Świerczewski wskazał na błąd Sousy. "Premier League to nie jakaś popierdółka"

Kamil Grosicki tylko na liście rezerwowej wśród powołanych na Euro 2020.
Kamil Grosicki tylko na liście rezerwowej wśród powołanych na Euro 2020.
70-krotny reprezentant Polski Piotr Świerczewski specjalnie dla Salon24.pl komentuje powołania na Euro: - Premier League to nie jakaś popierdółka. Dlatego Grosik powinien powinien być w kadrze!

Selekcjoner Paulo Sousa ogłosił nazwiska 27 piłkarzy powołanych na, poprzedzające czerwcowe Euro, zgrupowanie w Opalenicy. Największym zaskoczeniem jest fakt, że wśród nominowanych zabrakło Kamila Grosickiego z West Bromwich Albion i Sebastiana Szymańskiego z Dynama Moskwa. Obaj znaleźli się zaledwie na liście rezerwowej. - Brak Grosika to totalne nieporozumienie - twierdzi Piotr Świerczewski, który rozegrał 70 meczów w biało - czerwonych barwach i zdobył srebrny medal olimpijski w 1992 roku.

Salon24.pl: Kadra bez Kamila Grosickiego? Aż trudno to sobie wyobrazić…

Piotr Świerczewski: - Przyznam, że jestem zaskoczony, że Paulo Sousa tak łatwo zrezygnował z Kamila. Owszem, Grosicki nie gra w WBA, ale to na tyle rutynowany zawodnik, który nawet nie występując wie, jak należy przygotować się do meczu. Boiskowe obycie i doświadczenie oraz fakt, że Kamil zawsze dla reprezentacji wypruwał sobie na boisku żyły, powinny przemawiać za nim. Jeśli nie ma Grosickiego, a jedzie Kacper Kozłowski z Pogoni szczecin, który pięć razy prosto kopnął piłkę w lidze, to czegoś tu nie rozumiem. Oczywiście trzeba dawać szanse młodym i jeśli Kozłowski zagra na Euro, to jego nominacja ma sens. Jeżeli natomiast pojedzie tylko na wycieczkę, to szkoda miejsca. Premier League to nie jest żadna popierdółka, nawet nie ma jej co porównywać do Ekstraklasy. Siła ligi polskiej kończy na preeliminacjach do europejskich pucharów. Myślę, że nawet same treningi w drużynie z ligi angielskiej, dają więcej, niż gra w Polsce. Ale cóż, to wybór Portugalczyka i to on będzie z niego rozliczany.

Kamil Grosicki był ważną częścią kadry nie tylko na boisku, ale i w szatni. Czy fakt, że nie został nominowany, może mieć wpływ na atmosferę w szatni, tak jak to było za pana czasów, kiedy trener Jerzy Engel niespodziewanie nie powołał Tomasza Iwana na mundial w Korei w 2002 roku?

- Nie ma co ukrywać, kiedy dowiedzieliśmy się, że Tomek nie jedzie z nami na mistrzostwa świata, to atmosfera siadła. A jeszcze gorzej zepsuła się w 2006 roku, kiedy Paweł Janas zostawił w Polsce Tomasza Frankowskiego, Jerzego Dudka, Tomka Kłosa i Tomka Rząsę. To był wielki skandal, po którym Janas powinien podać się do dymisji. Brak tych piłkarzy na mundialu w Niemczech można było nawet odebrać jako działanie na szkodę reprezentacji. Nie wiem, czy Janas był pijany, czy nie wiedział co robi, w każdym razie po pominięciu tak ważnych dla zespołu postaci, powinien odejść. Co do wpływu Kamila na obecną reprezentację, to nawet jeśli w ostatnim czasie nie grał w klubie, to wchodząc z ławki w kadrze, nawet na kilkanaście minut, potrafił zrobić różnicę, szarpnąć, dograć, strzelić. W każdej drużynie bardzo ważny jest metal. I Grosik ten mental ma. Był tak długo w tej ekipie, że nie bał się wstać w szatni i zwrócić uwagę kolegom, zmotywować ich do walki. Wyobraża pan sobie, żeby jakiś małolat wrócił uwagę Lewandowskiemu? Żarty. A Kamil to potrafił.

Na tym nie koniec niespodzianek jakie zafundował kibicom selekcjoner. W drużynie na Euro zabrakło również Sebastiana Szymańskiego, który dobrze sobie radzi w Dynamie Moskwa.

- LIga rosyjska nie jest może najmocniejsza w Europie, ale Szymański zbiera dobre recenzje, zalicza asysty. I co najważniejsze gra regularnie. Dlatego nie wiem, czemu został pominięty…

Miejsce w reprezentacji znalazło się za to dla Tomasza Kędziory z Dynama Kijów, Karola Linettyego z Torino, Tymoteusza Puchacza z Lecha Poznań i Jakuba Świerczoka z Piasta Gliwice.

- Zacznę od Świerczoka. Wiadomo, że dostał powołanie, bo z powodu kontuzji w mistrzostwach Europy nie zagra Krzysztof Piątek. Tak już w piłce jest, że problemy jednego zawodnika, są szansą dla innego. Świerczok ma za sobą bardzo dobry sezon. Z piętnastoma golami na koncie, rywalizację o tytuł króla strzelców Ekstraklasy przegrał tylko z Pekhartem z Legii. A wiadomo, że miał zdecydowanie ciężej niż Czech, bo Piast Gliwice nie jest tak mocny jak mistrzowie Polski, przez to Świerczok otrzymywał zdecydowanie mniej podań niż Pekhart. To dla Jakuba duża szansa i będę mu kibicował, żeby ją wykorzystał. Lubię takich piłkarzy - bez kompleksów, którzy na boisku nikogo się nie boją. Powołanie pozostałych wymienionych przez pana graczy też ma sens. Puchacz będzie na lewej obronie alternatywą dla kontuzjowanego Recy, Linetty był chwalony w Torino, a Kedziora z Dynamem wygrał na Ukrainie wszystko, co było do wygrania. Zdobył mistrzostwo, Puchar i Superpuchar tego kraju. I zazwyczaj był chwalony. Podobnie, jak w reprezentacji za kadencji Jerzego Brzęczka, gdzie na prawej obronie spisywał się naprawdę bardzo dobrze. Dlatego bardziej byłem zdziwiony, że Sousa nie powołał go na wrześniowe mecze, niż teraz, kiedy wrócił do drużyny.

Kończąc, kilka słów o Arkadiuszu Miliku, który kapitalnie radzi sobie w Olympique Marsylia, klubie, w którym pan występował w latach 2001-2003.

Kibice Marsylii już Arka pokochali i teraz martwią się, czy klubowi uda się Polaka zatrzymać. Milik spisuje się z każdym meczem coraz lepiej, w ostatnim spotkaniu z Angers zdobył hat-tricka i poprowadził Olympique do wygranej, która może zapewnić marsylczykom grę w Lidze Europy. Arek przychodził do Francji już z ustaloną marką. W Napoli nie grał tylko wtedy, gdy zerwał wiązadła i ostatnio, kiedy nie chciał przedłużyć kontraktu i z zemsty został wysłany na trybuny. W Marsylii potwierdził swoje duże możliwości. 

Rozmawiał Piotr Dobrowolski

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport