0 obserwujących
2 notki
15k odsłon
14209 odsłon

Upadek Rafała Ziemkiewicza

Rafał Ziemkiewicz, autor zdjęcia: Adrian Grycuk
Rafał Ziemkiewicz, autor zdjęcia: Adrian Grycuk
Wykop Skomentuj42

Rafał Ziemkiewicz to bez wątpienia dziennikarz głównego nurtu polskiej polityki. Przez lewicę jest postrzegany jako ten wstrętny "katol" i "prawak". U prawicy cieszy się reputacją wygadanego, łebskiego i dowcipnego konserwatysty. Jednakże w ostatnim czasie owa reputacja został co najmniej nadszarpnięta. Dlaczego? Poniżej przyczyny takiego stanu rzeczy.

Antysystemowe korzenie

Ziemkiewicz wywodzi się ze środowiska politycznego utożsamianego dziś z tradycyjną prawicą, zwaną dalej prawicą antysystemową luby antysystemem. Choć ostatecznie popłynął on w kierunku głównego nurtu prawicowego dziennikarstwa, to jednak nigdy całkowicie nie odciął się od powiązań z antysystemowym środowiskiem. Mniej lub bardziej regularnie brał udział w rozmaitych inicjatywach organizowanych przez to środowisko. W związku z tym, wielu sympatyków antysystemowej prawicy wiązało pewne nadzieje z Ziemkiewiczem, uważając go za rzecznika antysystemu w głównym nurcie. Przy tej okazji, trzeba uczciwie oddać Ziemkiewiczowi to, że dość dobrze wywiązywał z tej roli. Podobało mi się na przykład to, że podkreślał zasługi Janusza Korwina-Mikkego w szerzeniu przedsiębiorczości oraz idei wolnorynkowych i jednocześnie trochę kpił z niego, co czyniło go wiarygodnym jako dziennikarza głównego nurtu.

Pierwsze symptomy

Swoiste rozdwojenie jaźni u Rafała Ziemkiewicza zaobserwował już dawno temu Marian Kowalski. Z początku podchodziłem sceptycznie do jego obserwacji, z uwagi na to, że pan Marian jest osobą całkowicie skompromitowaną. Ostatecznie zdecydowałem się przyjrzeć pod tym kątem panu Rafałowi. Rzeczywiście można zauważyć u niego zmianę retoryki w kierunku linii politycznej, propagowanej przez medium, w którym w danej chwili gości. Wchodzi na to, że Marian Kowalski miał rację, chociaż jego dobrą intuicję należałoby tłumaczyć powiedzeniem "swój rozpozna swego". Mimo wszystko, jeszcze kilka miesięcy temu byłbym skłonny bronić Ziemkiewicza. Jego romansowanie z medialnym mainstreamem oraz zręczne przemycanie wartościowych treści można było sumarycznie uznać za pożyteczne. Ludzie nieskazitelni, pryncypialni, głoszący od lat te same poglądy, zwykle mają zamkniętą drogę do mediów głównego nurtu, czego przykładem jest redaktor Stanisław Michalkiewicz. Z kolei Ziemkiewicz, dzięki swojej elastyczności, od lat z powodzeniem funkcjonuje w świecie medialnym, wliczając w to TVP pod sterami kolejnych rządów. 

Maska opadła 

Niestety, nic, co dobre, nie trwa wiecznie. W skutek rozzuchwalenia się rządu, porzucenia ideowości na rzecz populizmu (po szczegóły odsyłam do mojego tekstu Dlaczego PiS chce wyrugować Konfederację?), wypracowany przez Ziemkiewicza modus operandi przestał funkcjonować. Różnica pomiędzy rzeczywistą prawicą a prawicową wydmuszką PiSu jest już tak duża, że opiniotwórczy dziennikarz nie może być jednocześnie przychylny obu tym opcjom. Dlatego z biegiem czasu, rozdwojenie u Ziemkiewicza było coraz bardziej widoczne. Z jednej strony sam się przedstawiał jako przyjaciel ugrupowań na prawo od PiS, z drugiej strony surowo oceniał działania Konfederacji, patrząc przy tym pobłażliwie na partię rządzącą. Do pewnego momentu zwolennicy Konfederacji próbowali to jakoś racjonalizować. Zwłaszcza, że po przegranych wyborach do parlamentu UE, krytyczne spojrzenie na partię jest wartościowe. W końcu panu Rafałowi najwyraźniej całkiem puściły hamulce i w programie "W Tyle Wizji" zapowiedział on kompilację starych, oklepanych i wyrwanych z kontekstu wypowiedzi Janusza Korwin-Mikkego. Odgrzewanie zatęchłych kotletów w okresie przedwyborczym nie ma już żadnej wartości humorystycznej ani informacyjnej. Jest to propaganda, którą posługują się największe dziennikarskie hieny. Po tym wydarzeniu, zarówno zwolennicy, jak i liderzy Konfederacji, przejrzeli na oczy i zaczęli otwarcie krytykować Ziemkiewicza. Nie będę omawiał wszystkich przypadków stronniczości pana Rafała, gdyż zostały one już wypunktowane w komentarzach (np. tutaj). Pozwolę sobie tylko na analizę wytłumaczenia dziennikarza dotyczącego jego obiekcji wobec Konfederacji. 

Plemienny podział absolutny 

Głównym zarzutem Ziemkiewicza w kierunku Konfederacji jest to, iż ta strzela sobie w kolano, głosząc, że PiS i PO to dokładnie to samo. Swój zarzut argumentuje tym, że plemienne, polityczne podziały w Polsce są realne, nie zaś sztucznie wykreowane i dlatego nie należy ich ignorować. Dziennikarz radzi, aby Konfederacja stała się lepszym PiSem. Już sam sposób przedstawienia tego zarzutu nie jest do końca uczciwy. Liderzy Konfederacji wielokrotnie wykazywali, że istnieją różnice między PO a PiS. Jednak odnośnie kwestii zasadniczych (np. członkostwa w UE) stanowiska obu partii są zbieżne. Hasło polityczne "PiS, PO jedno zło" jest z definicji zwięzłe i wymowne. Utożsamianie go z całym przekazem Konfederacji jest świadectwem płytkości osądu, nie przystającym do osoby podającej się za przyjaciela antysystemu. Przesadne porównania to codzienność w świecie polityki. Dlaczego tylko Konfederacja ma być za to chłostana? Sama argumentacją pana Rafała nie trzyma się kupy. Po pierwsze, plemienne podziały są przynajmniej w pewnej mierze sztucznie wykreowane. Ludzie, którzy nazbyt emocjonują się polityką, to zwykle Ci sami ludzie, którzy gniją przed telewizorem i nie potrafią myśleć samodzielnie. Ciekawe jest to, że w czasach zmasowanych protestów opozycji totalnej, Ziemkiewicz przekonywał, że przeciętnego Polaka tak naprawdę nie obchodzą te wszystkie konflikty. Przeciętny Polak chce dostawać swoje 500+ i mieć spokój. W podobnym tonie była komentowana słynna wypowiedź jednej z uczestniczek spotkania z posłem PO, Krzysztofem Brejza: "Ci kradli i tamci kradli ale Ci to się przynajmniej dzielą!!!". Po drugie, praktycznie w każdej kadencji, do sejmu dostaje się jakieś ugrupowanie, które zagospodarowuje elektorat zawiedziony, sprzeciwiający się całemu establishmentowi politycznemu. Po trzecie, załóżmy przez chwilę, że faktycznie podziały plemienne w naszym kraju są już tak duże, że negowanie autentyczności sporu między PO a PiS nie pozwoli na sklejenie 5% elektoratu. Czy nawet w takiej sytuacji słuszna jest rada Ziemkiewicza? Otóż, jeżeli Konfederacja pozwoliłaby narzucić sobie tak zdefiniowane ramy prowadzenia kampanii wyborczej, to nie pozostałoby jej nic innego, jak połączyć się z obozem dobrej zmiany albo honorowo wycofać się z kandydowania. Przecież jeżeli Konfederacji zależy na swojej ojczyźnie, to nie może ona dopuścić by zdrajcy i łajdacy z Platformy Obywatelskiej znowu doszli do władzy - taka jest logiczna konsekwencja akceptowania autentyczności plemiennych podziałów. Proszę zauważyć, że już teraz z obozu dobrej zmiany słychać głosy, że Konfederacja rozbija prawicę i odbiera PiSowi głosy. Co by się stało, gdyby Konfederacja nie zdystansowała się jednoznacznie od PiSu? To byłby dopiero strzał w kolano. Nie twierdzę, że Konfederacja prowadzi wzorową kampanię. Natomiast sama strategia zdyskredytowania pozostałych partii, przedstawiając je jako partie systemowe/okrągłostołowe, jest generalnie słuszna i sprawdzona. (reszta na następnej stronie) 

Wykop Skomentuj42
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura