26 obserwujących
211 notek
201k odsłon
  946   2

Za miesiąc w Moskwie defilady nie będzie

Mapa
Mapa

Jutro 9 kwietnia. Za miesiąc, jak głosi niezawodna Fama, w rocznicę zakończenia II wojny światowej w Europie według sowieckiego kalendarza, ma się odbyć na Placu Czerwonym w Moskwie defilada podwójnego zwycięstwa nad faszyzmem. Jednak, jak się wydaje, na triumfalne okrzyki ”Stalin-Putin, Putin-Stalin” może być stanowczo za wcześnie. Rosyjska klęska, czyli ławrowowski „gest dobrej woli” polegający na ucieczce nazistów spod Kijowa, Czernihowa i Sum w poważnym stopniu zmienia obraz tej wojny. Zabezpieczenie północno-wschodniego kierunku operacji wojennych uwalnia poważne siły ukraińskie, umożliwia ich odbudowę i dozbrojenie, daje czas na przygotowanie umocnień terenowych na przypadek ewentualnej rosyjskiej recydywy. Wzmocnienie sił ukraińskich poprzez dostawy sprzętu z Zachodu, w tym poważnej ilości czołgów, transporterów opancerzonych i systemów artyleryjskich, obok dostarczanych nadal środków przeciwpancernych i przeciwlotniczych wydaje się bardzo znaczące. Walki przenoszą się więc zasadniczo na południowy wschód, gdzie doszło do jedynych realnych sukcesów Rosji w tej wojnie – opanowania (z wyjątkiem obleganego Mariupola) lądowego korytarza na Krym od Nowoazowska po Chersoń, oraz północnej części ługańszczyzny po Izium. Większość analityków prognozuje więc, że tu skupi się właśnie główny wysiłek napastników, z zadaniem odcięcia i likwidacji ukraińskich sił, skutecznie broniących umacnianego od ośmiu lat frontu w Donbasie. Scenariusz prawdopodobny, i biorąc pod uwagę zużycie sił rosyjskich oraz wykazaną przez kremlowskich decydentów odwrotem spod Kijowa świadomość, że cele które wyznaczyli sobie na początku wojny są dziś  nie do osiągnięcia, całkiem możliwe że to on został przyjęty do wykonania.  Teoretycznie skupienie się na tym właśnie jedynym odcinku, ze świadomością, że atak przeciwnika na rosyjskie terytorium nie nastąpi, daje największe szanse powodzenia. Zauważyć trzeba także, że najwyraźniej bierny opór Białorusinów ostatecznie zniechęcił Rosjan do prób wciągnięcia ich bezpośrednio do wojny. Rozpatrzeć trzeba też  jednak inne ważne okoliczności. Po pierwsze, mitem okazały się nieprzeliczone rezerwy ludzkie armii rosyjskiej. Nerwowe ściąganie jednostek z całego kraju, szukanie ochotników i najemników wobec politycznej niechęci do otwartego ogłoszenia powszechnej mobilizacji rezerwistów świadczy raczej o czymś przeciwnym – Rosja nie ma gotowych, przeszkolonych wojskowo poważnych rezerw ludzkich. Zakładając, że do uderzenia 24 lutego skierowano doborowe siły, ich poważne straty (do czego sami Rosjanie już zaczęli się przyznawać) zwłaszcza w doświadczonej kadrze oficerskiej będą trudne do zastąpienia. Ujawnione personalia zabitych generałów, pułkowników i majorów to lista ludzi z poważnym doświadczeniem bojowym z Kaukazu, Ukrainy i Syrii. Takich dowódców armia rosyjska zbyt wielu nie posiada. Po drugie, wyczerpują się też zapasy amunicji i sprzętu, zwłaszcza urządzeń precyzyjnych. Propagandowe uderzenia Kalibrami nie zasłonią faktu, że tych eksperymentalnych hipersonicznych rakiet było w arsenałach zaledwie kilkanaście sztuk. Produkcja nowych, w znacznej części oparta o importowane komponenty jest dzisiaj trudna, o ile w ogóle możliwa. Owszem są duże zapasy starego sprzętu – samych czołgów 20 000 – ale są to typy sowieckie w najlepszym wypadku z lat 80., bez nowoczesnych systemów, zwłaszcza kierowania ogniem. Wobec doświadczeń ostatniego miesiąca z ukraińską obroną przeciwpancerną opartą w coraz większej mierze na systemach NATO-wskich, masa nie musi przeważyć. Rosjanie, jak wynika z doniesień, podjęli decyzję, by zmierzyć się także z generałem Czasem. Spodziewać się było można, że jednostki wycofane przez nich z frontu północnego dostaną czas na odpoczynek, a po uzupełnieniu strat w ludziach i sprzęcie jeszcze trochę czasu na przynajmniej minimalne przećwiczenie i zgranie pododziałów. Tymczasem dowiadujemy się, że elementy 1 Armii Pancernej Gwardii, która atakował Kijów od wschodu, są już na froncie pod Izium. Bardzo dobrze, bo ponowne rzucenie na front wyczerpanych i przetrzebionych jednostek zwiększa szanse Ukraińców na skuteczną obronę. Tym bardziej, że mają oni wielkie doświadczenie w walkach obronnych, krótsze (wewnętrzne) linie przerzutu wojsk i zaopatrzenia, a jeśli w porę otrzymają uzupełniające dostawy sprzętu i amunicji z Zachodu, obrazki znane nam z lutego i marca z przedpoli Kijowa, Czernihowa, Sum i Charkowa – masakrowanych kolumn pancernych i zmechanizowanych agresora niemal na pewno się powtórzą. Z pewnością rosyjski nacisk na Słowiańsk od północy i Zaporoże od południa będzie ogromny, jednak nie wydaje się, by Rosjanie byli w stanie zgromadzić siły wystarczające do przełamania frontu. Według ich własnych zasad przewaga atakującego nad obrońcą powinna wynosić co najmniej 3:1, a w decydujących punktach nawet 6:1. Tymczasem nie wydaje się, wobec ciągłej mobilizacji strony ukraińskiej, by w ogóle osiągnęli jakąkolwiek przewagę liczebną. Ukraińcy zapewne, tak jak w lutym-marcu na północy będą się cofać na kolejne przygotowane pozycje, niszcząc i wyczerpując przeciwnika. Ich świadomość konieczności czasowego oddawania terytorium potwierdza masowa ewakuacja ludności cywilnej z zaplecza frontu.
Tam właśnie, pod Słowiańsk, Kramatorsk, Donieck i Zaporoże pojadą w lwiej części Jaweliny, Carle Gustafy, Stingery i Pioruny. A gdzie czołgi, które, skoro oficjalnie się o nich już mówi, zapewne są już w sporej liczbie w rękach ukraińskich pancerniaków? Sądzę, że pojadą w okolice Chersonia. Walki, które doprowadziły do odbicia Mikołajewa i zakończyły ruskie marzenia o zdobyciu Odessy, dziś toczą się na przedpolu Chersonia. Jest to teren na tyle odległy od rosyjskich lotnisk, że możliwe wydaje się zapewnienie tu mocnej lokalnej osłony, a nawet przewagi powietrznej i wyprowadzenie silnego uderzenia w celu nie tylko odbicia jedynego miasta obwodowego, zajętego przez Rosjan, ale także opanowanie trójkąta Nowa Kachowka – Żaliznyj – Nowotroickoje, co całkowicie już przekreśliłoby główny putinowski sukces (przecinając korytarz lądowy na Krym) i zminimalizowałoby nawet skutki coraz bardziej prawdopodobnej utraty Mariupola.
Moim zdaniem, w ciągu kilku tygodni te dwie wielkie przyszłe bitwy – doniecka i chersońska przesądzą losy wojny. Wiele wskazuje na to, że rosyjscy naziści nie będą mieli czego świętować.

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale