Myśli z pierwszego tłoczenia
Muzeum Tortur Intelektualnych -- Ekspozytura na S24
58 obserwujących
1059 notek
892k odsłony
  343   4

Najlepsze kokosy są na placu Pigalle

Odzew: "Platforma lubi je przez całą kadencję!"

Na początek mocna, tytułowa obietnica. Otóż Platforma Obywatelska zapowiedziała - na niwie wyników wyborów prezydenckich we Francji - zaprowadzenie w Warszawie Paryża. Ma być europejsko, czyli po parysku.

Nigdy nie byłem w Paryżu ale wiem, że skoro ma być Paryż to musi być w Warszawie i plac Pigalle. Tak, ten plac gdzie - wedle starosłowiańskich podań - znajdują się najlepsze kokosy. W moim skromnym przekonaniu, plac Pigalle istnieje w Warszawie od dawna, choć nosi (dla niepoznaki) inną nazwę - placu Bankowego. Każdy kto był w Warszawie wie, że to nie banki są najważniejszymi obiektami tam zlokalizowanymi a najważniejszy urząd zjednoczonej opozycji - miejsce intensywnej, wieloletniej pracy liderów PO. Rzec można, że zapowiedź już dawno spełniono - bez czekania na wybory parlamentarne w roku 2023.

imageRok 2025, Warszawa, plac Pigalle - koloryzowane przez PO. W głębi, po prawej stronie Urząd MS Warszawa


Zatem oficjalna zmiana nazwy nie powinna budzić większych kontrowersji - byłoby to ledwie oddanie prawdy rzeczywistości.

Powtarzam, nie byłem w Paryżu ale wiem, że jeśli ma być Paryż w Warszawie to musi być również "Crazy Horse". Kto był w Crazy Horse to wie co to jest Crazy Horse. Tu mam jednak pewne obawy. Obawiam się bowiem, że sukces wyborczy opozycji może spowodować, że Crazy Horse rzeczywiście powstanie ale w tym budynku:

image

Tu uwaga, nazwa Crazy Horse nie musi się wiązać wyłącznie z pewnym znanym prawnikiem - politykiem. Po tej stronie sceny politycznej jest więcej artystów marzących o niezakłóconym dostępie do sceny i mównicy. Całodobowo.

Donald Tusk natchniony zwycięstwem pana Macrona zapowiada po raz enty, że rządy PIS dobiegają końca. Co ciekawe, składając publicznie gratulacje panu Macronowi jednak nie nazwał dotychczasowych rządów pana Macrona "błogosławionymi" dla miasta i świata. Despekt, zapewne przez niedopatrzenie. Ale może uczyni to osobiście, zapowiada bowiem podróż do Paryża:

image

Zafascynował mnie ten tekst. Powiadają nam politycy, że tylko ten nie popełnia błędów (nie ma wypadków przy pracy) kto nic nie robi. Pan Tusk zapomniał - niestety - o tym, że to ten, który nic nie robi popełnia największe błędy. Błędy kardynalne. Błędy, które prowadzą do ... przegranych wyborów. Jak dla mnie. ze słów pana Tuska wynika smutny wniosek, że PO nadal nie wie, dlaczego przegrali wybory w roku 2015. Poza tym, tych "wypadków przy pracy" (nawiasem: czyjej pracy? Tuska czy Kaczyńskiego?) było już dosyć sporo i jak to mówią: raz może się zdarzyć, dwa razy ... powinno zastanawiać ale trzy i więcej (różne wybory) to już nie jest przypadek - znaczy: wypadek. Przy pracy, oczywiście.

Powtarzam, najwięcej błędów i to tych najpoważniejszych bierze się z lenistwa. A lenistwo i praca bardzo się nie lubią.

Wracając do Warszawy w Paryżu i tęsknot Platformy Obywatelskiej. Wszyscy wiedzą, że wybory prezydenckie a parlamentarne to dwie różne bajki - choćby ze względu na dwie tury, których w wyborach do Sejmu nie będzie. Oczywiście, we Francji druga tura nie była obligatoryjna a wynik (poparcie w I turze) dla pana Macrona (i tylko dla niego) na kolana nie powalił. Druga tura to już nie jest głosowanie "za" a raczej "przeciw". To nie głosy za panem Macronem zdecydowały. Zdecydowały głosy przeciw pani Le Pen. To nie pan Macron wygrał, to pani Le Pen przegrała. Pan Macron co najwyżej "nie przegrał".

Od lat wybory - również w Polsce - stają się plebiscytem: nie głosujemy za programem, za konkretem. Głosujemy za emocjami - jak w sklepie z butami. Głosujemy przeciwko tym, których nie lubimy lub wręcz nienawidzimy. Szubko zbliżamy się do takiej sytuacji, kiedy w wyborach będzie tylko 2 kandydatów: "Za" i "Przeciw" - przy czym PO zabiega aby było tylko jedno "Przeciw", jedna lista. To spowoduje niechęć do głosowania i coraz niższą frekwencję. Jeśli do tego dodamy fakt, że partie koncentrują się na "podgrzewaniu" emocji własnych, stałych wyznawców (olewając próby dotarcia do tych wstrzemięźliwych lub do niechętnych podejmowaniu decyzji wyborczej) to nie ma co liczyć na świadome, merytoryczne wybory. Będzie loteria.

Crazy Horse w Warszawie?

Wielu by to odpowiadało. Pan Macron czułby się jak w domu, w Paryżu. Pan Scholz też by chętnie odwiedził po godzinach - po kryjomu lub oficjalnie. Nie wspominając o Władymirze i jego świcie.


Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka