Biegaczka Iga Baumgart–Witan i bramkarz Andrzej Witan - sportowe małżeństwo

Iga Baumgart–Witan. Fot. PZLA
Iga Baumgart–Witan. Fot. PZLA
Kiedy oglądałem finałowy bieg, to miałem łzy w oczach. Ze szczęścia. Bo choć Iga w finale nie pobiegła, to w kwalifikacjach spisała się kapitalnie! Bez niej i pozostałej trójki nie byłoby możliwości walki o medale. Złoto w Tokio to dla żony nagroda za katorżniczą walkę o powrót do zdrowia po paskudnej kontuzji ścięgna Achillesa. To premia za ból łzy i hektolitry potu wylane na treningach. Jestem z niej dumny! - mówi nam łamiącym się ze wzruszenia głosem Andrzej Witan. Bramkarz Olimpii Elbląg to mąż złotej medalistki IO w sztafecie mieszanej 4x400 – Igi Baumgart–Witan.

Salon24.pl: - Panięta pan pierwszą randkę z obecną małżonką?

Andrzej Witan: - Szczegółów nie za bardzo... Ale to nic dziwnego, bo poznaliśmy się dosyć dawno temu, na studiach wychowania fizycznego w Bydgoszczy. Ja miałem 19 lat, a Iga 20. Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, to przez ciało przeleciał jakby prąd elektryczny. Trafiło mnie od pierwszego wejrzenia. Wystarczyło, że popatrzyliśmy sobie w oczy, uśmiechnęliśmy się do siebie i od razu zapragnąłem ją poznać.

- No i udało się. W jakich okolicznościach?

- Śmiejemy się, że jak tu nie wierzyć w przeznaczenie? Po naszym pierwszym spotkaniu, tak się złożyło, że zaczęliśmy częściej na siebie wpadać. Znowu uśmiechy, spojrzenia, w końcu zaczęliśmy rozmawiać. Kiedy już byliśmy znajomymi, wybraliśmy się coś zjeść. Towarzyszył mi kolega, z którym wtedy grałem w Zawiszy – Grzegorz Brzeziński. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, a na właściwej randce, już we dwoje byliśmy bodaj miesiąc później. W każdym razie zaczęliśmy być ze sobą w 2009 roku, a ślub wzięliśmy w Święta Bożego Narodzenia w 2017 roku.

- Osiem lat to wystarczająco dużo czasu żeby dobrze się poznać...

- Oboje jesteśmy zawodowymi sportowcami. Musieliśmy się nauczyć być razem, ale... przez większą część roku osobno. Iga ponad 200 dni w roku spędza na obozach i zgrupowaniach. Kiedy już jest w naszym domu w Koronowie koło Bydgoszczy, to ja w sezonie mam zajęte weekendy. Gram mecze. Zaakceptowanie takiego stanu rzeczy wymagało czasu. I nie było to łatwe. Najgorzej czuliśmy się, kiedy grałem w Termalice Bruk-Bet Nieciecza. Klub udostępnił mi mieszkanie w Tarnowie. To od Koronowa kawał drogi, dlatego widzieliśmy się przez jeden dzień w miesiącu. Ciężko to znosiliśmy. Tęsknota była nie do wytrzymania.

- Teraz jest pan bramkarzem II -ligowej Olimpii Elbląg, grał pan również w Bytovii Bytów, Puszczy Niepołomice czy Arce Gdynia. Wszędzie sam?

- Nie, żona choć formalnie była zawodniczką BKS-u Bydgoszcz, to mieszkała ze mną. Ale i tak ciągle nam siebie mało. Dlatego, kiedy żona przed rokiem była na zgrupowaniu w Portugalii, poleciałem do niej. Była zima, przerwa w rozgrywkach piłkarskich, zatem zrobiłem sobie małe wakacje z ukochaną. Wiadomo, że Iga była w pracy, ale po treningach miałem ją tylko dla siebie. Nawet w siłowni ćwiczyliśmy razem. Chcieliśmy nadrobić każdą chwilkę, którą spędziliśmy bez ukochanej osoby.

- Małżonka to srebrna i brązowa medalista mistrzostw świata, trzykrotna mistrzyni Europy, teraz złota medalistka olimpijska w sztafecie 4x400 metrów. Wiadomo, kto w tym związku jest gwiazdą, ale i pan może się pochwalić, że zapisał się w annałach polskiej piłki, kiedy jako bramkarz Bytovii zdobył pan gola efektownym strzałem głową w meczu z GKS Katowice.

- Naszych sportowych osiągnięć nawet nie ma co porównywać. Owszem, wtedy w maju 2019 roku przez moment było o mnie głośno, ale Iga to gwiazda światowego formatu, a ja to skromny bramkarz jakich wielu.

- Jeśli już znajdziecie dla siebie czas, to jak pani Iga odpoczywa?

- Spełnia się w kuchni. Świetnie gotuje. Ostatnio bardzo polubiła wypieki różnego rodzaju ciast. Na przykład na moje urodziny zrobiła przepyszny tort. Mnie hobby żony bardzo odpowiada, bo jestem fanem wszystkiego co słodkie.

- Przygotował pan już prezent dla złotej medalistki olimpijskiej?

- No właśnie jeszcze nie... I nie mam wiele czasu, bo Iga wraca do Polski już w niedzielę. Odliczam godziny do naszego spotkania. A co do prezentu, to wierzę, że będę musiał się postarać o podwójny. Jeszcze za medal w sztafecie kobiet. Dziewczyny są w świetnej formie i trzymam kciuki za to, żeby stanęły na podium.

rozmawiał Piotr Dobrowolski

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport