WITRAŻE
Kobaltowe niebo zacieśnia krąg,
czerń się zbliża i niepokój wzrasta.
Wyciągam nagie ramiona, szukam,
szukam kochanków sprzed lat.
Czemu w aortach płynie mroźne,
czemu z oddechu odlatują ptaki?
Pamięć – szelestem zeschłych traw.
Senna poduszka zabiera mnie stąd.
Jestem iskrą i podpalam leniwą noc.
Ożywiam kochanków i barwy łąk,
leśne ruczaje i ławki w parku.
Moje ramiona – żywioły dwa.
Wiem: te po mnie, młode gazele
wabiąc swych kochanków,
też spadną z ekstazy w kobalt dnia.
Choć im mówią, że to niemożliwe.
Bo oni są leniwi lub przezorni,
w tych witrażach z różnych epok.
Czemu szukają w głębi nieba,
tę gwiazdę z Mgławicy Serca?
Skoro jestem tu, jestem jak łąka,
niezmrożona krew, lawa i wino,
a młode gazele sposobią gody –
noc nie chce być dniem, kochanku mój.
Już gwiazdy bledną z Mgławicy Serca,
na nieboskłonie świta Jutrzenka.
Na poduszce jeszcze senne obrazy.
14/15.02. 2026
72
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze