15 obserwujących
217 notek
203k odsłony
  1462   1

Czyli nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre.

Rządzący rozpoczęli walkę z pandemią od słów pana min. Szumowskiego, że maseczki są do niczego i przed niczym nie bronią. Wcześniej Agencja Zasobów Materiałowych sprzedała maseczki, których kończył się okres ważności i te same maseczki pojawiły się szybko w Internecie po kilkakrotnie zawyżonej cenie. Ktoś na tym zarobił, ale kto? Raptem maseczki stały się BSARDZO POTRZEBNE i wówczas nastąpił ten słynny ich zakup od instruktora narciarskiego. Ale kilka dni wcześniej słyszeliśmy, że mamy wystarczającą ilość respiratorów, by nagle dowiedzieli się Polacy, że rząd zamówił ponad tysiąc respiratorów od… handlarza bronią, który był na czarnej liście ONZ i na dodatek już był ścigany za przekręt w odniesieniu do innej firmy, bo wziął pieniądze, a nie wywiązał się z zawartej umowy. Gdzie w takim razie były polskie służby? Planowane przez pana Kaczyńskiego wybory 10. maja nie wyszły z powodu rozsądnego działania pana Gowina i wówczas wybory przełożono na czerwiec. I w tym przypadku mieliśmy akcję wyborczą wszystkich sił w Państwie. Ministrowie zamiast pracować i walczyć z pandemią, to jeździli od miasta do miasta, by agitować na rzecz pana Dudy. I ta ciągle rozdawana z naszych pieniędzy kiełbasa wyborcza. W czasie wyborów to już nie indywidualny Kowalski był mamiony mamoną – teraz zostali mamieni samorządowcy i ciągle widzieliśmy ogromne czeki, które rządzący wręczali wójtom bądź burmistrzom. Ale tylko swoim! Pieniądze rozdawane były zaś z pracy wszystkich podatników, a beneficjentami były samorządy związane z PiS-em.

Minęła kampania wyborcza i rząd zamiast zajmować się pandemią, to zaczął zajmować się kim? Oczywista oczywistość – samym sobą! Nastąpiła niby rekonstrukcja rządu, parę ministrów straciło w rządzie pracę, ale powstało więcej innych stanowisk, dobrze płatnych, które zasiedlili również ci biedni ministrowie. A pandemia trwała nadal i… ludzie umierali. Zaczął się więc chocholi taniec z zamykaniem i otwieraniem poszczególnych działów gospodarki. Nawet pan Prezydent wtrącił się do tego wyścigu szczurów i skłonił pana wicepremiera Gowina, by ten lobbował za otwarciem stoków narciarskich. I pan Prezydent mógł swobodnie jeździć na stokach. Co kto zrobi bogatemu. Później oczywiście stoki zamknięto, ale pan Duda już swoje wyjeździł. Musiał przecież odreagować na kampanię wyborczą, która gdyby nie pomoc całego rządu mogła się skończyć katastrofą wyborczą, bo pan Trzaskowski ciągle był za jego plecami. I nie miał możliwości przedstawienia swojej wizji prezydentury w mediach zwanych publicznymi, i nie miał też poparcia hierarchów i proboszczów, a szczególnie nie miał poparcia u o. Rydzyka, który dzisiaj w ramach wdzięczności ma dużo kasy od rządzących. Oczywiście daleko mu do dofinansowania medium pana Kurskiego, które dostało na otarcie łez tylko 2 MILIARDY złotych. A w tym samym czasie polski uczony wraz z grupą naukowców od lat pracuje nad szczepionkami na raka i w związku z covid19 zaczął bardzo obiecujące prace nad szczepionką przeciwko temu wirusowi i… nie dostał na ten cel ani grosza. A zapewnia ten uczony, że już ma szczepionkę przeciwko temu wirusowi i również ta szczepionka jest lekiem na tego wirusa. Ale rządzący woleli dać 40 mln na produkcję amerykańskiej szczepionki w Polsce, chociaż ten naukowiec chce tylko 15 mln złotych, by dokonać potrzebnych kroków do zarejestrowanie tej szczepionki w urzędzie patentowym i przeprowadzić serię badań na ludziach. Dla polskiego wynalazcy tych pieniędzy zabrakło, chociaż dla o. Dyrektora na muzeum rząd znalazł po cichu dodatkowe 60 mln i zapewne jeszcze dołoży. 

Rok 2021 nasz ukochany rząd rozpoczął kłótnią między panem premierem Morawieckim a min. Ziobro. W żadnym wolnym kraju czegoś takiego nigdy nie było, by minister publicznie kontestował poczynania szefa własnego rządu. Ale obecna władza jest zupełnie inna i jest w tym rządzie walka o unijne pieniądze i… praworządność. Pan Ziobro, Min. Sprawiedliwości, boi się jak ognia praworządności, która miałaby być powiązana z unijnymi pieniędzmi. Sama nazwa partii największego koalicjanta to "Prawo i Sprawiedliwość" i dlatego wydawałoby się, że żadnej praworządności w tym rządzie nikt bać się nie musi. A jednak ten minister boi się tego jak diabeł święconej wody, dlaczego? Ano dlatego, że wiele razy za tej władzy w Polsce było łamane prawo i faktycznie to może być przyczyną unijnych sankcji. Ale przecież na to zgodził się szef polskiego rządu i raczej ministrowi nie wypada kontestować decyzji własnego szefa, chociaż ta władza jest trochę inna niż władza w normalnych krajach. Dlatego minister krytykuje Premiera i na dodatek rządzący nie mają w tym przypadku większości i daje to również broń opozycji, od której obecnie będzie zależało czy Polska dostanie należne jej pieniądze, czy ich nie dostanie. Po tej decyzji o głosowaniu przeciw ratyfikacji uzgodnień ze strony pana premiera Morawieckiego przez Solidarną Polskę, opozycja ma teraz asa w rękawie i może negocjować z rządem odnośnie warunków poparcia przez opozycję ratyfikacji umowy. Dzięki temu opozycja może uzyskać to, że wszystkie samorządy będą mogły korzystać z unijnych pieniędzy, a nie tylko te zależne od Zjednoczonej Prawicy. Czyli nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre. 


Lubię to! Skomentuj27 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka