Republikaniec Republikaniec
387
BLOG

Tym walczyliśmy o Niepodległość (II)

Republikaniec Republikaniec Kultura Obserwuj notkę 5

Dziś zajmiemy się grubszymi sztukami.

Broń wsparcia bezpośredniego piechoty

37 mm działko piechoty M 1915 (Austria, produkt zakładów Skody). Zdobyliśmy kilkanaście sztuk w 1918, ale ta zaprojektowana dla okopów broń w warunkach wojny ruchomej była mało przydatna, i szybko została zdjęta z uzbrojenia. O jej użyciu walce przez WP słyszałem tylko w trakcie obrony Lwowa.

image

image

Z Armią Hallera przybyło działko piechoty Puteaux SA M 1916, o takim samym kalibrze 37 mm, montowane na podstawie kołowej lub trójnogu. Ten sam model po niewielkiej modyfikacji stanowił uzbrojenie czołgów Renault 17. 

image

image

Krótkolufowe niemieckie działo piechoty 7,7 cm. L20, występowało w 1 i 2 dywizji wielkopolskiej.

image

O wiele bardziej potrzebna była lekka broń stromotorowa. W 1918 przejęliśmy kilkadziesiąt sztuk, (później jeszcze trochę dokupiliśmy) niemieckich granatników (Granatenwerfer) M 1916.

image

Jednak ta broń, wyrzucająca nasadkowe granaty odłamkowe i burzące na odległość do 300 m. była mało celna. Toteż bardziej ceniono angielskiej konstrukcji, ale w WP w większości francuskiej produkcji moździerz Stockesa.


image

I słusznie, ta prosta konstrukcja Wilfrieda Stockesa z 1915 roku, kaliber 81 mm, łatwa w obsłudze, lekka i szybkostrzelna jest przodkiem wszystkich aż do dziś lekkich moździerzy. Żołnierze WP, którzy mieli okazję się z nimi zapoznać, uważali, że mają jedną wadę — jest ich za mało.

Nie mógł z nim konkurować austriacki 12 cm miotacz min (Minenwerfer) M 1914/16, ciężki, niecelny, o powolnym mechanizmie ładowania.

image

image

Był na wyposażeniu w kilku naszych pociągach pancernych, jako broń wsparcia desantu.

image

image

Niemiecki lekki moździerz 7,58 cm na wózku, do strzelania zdejmowany.

image

I cięższa sztuka, austriacki moździerz 225 mm wz. 15. Front ukraiński, Pasieki k. Lwowa, 1919.

image

Zdarzały się też niemieckie 25 cm. Na zdjęciu w warsztatach w Wilnie, 1919.

Na froncie galicyjskim wiosną 1919 roku oddział z 4 Dywizji Piechoty posiadał zdobyty na przeciwniku moździerz pneumatyczny 120 mm M 1915 lub 1916. 

image

image

Ta ciekawostka, stosowana głównie na froncie włoskim wyrzucała pociski na ok. 800  m. za pomocą sprężonego powietrza, bez huku, ognia i dymu, co doskonale maskowało jej stanowisko. Jedna butla wystarczałana 20-25 strzałów.

Granatniki ("bombomioty") własnej konstrukcji, wytwarzane w 1919 w Warsztatach Broni Dowództwa Okręgu Generalnego we Lwowie. Na zdjęciu dostawa 8 sztuk dla 1 pułku strzelców wielkopolskich (55 pp) w grudniu 1919, okolice Bobrujska. 

image

Coś na wzór austriackiego 7,5 cm Minenwerfer M 17.

image

Artyleria

Artyleria lekka, wtedy nazywana Jeszcze "polową" użytkowała kilku rodzajów armat. Pierwsze były austriackie "ośmiocentymetrówki" (80 mm) M 1905, użyte już 5 listopada 1918 w Przemyślu, a 7 we Lwowie. Wadą tego nie najgorszego parametrami działa była zastosowana w znacznej części wyprodukowanych egzemplarzy mało odporna, szybko zużywająca się lufa (wykonana nie ze stali, ze stopu w rodzaju brązu - tzw. brąz Uchatiusa - taki austriacki patent na wykorzystanie materiału z luf starych, XIX-wiecznych armat), toteż z naszej artylerii wypadła w krótkim czasie.  

image


image

 Wykorzystywaliśmy także starszy austriacki model, 9 cm M 75/96  bez oporopowrotnika, na zdjęciu  (działa 4 dywizjonu artylerii konnej w okolicach Suwałk, wrzesień 1920).  

image

Drugą podstawową bronią pierwszych miesięcy polskiej artylerii była niemiecka armata 7,7 cm Feldkanone M 1896 neues Art (1904).

image

image

Te, i ich nowsza wersja M 1916 służyły nam do 1937 roku, kiedy to sprzedaliśmy je do Hiszpanii (republikanom).

Za najbardziej perspektywiczną uznano słusznie francuską 75 mm armatę M 1897, bezsprzecznie najlepszą wówczas w swojej kategorii, i łatwo (choć nie tanio) u sojusznika dostępną.

image

image

image

Przodek i jaszcz amunicyjny.

image

image

image

image

Służyły nam jako podstawowy sprzęt do 1939, a i potem zdobyte w Polsce i Francji "siedemdziesiątki piątki" po lekkiej modernizacji stosował Wehrmacht jako działa przeciwpancerne. W spadku po Austriakach dostaliśmy kilkanaście włoskich, licencyjnych przeróbek tej armaty 75 mm M 1906. W 1919 dokupiliśmy jeszcze kilka baterii.

image

Dostał je 14 pułk artylerii polowej (1 wielkopolski). Niżej ćwiczenia w Biedrusku - fotografia pozowana, działo stoi w pozycji marszowej, blok lufy cofnięty, tarcza złożona.

image

W magazynach niemieckich na terenie Kongresówki znaleziono kilkadziesiąt zdobycznych dział rosyjskich, po części z kapitulacji I Korpusu Dowbora-Muśnickiego w Mińsku. Od zimy 1919 armat kalibru 76,2 mm (3 cale) wz. 1902 ("Putiłowska - od nazwy zakładów - puszka") zaczęło przybywać ze zdobyczy na bolszewikach, w sumie do około 300.

image

image

Po wojnie, w 1926 roku wymieniono w nich lufy na 75-milimetrowe (dla stosowania amunicji typu francuskiego), i te zwane "prawosławnymi" armaty walczyły jeszcze we Wrześniu. Jedna z nich na Westerplatte.

Dywizja Górska (późniejsza 21) otrzymała w 1919 roku 2 baterie francuskich działek górskich 65 mm M 1906.

image

Wobec małej liczby dostępnych dział większych kalibrów przydawały się na równinach i te "pieski". Do kategorii dział górskich należały także nieliczne u nas 75 mm austriackie armaty M 15 (Skoda).

image

Z większych kalibrów, najszerzej stosowano   austriacką 10 cm haubicę M 1914.

image

Niezłe działo, miotające 16 kg pociski na odległość do 8000 m, podstawowa haubica WP do 1939. Produkowana w zmodyfikowanej wersji w Starachowicach od 1928 na licencji Skody. W mniejszej liczbie wykorzystywano starsze austriackie 10 cm haubice M 99.

image

A nawet jeszcze starsze 18-centymetrowe M 80.

image

Były też zdobyczne niemieckie lekkie haubice 105 mm M 98/09 i ich następczyni. M16 o wydłużonej lufie.

image

image

Latem 1920 roku dotarło z kłopotami przez Gdańsk kilkadziesiąt (80?) brytyjskich lekkich haubic 4,5 calowych (114, 3 mm). Po wojnie, w ramach porządkowania i ujednolicania sprzętu odkupiła je Rumunia.

image


Austriacka 104 mm armata M 1915. W 1919 mieliśmy 4 sztuki.

image

Okolice Lwowa, wiosna 1919. Stojący na lawecie ma na ramieniu młot do wbijania w ziemię lemiesza łoża.

image

Stara pruska armata 24-funtowa (150mm) m w rękach artylerzystów wielkopolskich.

image

I 90 mm (9cm) Feldkanone C73, używane raczej tylko do szkoleń.

image

105 mm armata dalekonośna Schneider M 1913 to kolejny wzór nabywany we Francji. 64 sztuki dobrze zasłużyły się w 1920, zwłaszcza w obronie Warszawy.

image

Przydały się wówczas także stareńkie i przestarzałe, ale celne i dalekonośne (12 km) armaty 120 mm M 1878. Pochylnie za kołami służyły do przetaczania z powrotem działa po strzale - nie posiadało ono powrotnika.

image

W marszu, na kołach nakładki.

image

Po wojnie polscy inżynierowie osadzili te znakomite lufy na zdobycznych łożach rosyjskiej haubicy wz. 1909 z  oporopowrotnikiem, i tak zmodernizowana wersja posłużyła nie tylko nam, bo kilka egzemplarzy zdobytych przez Niemców ci przekazali Finom. Uzbrojona w nie bateria odegrała kluczową rolę w obronie Przesmyku Karelskiego.

Ciężką artylerię reprezentowało jednak przede wszystkim dwieście 155 mm francuskich haubic M 1917, na owe czasy najnowocześniejszych i bardzo skutecznych, stosowanych przez wiele armii jeszcze podczas II wojny światowej, m.in. przez Amerykanów.

image

imageimage

Transport amunicji.

image

Na pozycji improwizowanej pozycji ogniowej. Faszyna pod kołami, z tyłu widoczne pociski (naboje rozdzielnego ładowania).

image

image

W położeniu marszowym.

image

Działo to było rozwinięciem opracowanej przez firmę Schneider - Creussot dla Rosji haubicy 152 mm (6-calowej) M 1909, jakich kilkadziesiąt też wpadło w czasie walk 1919/20 w nasze ręce. 

image

Te jednak albo poszły na części do 155-tek, albo jako podstawy do przebudowy wspomnianych wyżej 120-tek. Resztę sprzedaliśmy Finlandii.

image

Niemiecka 150 mm ciężka haubica polowa wz. 1913.

image

image

image

Jaszcz niemiecki.

image

Włoska dalekonośna armata 149,1 mm (zakupione w 1920 roku) 1 pułku artylerii najcięższej. Lato 1920, pod nie zburzonym jeszcze soborem prawosławnym na Placu Saskim w Warszawie. Wizualnie bardzo podbna do francuskiej 120-tki, ta sama generacja sprzętu (system de Bange).

image

image

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Kultura