Na 35. rocznicy padły słowa odnoszące się do Polski, w tym także gdańskiej stoczni i Solidarności. Co jednak było zaskoczeniem, jeden z gości użył przykładów polskiego oporu z czasów PRL w celu krytyki Niemiec. Marko Martin, bo o nim mowa, jest niemieckim pisarzem i dziennikarzem, który urodził się w NRD. Podczas swojego przemówienia podziękował Polakom powiązanym z Solidarnością i podkreślił, że bez nich wydarzenia z 1989 roku nie miałyby miejsca. Wskazał, że miliony obywateli NRD w latach 80 zamiast wyjść na ulicę, siedziało biernie za zasłonami w salonie. Przywołał także częste niezrozumienie tego, co działo się w Polsce, a przewijające się w latach 80 pytanie „dlaczego Polacy po prostu nie poszli do pracy?”, porównał do dzisiejszych żądań kierowanych wobec Ukrainy, aby zaprzestała opierać się Rosji. Przypomniał tekst Egona Bahra, polityka z RFN, który w Solidarności widział zagrożenie dla pokoju. Następnie przeszedł do krytyki obecnego prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera. Warto podkreślić, że cała uroczystość miała miejsce w siedzibie prezydenta, pałacu Belleuve. Marko Martin wytknął Steinmeierowi ugodowe podejście do Władimira Putina, popieranie budowy Nord Stream II, czy krytykę manewrów wojskowych w Europie wschodniej w czasach, gdy Steinmeier był ministrem spraw zagranicznych.
Postawienie Polski jako przykładu oporu i walki należy postrzegać jako pozytywny akcent. Przy obecnej polityce zagranicznej, obronnej czy historycznej prowadzonej przez państwo niemieckie, takie momenty można traktować jako chwile otrzeźwienia. I mimo, że Marko Martin najprawdopodobniej przez jakiś czas nie zagości na żadnej państwowej uroczystości, być może swoim głosem otworzy niektórym oczy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)