Jutro rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Sześćdziesiąta piąta. I zaczyna się festiwal pozorów. Nie wspomnę już o zwyczajowych, pozostałych najczęściej po komunistycznej propagandzie, zarzutach nieodpowiedzialności, lekkomyślności czy nawet zbrodniczości, stawianych Powstańcom przez roztropków różnej proweniencji. Oni do rzeczy podchodzą na swój sposób ale jednak poważnie.
Jawią się cyniczni gracze, którzy Powstanie wykorzystują jako okazję do zbicia politycznego kapitału. Bez bliższego wnikania w szczegóły. Poseł, który wypowiadając pompatyczne peany zdradza nieznajomość realiów i najwyraźniej nie odróżnia Powstania Warszawskiego od powstania w getcie warszawskim, prezentując inicjatywę prezydenta, który proponuje ustanowienie narodowego święta w dniu rozpoczęcia zrywu ośmiesza nie tylko siebie ale i pomysł, jaki prezentuje. I pomysłodawcę też.
Powstańcy, przytłoczeni tym co się zdarzyło w ubiegłym roku, na próżno proszą aby coroczne obchody rocznicowe na Cmentarzu Powązkowskim uwolnić od politycznych demonstracji. Wręcz ostentacyjne zapowiedzi oficjalnych wystąpień każą się im pozbyć wszelkich w tym względzie marzeń. Należy się więc spodziewać, że się na obchodach także w tym roku pojawią zorganizowane grupy gwiżdżące na widok profesora Bartoszewskiego a, w momencie ciszy dla uczczenia poległych, klaszczące posłowi Macierewiczowi. Bo pierwszy jest krytycznie usposobiony do Radia Maryja a drugi entuzjastycznie.
Mamy już zresztą pierwsze w tym względzie sygnały. Msza dla uczczenia pomordowanych harcerzy w Pęcicach została uwieńczona stwierdzeniem, że wnukowie Wehrmachtu prowadzą obecnie Polskę na zatracenie. Każda okazja jest dobra aby demonstrować politycznie. I prowadzić jedynie słuszną walkę z liberalizmem.
Nasza przeszłość się staje czymś w rodzaju narzędzia, cepa wykorzystywanego do okładania nim politycznych przeciwników. I jako taka przestaje budzić nie tylko szacunek ale i zainteresowanie. A uroczystości rocznicowe zaczynają się przeobrażać w cyrk, na którym występujący “artyści” demonstrują logiczną ekwilibrystykę dla ośmieszenia tych, którzy się odważyli stawić czoła okupantom czy, w przypadku rocznic solidarnościowych, komunistom.
Jako epigoni ludzi w krytycznym momencie biernych, czy wręcz tchórzliwych, pozostających rozsądnie w domach, kontestatorzy narodowych zrywów mają oczywiste i usprawiedliwione pretensje do bohaterów tamtych czasów. Ale dlaczego nadają ton?
Ładnych czasów dożyliśmy.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)