Zwracam się bezpośrednio do wielbicieli prezydenta Trumpa. Czy również dziś klaskalibyście na stojąco w polskim Sejmie po tym, jak został prezydentem USA?
Mamy więc to, co niektórzy przewidywali: ten człowiek rozpoczął nową wojnę, która może trochę potrwać. Ktoś mógłby zapytać: komu ma służyć ta wojna na Bliskim Wschodzie? Otóż służy Izraelowi, premierowi tego kraju i… Rosji. Putin wprost zaciera ręce, bo ceny paliw szybują w górę, a finansowanie agresji przeciwko Ukrainie staje się łatwiejsze. Izrael z kolei zyskuje możliwość zaatakowania Libanu.
Co ma z tego Polska? Jedynie straty — i to już widać na stacjach benzynowych. Do tego dochodzi spadek wartości złotego oraz wzrost kursów dolara i euro.
Bilans dla Polski jest więc taki: krótkoterminowo wojna jest wyraźnie niekorzystna, bo podnosi ceny ropy, gazu i transportu, czyli zwiększa ryzyko wyższej inflacji i niższego wzrostu. Średnioterminowo część strat może zostać ograniczona dzięki dywersyfikacji dostaw energii oraz unijnemu wsparciu dla przemysłu obronnego, z którego Polska ma skorzystać poprzez pożyczkę SAFE w wysokości do 43,73 mld euro na inwestycje w europejski, w tym polski, przemysł obronny. Może to pomóc niektórym branżom, ale nie zmienia ogólnego, negatywnego wpływu droższej energii na całą gospodarkę.
Najprościej mówiąc, dla przeciętnej polskiej gospodarki oznacza to dziś droższe paliwo, większe ryzyko wzrostu cen w sklepach, droższy transport i słabsze tempo wzrostu PKB. Zyskują głównie wybrane firmy związane z obronnością i logistyką, ale dla całej gospodarki bilans netto jest raczej ujemny.
To wszelkie zło mamy dlatego, że amerykański prezydent chciał zaspokoić ambicje swojego przyjaciela, izraelskiego premiera.




Komentarze
Pokaż komentarze (33)