ZiggyM ZiggyM
391
BLOG

Kryminalnie nieodpowiedzialna decyzja

ZiggyM ZiggyM Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 3

 Początkowo nie zamierzałem nic dzisiaj (ani kiedykolwiek później) pisać o Powstaniu Warszawskim. Dopiero po tym, jak zobaczyłem, jakie wierutne bzdury celem usprawiedliwienia kryminalnie nieodpowiedzialnej decyzji o rozpoczęciu powstania przytaczają apologeci tej decyzji i KGAK, z Witkiem i Godziembą na czele, postanowiłem coś napisać.

 
Apologeci tej decyzji twierdzą m.in., że:
1) to dzięki PW komunizm upadł w Polsce w 1989-1990 r.
2) gdyby nie PW, to Polska stałaby się republiką ZSRR;
3) gdyby nie PW, AKowców by represjonowano masowo, wyśmiewano by ich jako tchórzy (lub nawet kolaborantów) i pytanoby ich, czemu nie walczyli z Niemcami.
 
Są to wszystko wierutne bzdury.
 
Ad. 1. PW skończyło się totalną klęską i to bynajmniej nie ono było motywacją "Solidarności" i NZSu. Upadek komunizmu w Europie Wschodniej w latach 1989-1991 nie miał nic wspólnego z PW. Był wynikiem presji Ronalda Reagana na blok komunistyczny z jednej strony, a reform Gorbaczowa z drugiej strony (Gorbaczow, mimo iż był komunistą i próbował zapobiec rozwiązaniu ZSRR, był znacznie bardziej liberalny nie tylko od swoich poprzedników, ale również od Putina, który w 2000 r. rozpoczął resowietyzację Rosji). Jeżeli ktoś za przyczynę upadku komunizmu w Polsce uznaje PW, to jest kretynem o zerowej wiedzy historycznej.
 
Ad. 2. Czyżby Rumunia, Czechosłowacja i Węgry (które do końca IIWŚ walczyły po stronie Niemiec) stały się republikami ZSRR? Polsce nie groziło włączenie jej do ZSRR, choć po owym przegranym powstaniu, gdyby Stalin chciał to zrobić, to i tak by to zrobił, a AK nie zapobiegłaby temu.
 
Ad. 3. AKowców represjonowano tak czy inaczej i przedstawiano ich w propagandzie komunistycznej jako "zaplute karły reakcji". Oczywiście nie wszystkich - wielu AKowców służyło w LWP (i dosłużyło się w nim stopni oficerskich), a jeden z nich był nawet premierem PRL - najdłużej urzędującym premierem Polski, od 1947 do 1952 roku i od 1954 do 1970 r.
 
Bilans powstania warszawskiego jest całkowicie negatywny. Nie przyniosło ono Polsce żadnych korzyści. Korzyści przyniosło ono jedynie Niemcom i Rosjanom, powodując rzeź polskiego podziemia, co było na rękę i jednym, i drugim.
 
Trzeba było nawiązać współpracę z ZSRR - tak, tymczasowy "pakt z diabłem" - żeby powstanie się udało.
 
Czymże było więc Powstanie Warszawskie?
 
Było, jak trafnie określił to gen. Anders, zbrodnią.
Było całkowitą klęską - militarną, polityczną i moralną.
 
Oficer AK Paweł Jasienica trafnie to określił:
"Militarnie - przeciw Niemcom
Politycznie - przeciw Rosjanom
Demonstracyjnie - przeciw Anglosasom
Faktycznie - przeciw Polsce."
 
Powstanie nie miało żadnych szans powodzenia. Warszawska AK miała zaledwie parę tysięcy karabinów, dysponowała siłą ognia pułku piechoty, nie miała broni pancernej, ciężkiej artylerii, ani lotnictwa. Liczyła zaledwie 23 tys. ludzi. Nie zdołała nawet przeciągnąć na swoją stronę warszawskiej granatowej policji, którą Niemcy szybko rozbroili i internowali.
 
Hitlerowcy dysponowali licznym garnizonem wojskowo-esesmańsko-policyjnym, choć złożonym przeważnie z jednostek trzeciorzutowych, międzynarodówki Waffen-SS i oddziałów karnych. Dysponowali karabinami, amunicją, ciężką artylerią, bronią pancerną, samolotami i kanonierką na Wiśle.
 
Powstanie skończyło się całkowitą klęską militarną. Powstańcy nie opanowali za wyjątkiem Elektrowni żadnego ważnego obiektu w mieście. Stracili 17 tys. ludzi, sami zabili tylko ok. 2-3 tys. hitlerowców (w większości nawet nie Niemców - patrz wyżej), doprowadzili do zagłady miasta i jego mieszkańców.
 
Powstanie nijak nie wpłynęło, i nie mogło wpłynąć na decyzje polityczne dotyczące planowanego powojennego rządu polskiego, planowanych nowych granic Polski (patrz Linia Curzona), ani podziału Europy na strefy operacyjne przez SHAEF - ZSRR był wtedy Aliantom potrzebny zarówno do pokonania Niemiec (walczył z większością wojsk niemieckich), jak i Japonii (pierwszy test bomby atomowej odbył się dopiero latem 1945 r.). Była to polityka słuszna. Najważniejsze było bowiem pokonanie Niemiec i Japonii. Witek nazywa to polityką koniukturalną i krótkowzroczną, ale to kolejna głupota przez niego napisana. Była to realpolitik taka sama, jaką uprawiał Bismarck, który w 1864 r. wspólnie z Austrią odebrał Danii Szlezwik i Holsztyn, by dwa lata później wszcząć wojnę przeciw Wiedniowi.
 
Tak naprawdę, to gdyby AK i Mikołajczyk nawiązali współpracę z ZSRR, do czego Mikołajczyka usilnie namawiał Churchill, część ziem za Bugiem (np. lwowszczyzna) pozostałyby może w granicach Polski.
 
Powstanie skończyło się katastrofalnie dla miasta i dla jego ludności cywilnej. Lewobrzeżna Warszawa została prawie całkowicie zburzona, wraz z zabytkami. Zniszczone zostały zabytki polskiej kultury, m.in. zbiory PBN. 150 tys. mieszkańców Warszawy zostało wymordowanych, kolejne setki tysięcy wypędzonych z miasta; wielu z nich wywieziono do obozów koncentracyjnych i na roboty przymusowe do Niemiec. Tam już nie walczono o jakiś źle pojęty "honor", tylko o przetrwanie.
 
Powstanie zostało wywołane przez mitomanów nie przyjmujących do wiadomości faktów, odizolowanych od świata rzeczywistego, którzy roili sobie, że zmienią ustalenia teherańskie i wstrząsną urojonym "sumieniem świata", nieliczącym się z konsekwencjami powstania. Niektórzy z nich, jak gen. Leopold Okulicki (który wraz z gen. Pełczyńskim wpłynął na chwiejnego, niezdecydowanego gen. Komorowskiego ps. "Bór", by wywołał powstanie), celowo chcieli doprowadzić do rzezi warszawiaków i zburzenia Warszawy. Okulicki otwarcie mówił: "Niech potokami leje się krew, niech mury sypią się w gruzy." Do powstania podżegał również premier rządu emigracyjnego Stanisław Mikołajczyk, który w tym celu sfałszował uchwałę Rady Ministrów, delegat Jankowski, oraz płk Antoni Chruściel, który celowo sfałszował meldunek o tym, jakoby na Pradze 31 lipca pojawiły się czołgi radzieckie, mimo, iż pierwotna treść meldunku miała mówić, że na Pradze widziano czołgi niemieckie (były to zapewne czołgi, które uczestniczyły wcześniej w bitwie pancernej pod Wołominem). To właśnie ten meldunek oraz naciski Pełczyńskiego i Okulickiego (oraz sfałszowana uchwała RM) doprowadziły do podjęcia 31 lipca, na kluczowej naradzie, przez gen. Komorowskiego ostatecznej decyzji o rozpoczęciu powstania. A przecież, jak w swoich pracach pisze prof. Jan Ciechanowski (uczestnik powstania, a zarazem głośny krytyk o decyzji o jego rozpoczęciu), jeszcze w połowie lipca 1944 r. Komorowski był zdecydowanie przeciwny rozpoczynaniu powstania w Warszawie, ze względu na to, jak wielkie straty wśród ludności cywilnej musiałoby ono spowodować.
 
Powstanie było więc również klęską moralną. Przyniosło ono cywilom warszawskim jedynie ogromne cierpienia, żadnych korzyści, zostało podjęte na podstawie fałszywych przesłanek przez mitomanów żyjących swoimi własnymi urojeniami.
 
Jedyna "korzyść" wynikająca z tego powstania to taka, że przynajmniej niektórzy Polacy (jak np. Witek) mogą rozwijać polską manię wielkości (Witek pisze: "jesteśmy wielcy, nawet w szaleństwie") i możliwość leczenia polskich kompleksów narodowych kosztem innych narodów. Apologeci PW mają więc pretensje do USA i UK, że nie udzieliły znaczącej pomocy powstaniu, jakoby miały takie realne możliwości. Fakty są takie, że z USA rząd emigracyjny nie próbował niczego uzgodnić przed wybuchem powstania. Z Brytyjczykami próbował - zarówno przed, jak i po wybuchu powstania - a odpowiedź Brytyjczyków była za obydwoma razami uprzejmą, lecz kategoryczną odmową. (Rezydenci użyczonego im Hotelu Rubens zapewne sobie wyobrażali, że lot polskich dywizjonów RAFu i 1 SBS byłby wycieczką.)
 
Apologeci PW twierdzą również, że do PW doszło, lub musiało dojść, ponieważ radiostacja "Kościuszko" wzywała warszawiaków do walki w ostatnich dniach lipca 1944 r. Jest to kłamstwem, gdyż:
 
1) Radiostacja ta nie nawoływała do wywołania powstania w Warszawie, a jedynie ogólnie do walki z Niemcami, i nawoływała do tego również Polaków niemieszkających w warszawie.
2) Do ok. 17 sierpnia 1944 r. KGAK nie znała nawet treści tej audycji. Otrzymała jej zapis dopiero ok. 17 sierpnia clairem z Londynu. Dlatego do końca I połowy sierpnia 1944 r. ten wątek w ogóle nie pojawiał się w prasie podziemnej AK. Dopiero ok. 17 sierpnia 1944 r., prawdopodobnie w odpowiedzi na znane oświadczenie TASS o "awanturze warszawskiej", AK zaczęła twierdzić, że po prostu gorliwie spełnia życzenia tej radiostacji. Oto, do jakich kłamstw uciekają się apologeci decyzji o rozpoczęciu powstania warszawskiego.
 
Podsumowując, decyzja o wszczęciu PW była decyzją kryminalnie nieodpowiedzialną. Powiedzieć, że była decyzją błędną, to byłoby za mało powiedziane.
ZiggyM
O mnie ZiggyM

Nie toleruję na blogu żadnych komentarzy chamskich, obraźliwych, ani zawierających argumenty ad personam.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura