Deklaracja ta została wkrótce potwierdzona przez oświadczenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w którym wskazano, że Stany Zjednoczone popierają polskie aspiracje do stania się regionalnym hubem LNG, zastępującym model zależności wschód-zachód. W praktyce oznacza to zacieśnienie współpracy z Waszyngtonem, co widać w statystykach. W 2025 roku około 60% całego importowanego przez nas gazu pochodziło właśnie z USA. Dzięki terminalowi gazowemu w Świnoujściu oraz powstającej na Bałtyku pływającej jednostce FSRU, Polska będzie w stanie skutecznie zadbać o redystrybucję amerykańskiego paliwa, jednocześnie czerpiąc zyski z całego procesu.
Skuteczna dywersyfikacja źródeł pozyskiwania gazu sprawia, że Polska stoi przed szansą na zapewnienie stabilnego dopływu energii do naszych europejskich sojuszników. Jest to szczególnie istotne dla Łotwy, Litwy, Estonii oraz Ukrainy, które przez lata były silnie uzależnione od rosyjskiego surowca. W przyszłości możliwe będzie również rozszerzenie reeksportu na rynek węgierski oraz słowacki. Należy jednak pamiętać, że pełnienie funkcji przystanku dla amerykańskiego gazu wiąże się z pewnym uzależnieniem od decyzji politycznych USA. Z drugiej strony, obecne zawirowania na Bliskim Wschodzie pokazują, jak niestabilne mogą być alternatywne kierunki dostaw.
Pod kątem ekonomicznym, wstępne szacunki mówią o zyskach rzędu od 1 do nawet 2,5 miliarda złotych rocznie. Choć nie są to kwoty ogromne w skali całego budżetu państwa, kluczowy pozostaje aspekt strategiczny inwestycji, którego wartości nie da się jednoznacznie oszacować. Jeśli plan wejdzie w życie, Polska stanie się najważniejszym dostawcą gazu dla wielu sąsiadów, zyskując większe wpływy polityczne na europejskiej scenie i jednocześnie ograniczając wpływy rosyjskie. Sojusznicy w regionie wolą bowiem wybrać stabilne dostawy z Polski niż współpracę z nieprzewidywalną Moskwą.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)