Wyżebrana wygrana i moda na walenie w prezesa

By Sofik - Od autora via e-mail (OTRS wysłany), CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=17150954
By Sofik - Od autora via e-mail (OTRS wysłany), CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=17150954
Legia Warszawa wreszcie z trzema punktami w Ekstraklasie. Do niedzieli, mistrzowie Polski ostatni raz z wygranej w lidze cieszyli się 19 września, kiedy to pokonali Górnika Łęczna 3:1. Potem była hańbiąca seria dziesięciu porażek, z czego siedmiu z rzędu. Aż wreszcie na pożegnanie listopada ekipa z Łazienkowskiej wyszarpała wygraną 1:0 z Jagiellonią Białystok. Zresztą bardziej trafnym i oddającym stan rzeczy określeniem będzie – wyżebrała wygraną. Bo taki styl gry najbogatszej i do niedawna najlepszej drużynie w Polsce po prostu nie przystoi. Wiem, wiem… Zwycięzców się nie sądzi i nie ocenia, ale dla mnie – sympatyka Legii było żenadą, kiedy zawodnicy gospodarzy, im bliżej końca meczu, tym częściej i dłużej leżeli na murawie, byle tylko ukraść trochę czasu. To było kompletnie niepotrzebne, bo choć gospodarze zagrali raczej przeciętnie, to i tak wystarczyłoby to do ogrania przestraszonych i kompletnie zagubionych w ataku piłkarzy Jagi. Dlatego gracze Legii nie musieli uciekać się do kuglarskich sztuczek.

Wrócił król Artur i Legia wygrała

Dobra, nie ma się co pastwić nad legionistami. Dla nich najważniejsze były trzy punkty i przerwanie wstydliwej serii porażek.

Nie wiem, czy to przypadek, czy rzeczywiście coś w tym jest, ale Legia ostatni do niedzieli mecz wygrała, kiedy w jej bramce stał Artur Boruc. W niedzielę 41-letni golkiper powrócił na boisko po blisko dwóch miesiącach przerwy spowodowanej urazem pleców i od razu warszawianie wrócili na zwycięski (miejmy nadzieję) szlak. Boruc to wiadomo wielka charyzma, charakter, ale i nie mniejsze umiejętności, które udowodnił w ostatniej akcji meczu, kiedy popisał się kapitalnym refleksem broniąc strzał głową… swojego obrońcy Kacpra Skibickiego. Król Artur pomylił się raz, ale nie było z tego żadnych konsekwencji, bo sędzia po wideo weryfikacji anulował bramkę dla gości z Podlasia.

Czytaj też: Plebiscyt na Złotą Piłkę rozstrzygnięty!

Wielki triumf tymczasowego trenera Legii

Kiedy gospodarze dowieźli skromną wygraną do ostatniego gwizdka arbitra, telewizyjne kamery „najechały” na trenera Marka Gołębiewskiego. „Tymczasowy” cieszył się tak, jakby właśnie zdobył mistrzostwo świata. Gołębiewski to niegłupi gość i ma świadomość, że w szatni Legii jest tylko przejazdem i prezes Mioduski może go zluzować w każdej chwili, dlatego zawsze lepiej mieć w CV, zamiast czarnej serii przegranej, chociaż jeden mecz zaliczony na plus.

Legia Mioduskiego to pasmo personalnych pomyłek

Skoro padło już nazwisko właściciela Legii, to trudno się oprzeć wrażeniu, że w mediach ostatnio modne stało się walenie w pana Dariusza jak w bęben. Oskarża się go o bezsensowne żonglowanie trenerami, beznadziejne transfery do klubu, zbyt tanie sprzedawanie piłkarzy z Legii, uparte forowanie nieudolnego dyrektora sportowego Radosława Kucharskiego, słowem za całkowity rozbiór jednego z najbardziej zasłużonych polskich klubów. Brakuje tylko, żeby Mioduskiego obwiniono za koklusz, czarną ospę i koronawirusa.

Tak po ludzku powinno mi być szefa Legii żal. Ale nie jest, bo sam wystawia się na ciosy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pięcioletni okres jego samodzielnych rządów w klubie z Powiśla to długie pasmo personalnych pomyłek, wypowiedzi mocno rozmijających się z czynami i piłkarską rzeczywistością, czas pełen buty i niezrozumiałej wyższości nad innymi zespołami z Ekstraklasy wprowadzanie na siłę korporacyjnego ładu w żywy organizm, jakim jest klub piłkarski.

Nie wiem jaka będzie przyszłość Legii pod rządami obecnego włodarza. Jako sympatyk życzyłbym sobie i tysiącom fanów, żeby obfitowała w sukcesy, ale patrząc na to, co do tej pory zdziałał właściciel, niestety szczerze w to wątpię.

Piotr Dobrowolski


Czytaj więcej:


image

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport