Znajdź mnie " i jeśli masz zasięg, bądź w pobliżu " sieje " jakieś wi - fi, lokalizacja natychmiast pokaże gdzie się znajdujesz. A jeśli nie masz zasięgu to idziesz do baru McDonald's i się zlokalizujesz dokądkolwiek bezwiednie trafiłeś. Bo teraz takie czasy, że zasięgu może nie być, a bar McDonald's być musi. Super są te appki. Oczywiście wgrywamy wersję uboższą, bez zakładki " Gdzie jest mój mąż ? " do której dostęp - poprzez hasło - ma nasza żona. Nie wyobrażam sobie jak kiedyś funkcjonowaliśmy bez tego wszystkiego, o wiele łatwiej było się zgubić. Pamiętam jak w 1979 roku jechałem do Torunia na przysięgę kolegi. Przesiadkę miałem w Malborku. Pociąg ruszył, kurtyna w Warsie poszła do góry i pani zaczęła sprzedawać te kartacze, takie pękate piwka, poza Warsem trudno dostępne. Jakaś krakowianka była na butelce, Okocim, Żywiec ? Rozmowa się kleiła, czas wartko płynął, szyny postukiwały i nagle bez podania przyczyny zostałem wyrzucony z pociągu przez konduktora i kierownika pociągu. Niby wszystko się zgadzało, szyny były, perony były, ławki drewniane z wyrzeźbionym napisem PKP także, tylko ten zamknięty dworzec jakiś inny niż w Malborku. Jednak za Gierka tak wiele się w Polsce zmieniło, więc myślałem, że i dworzec w Malborku przebudowali, bo ten z czasów krzyżackich nie wyglądał już zbyt świeżo. Wszystko inne się zgadzało, nawet ostatnia sylaba w nazwie stacji. Połowa jarzeniówki była nadpalona. Dopiero rano zauważyłem, że jestem w Lęborku. Dziś nie do pomyślenia. Dziś pytam konduktora, o której jesteśmy w mieście X, ustawiam w aplikacji alert i mogę spkojnie pić te kartacze w Warsie. Nie ma jednak tego złego, bo wróciłem do Gdańska, pojechałem tramwajem do Wrzeszcza, do kolegów, którzy akurat nie składali przysięgi wojskowej, bo akurat pili w akademiku Politechniki Gdańskiej. Tak czy siak, mimo braku życzliwości ze strony kierownika pociągu, zaplanowaną imprezę odbyłem. Bo w dążeniu do celu potrzeba konsekwencji.

image

Wiedziałem, że piwo Duvel w żargonie antwerpskim znaczy diabeł, ale żeby tak bożą istotę sponiewierać ? Choć jest w tym trochę i mojej winy. Od lutego miałem odnowę moralną, czyli " suchyj zakon " przez ponad 3 miesiące nawet koło alkoholu nie stałem, więc organizm musiał się zbuntować w zderzeniu z 9% piwem. Nigdy już tak długich okresów abstynencji nie będę robił, bo to się niestety odbija na zdrowiu. Tymczasem głowa bolała mnie jakbym co najmniej miał migrenę w wersji Barbara Niechcic. Zszedłem do apteki, jako że byłem we Flandrii to apteka była flamandzka. Dziwne są w polszczyźnie te reguły tworzenia przymiotników. Powinno być flandryjska, a nie flamandzka. Nie ma się co jednak dziwić Flamandom ( powinno być Flandryjczykom ) u nas też jest Wolne Miasto Gdańsk, jest przymiotnik gdański, a mieszkańcy Gdańska od jakiegoś czasu chcą, aby nazywać ich Danzigerami. Dziwne to wszystko, od tego też trochę głowa boli. Apteka była flamandzka dlatego - jak sądzę - na kontuarze leżały  jakieś materiały propagandowe Vlaamse Volksbeweging, czyli flamandzkiego ruchu narodowego. Za flamadzkim ruchem narodowym, ani za Flamandami nie przepadam, wcale nie dlatego, że poprzednim razem jakiś Flamand na parkingu zlekeceważył mój kulawy francuski i oznajmił, że we Flandrii rozmawia się po flamandzku. To doprawdy drobiazg. Niedawno, okrężną drogą, w baskijskim lewackim piśmie, wydawanym po angielsku, przeczytałem wywiad z jednym z liderów VVB i jakoś do mnie to wszystko o co walczy VVB nie trafia. A dlaczego wywiad aż w baskijskim piśmie ? Wyjaśniono na wstępie. Wspólnota celów. Baskowie walczą o własne państwo w ramach Hiszpanii, a Flamandowie w ramach federacji belgijskiej. To też wszystko drobiazg w moich sympatiach i antypatiach flamandzkich. Jest jeszcze paskudna karta z okresu II wojny światowej. Jest legion flamandzki SS, jest splądrowanie dwóch antwerpskich synagog i spalenie domu rabina, są dwa pogromy w kulturalnej i spokojnej flamandzkiej Antwerpii. Są wreszcie deportacje flamandzkich Żydów do Auschwitz czynione z ochotą rękami samych Antwerpczyków. Ciekawie wyglądają statystyki. We Flandrii wyłapano i deportowano do komór gazowych dwa razy więcej ukrywających się Żydow niż w sąsiedniej Walonii. Wniosek ? Chyba inny charakter obu narodów. Flamandowie : etos niderlandzki, solidność, bezwzględne przestrzeganie prawa państwowego. Widać to do dziś w bardziej gospodarnej i schludnej Flandrii. Walonowie : bardziej olewacka francuska natura, bałaganiarstwo, lekceważenie prawa. Nade wszystko chyba jednak katolicyzm : miłosierdzie i prymat miłości bliźniego nad prawem ustanowionym przez człowieka, które czasem jest zwykłym bezprawiem, a bywa, że i zbrodnią. A prawo niezgodne z Dekalogiem powinno być, mimo rozmaitych obiekcji, lekceważone.

Wykop Skomentuj81
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości