SquareWrestler SquareWrestler
55
BLOG

Pani Grażynka sprawdza towar. Minister Cienkowska nie sprawdziła nawet biało-czerwonej

SquareWrestler SquareWrestler Polityka Obserwuj notkę 2
Odwrócone barwy na wieńcu składanym pod powstańczym pomnikiem. „Powstanie Warszawskiej” na stronie Ministerstwa Kultury. Wcześniej rozporządzenie nakładające jednoprocentową opłatę między innymi na smartfony i komputery, a następnie ustawa przedstawiana jako „test z patriotyzmu”. Marta Cienkowska nie musi własnoręcznie szyć szarf ani redagować każdego komunikatu. Ale właśnie po to jest ministrem, żeby odpowiadać za to, co jej resort pokazuje obywatelom, czym firmuje państwo i jakie obciążenia nakłada na rynek. Biało-czerwonej nie dopilnowała. Jednego procenta — owszem.

Wyobraźmy sobie przysłowiową panią Grażynkę pracującą za ladą.

Przyjeżdża dostawa.

Pani Grażynka nie pyta, kto pakował kartony, kto drukował etykiety i czy kierowca miał ciężki dzień.

Patrzy.

Liczy.

Sprawdza.

Jeżeli towar jest uszkodzony albo niezgodny z zamówieniem, nie wykłada go na półkę. Bo wie, że kiedy poda bubel klientowi, nikt nie będzie później szukał anonimowego pakowacza w magazynie.

Klient przyjdzie do niej.

I słusznie.

To nie jest żart z pani Grażynki.

To jest pochwała elementarnej odpowiedzialności, której najwyraźniej zaczyna brakować na znacznie wyższych szczeblach państwa.

Nie szyła szarfy? To nie jest usprawiedliwienie

Nie ma dowodu, że Marta Cienkowska osobiście projektowała albo zamawiała szarfę umieszczoną na wieńcu.

Zapewne tego nie robiła.

Nie musi.

Minister transportu nie buduje własnoręcznie mostów. Minister obrony nie skręca karabinów. Minister kultury nie szyje szarf.

Ale minister odpowiada za to, co jej resort oficjalnie przyjmuje, pokazuje i składa w imieniu Rzeczypospolitej.

Na zdjęciu z uroczystości na szarfie widzimy czerwony pas nad białym. Tymczasem ustawa określa polskie barwy jednoznacznie: w układzie poziomym biały znajduje się nad czerwonym. Obowiązek otaczania symboli państwowych szacunkiem spoczywa również na organach państwowych i instytucjach. Oficjalny komunikat resortu potwierdza, że 1 sierpnia Cienkowska złożyła wieniec pod Pomnikiem Kobietom Powstania Warszawskiego. �

ELI - European Legislation Identifier + 1

Producent może odpowiadać za błędne wykonanie.

Urzędnik może odpowiadać za odbiór.

Protokół może odpowiadać za przygotowanie uroczystości.

Ale na końcu to minister kultury stanęła przy wieńcu firmowanym przez państwo.

Widziała go.

Przyjęła.

Złożyła.

I nikt w całym ministerialnym aparacie nie powiedział: „Chwileczkę, przecież te barwy są odwrócone”.

Pani Grażynka powiedziałaby.

Bo pani Grażynka sprawdza towar.

Ministerstwo Kultury i eksperymentalnej polszczyzny

Można byłoby uznać, że to jedna nieszczęśliwa pomyłka florysty.

Tyle że potem zaglądamy na oficjalną stronę Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

We wcześniejszej, zindeksowanej wersji rocznicowego komunikatu resort zapowiadał, że Cienkowska złoży wieniec „1 września”, chociaż tekst opublikowano 1 sierpnia i dotyczył rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Datę później poprawiono. �

Gov.pl + 1

Nie wszystko jednak uratowano.

Na stronie resortu nadal znajdowało się zdanie:

„Powstanie Warszawskiej zapisało się w historii…”

A kilka słów dalej:

„dązenia do wolności”.

Nie „Powstanie Warszawskie”.

Nie „dążenia”.

Ministerstwo Kultury.

Ministerstwo Dziedzictwa Narodowego.

Resort, który ma dbać o język, pamięć, symbole i historyczną powagę państwa.

Najpierw odwrócił biało-czerwoną.

Potem potknął się o nazwę Powstania Warszawskiego.

Na deser zgubił polski znak w słowie „dążenia”. �

Gov.pl

Znowu można powiedzieć:

„To pisał urzędnik”.

Oczywiście.

Tylko że pani Grażynka też nie produkuje towaru, który sprzedaje.

Mimo to ma obowiązek sprawdzić, co wykłada na ladę.

Minister podobno odpowiada za nieco więcej.

Biało-czerwonej nie dopilnowała. Jednego procenta — owszem

Kiedy jednak trzeba było podpisać rozporządzenie rozszerzające opłatę reprograficzną, ministerialna czujność nagle wróciła.

30 kwietnia 2026 roku Marta Cienkowska podpisała zmianę obejmującą opłatą między innymi smartfony z pamięcią od 32 GB, tablety, komputery, telewizory z możliwością nagrywania, dekodery, dyski i pamięci zewnętrzne. Dla smartfonów, tabletów, komputerów czy dysków przewidziano stawkę wynoszącą 1 procent ceny sprzedaży netto. Formalnie zobowiązani do zapłaty są producenci i importerzy. �

Gov.pl + 1

Resort przewidywał, że po zmianach roczne wpływy mogą wzrosnąć do około 150–200 milionów złotych. Regulację wprowadzono rozporządzeniem wydanym na podstawie obowiązującej ustawy, bez uchwalania osobnej ustawy przez Sejm. �

Gov.pl

Można dyskutować, czy taka opłata jest potrzebna.

Można spierać się o jej wysokość, sposób podziału środków i wpływ na ceny.

Ale symboliczny kontrast pozostaje bezlitosny.

Biało-czerwonej minister nie dopilnowała.

Literówek na stronie resortu nie dopilnowała.

Za to jednoprocentową opłatę od elektroniki podpisała bez problemu.

Kiedy trzeba patrzeć na kolory — chaos.

Kiedy trzeba liczyć pieniądze — precyzja.

Ministerialny test z patriotyzmu

Cienkowska poszła jeszcze dalej.

Projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny nazwała w Sejmie „testem z patriotyzmu”. Projekt przewiduje między innymi urzędowe przyznawanie statusu artysty zawodowego oraz państwowe dopłaty do składek części twórców. �

Gov.pl + 1

Samą ideę zabezpieczenia społecznego artystów można popierać albo krytykować.

Problem zaczyna się wtedy, gdy minister własny projekt polityczny przedstawia jako egzamin z patriotyzmu.

Bo skoro mamy już przeprowadzać testy, zacznijmy od pytań podstawowych.

Który kolor znajduje się na górze polskiej flagi?

Kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie?

Jak poprawnie napisać jego nazwę?

Jak zapisuje się słowo „dążenie”?

To nie są pytania podchwytliwe.

To materiał ze szkoły podstawowej.

A jednak resort odpowiedzialny za kulturę, dziedzictwo i symbole narodowe potrafił potknąć się niemal o każde z nich.

Rząd z dykty i kartonu

I właśnie tak wygląda państwo zbudowane z dykty, kartonu i papierowych kompetencji.

Gabinet jest.

Stanowisko jest.

Samochód służbowy jest.

Doradcy są.

Protokół jest.

Centrum informacyjne jest.

Nie ma tylko człowieka, który w odpowiednim momencie powie:

„Stop. Tego nie wypuszczamy, bo to jest bubel”.

W takim systemie każdy odpowiada za swój mały fragment, więc ostatecznie nie odpowiada nikt.

Florysta wykonał.

Urzędnik odebrał.

Protokół przygotował.

Fotograf zrobił zdjęcie.

Redaktor napisał komunikat.

Minister złożyła wieniec.

A odwrócona biało-czerwona pojechała pod powstańczy pomnik, ponieważ cała ministerialna machina działała, lecz nikt nie patrzył, co właściwie robi.

Pani Grażynka spojrzałaby.

Sprawdziłaby dostawę.

Zauważyłaby wadę.

Odesłałaby bubel.

I właśnie dlatego przysłowiowa pani Grażynka mogłaby wykazać się większą odpowiedzialnością niż członek Rady Ministrów.

Nie dlatego, że ma odpowiedni dyplom.

Nie dlatego, że przeszła kurs przywództwa.

Tylko dlatego, że rozumie najprostszą zasadę każdej uczciwej pracy:

Odpowiadasz za to, co przyjmujesz, co wydajesz i pod czym stawiasz własne nazwisko.

Marta Cienkowska nie musiała szyć szarfy.

Wystarczyło na nią spojrzeć.

I właśnie tego zabrakło.

Nie wiedzy eksperckiej.

Nie kolejnej ustawy.

Nie kolejnej komisji.

Zwykłej uważności.

Takiej, jaką pani Grażynka codziennie wykazuje za ladą.

Głos obywatela, który ma dość politycznego teatru i duopolu. Zadaję pytania o dokumenty, podpisy i interes publiczny tam, gdzie władza woli rzucać etykiety. Nie bronię polityków, sprawdzam ich.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka