Pływające rozpaczliwcem pomiędzy nadzieją płynącą ze słabości i nieudolności rządów Donalda Tuska a rozczarowaniem i rozpaczą z powodu kiepskich notowań sondażowych Prawo i Sprawiedliwość błysnęło ni stąd, ni z owąd kolejnym pomysłem infrastrukturalnym. Miałby nim być nowy port bałtycki zlokalizowany w Choczewie koło Gdańska, w pobliżu planowanej budowy elektrowni jądrowej.
Na pierwszy rzut nieuzbrojonego oka wszystko wygląda pięknie niczym CPK, wielka, rozwojowa inwestycja, powiązana z inną, na dodatek okraszona sloganem o odpowiedzi na dynamiczny rozwój portów niemieckich. Z oceną jakości samego pomysłu wolę poczekać jednak ma opinie specjalistów, którzy wypowiedzą sie w kwestiach możliwości i perspektyw rozwojowych portów Gdańska i Gdyni, oraz ocenią stosunek obliczalnych kosztów do ewentualnych zysków
Wezmę natomiast pod szkło proponowaną nazwę. Także na pierwszy rzut oka znakomitą - generał, niewątpliwy patriota, gorący katolik, główny aktor ponownych zaślubin Polski z morzem 10 lutego 1920 roku. Legenda. Józef Haller von Hallenburg, rocznik 1873, ze znanej i zasłużonej rodziny krakowskich mieszczan, uszlachconej przez Austriaków. Syn powstańca styczniowego, wnuk listopadowego. Niemieckie gimazjum we Lwowie, austriackie szkoły wojskowe, służba zawodowa w c.k. armii jako artylerysta od 1895 do... I tu mamy pierwszą zagadkę, czy do 1909, czy do 1912, sam zainteresowany temat omijał. Na pewno skończył służbę zaledwie jako kapitan. W takim samym wieku i stopniu inni późniejsi polscy generałowie (Romer, Rozwadowski, Szeptycki) dopiero rozpoczynali kariery, zdobywając wykształcenie w Wyższych Szkołach Wojennych i sztabach. Jako młody emeryt działał społecznie w ruchu "Sokoła" i powstajacym właśnie harcerstwie, a także Towarzystwie Kółek Rolniczych. Pozostawał pod politycznym wpływem Narodowych Demokratów, ale do nich organizacyjnie nie dołaczył.
W gorącym sierpniu 1914 znalazł się pośród organizatorów Legionu Polskiego (Wschodniego) we Lwowie, ale po jego rozbiciu przez ND porzucił swoich politycznych mentorów, i pozostał jako dowódca resztówki, po uzupełnieniu krakowskimi ochotnikami tworzącej 3 pułk piechoty legionów. W składzie II Brygady skierowany w Karpaty dla obrony Węgier. O jego dowodzeniu można powiedzieć tyle, że wykonywał zadania z ogromnymi stratami w ludziach. Awansowany na podpułkownika, oddał dowództwo 3. pułku majorowi Minkiewiczowi, i pozostał w II Brygadzie jako oficer dyspozycyjny dowódcy. 14 marca 1915 roku awansował do stopnia pułkownika. 7 maja uległ na przepustce poważnemu wypadkowi samochodowemu, co wyłączyło go z aktywności na 10 miesięcy.
Powrócił do służby wiosną 1916 roku, znów nako oficer dyspozycyjny. Wszedł w skład Rady Pułkowników, skupiającej dowódców legionowych, będących w opozycji do austriackiej Komendy Legionów. Koledzy uznawali go za chwiejnego, raczej proaustriackiego. Po wycofaniu wyczerpanych ofensywą Brusiłowa jednostek polskich z frontu został dowódcą II Brygady reorganizowanych po odejściu Piłsudskiego Legionów Polskich. Udział w rozbiciu dotychczasowych brygad popularności wśród legionowej braci mu nie przysporzył. W kryzysie przysięgowym w lipcu następnego (1917) roku zdecydował się złożyć przysięgę na wierność sojuszowi z Niemcami i Austrią. Dowodził nadal II Brygadą, która weszła w skład zwróconego Austrii Polskiego Korpusu Posiłkowego. Walk z rozkładającą się w tym czasie kompletnie armią rosyjską nie toczono.
9 lutego państwa centralne zawarły traktat ze swoim nowym wynalazkiem, Ukraińską Republiką Ludową, w dużej mierze traktując go jako formę nacisku na krnąbrnych bolszewików i Polaków. W tym drugim przypadku przesadziły. Projekt oddania Chełmszczyzny Ukraińcom dokonał ostatecznego pogromu nadziei proniemieckich i proaustriackich. W proteście przeciw temu aktowi II Brygada ze swoim dowódcą uderzyła na dotychczasowych sojuszników i przeszła pod Rarańczą na Bukowinie na drugą stronę frontu, gdzie, jak więść niosła, tworzyło się także polskie wojsko. Samo przejście zostało zrobione na łapu-capu, z pogubieniem części jednostek, których żołnierzy Austriacy pozamykali w obozach i zamierzali sądzić jako zdrajców. Trzon jednak przemieszczał się na wschód, w okolicach Sorok napotykając w rzeczy samej na zalążek sił polskich. Płk Haller objął dowództwo tworzonej dywizji, której podstawę stanowili jego legioniści. W dalszym toku wydarzeń, Haller dążący do przejścia dalej i połaczenia z Dowborem - Muśnickim przejął dowodzenie nad całością sił tzw. II Korpusu Polskiego, występując pod pseudonimem "generał Mazowiecki". Jak sam twierdził, dla dodania powagi sobie i swoim siłom. Udało się dotrzeć przez Humań do Kaniowa nad Dnieprem, gdzie Polacy zostali osaczeni i po krótkiej, nieskoordynowanej walce 10 i 11 maja 1918 skapitulowali. Bardzo typowy przykład tak popularnego u nas tzw. "moralnego zwycięstwa" - walka z Niemcami, rozdmuchiwana propagandowo jako przystąpienie do Koalicji.
"Generał Mazowiecki" zdołał się wydostać z matni, i przez Kijów, Moskwę, gdzie rokował z bolszewikami o utworzenu polskich formacji oraz Murmańsk dojechał w lipcu do Paryża. Tworzona na mocy dekretu prezydenta Poincaré Armia Polska jak raz potrzebowała dowódcy. O ile szeregowych, podoficerów i młodszych oficerów było coraz więcej, o tyle generał - Polak, i to z legendą tyle co stoczonej walki z Niemcami był darem Niebios. Przejął dowództwo nad Armią 4 października, przy czym dowództwo raczej nominalne. Dywizjami dowodzili Francuzi, oni żywili, ubierali, uzbrajali, szkolili. Haller za to dobrze wyglądał i pięknie przemawiał.
Armię Polską przerzucono do kraju pociągami przez Niemcy w kwietnu i maju 1919 roku. 70 000 nowocześnie uzbrojonych i wyposażonych ludzi, na tamte czasy potęga. Z dnia na dzień aktywa WP wzosły o połowę, biorąc pod uwage sprzęt. Wobec alianckich zastrzeżeń co do użycia tych sił przeciw Ukraińcom w Galicji Wschodniej, Piłsudski mianował generała Hallera dowódcą Frontu Wołyńsko - Galicyjskiego. W razie czego, kto w Paryżu dojdzie, gdzie granica, a jak dojdzie, to i tak będzie za późno. Mimo ostatecznego sukcesu, polska ofensywa majowa nie szła zbyt gładko. Piłsudski ze względów politycznych postanowił wstrzymać dalsze natarcie na zalecanej przez Romana Dmowskiego linii Brody-Załoźce-Złota Lipa, zaś Hallera przesunął na stanowisko dowódcy Frontu Południowo-Zachodniego z siedzibą w Krakowie, z zadaniem obserwowania Czechów i Niemców. 30 sierpnia 1919 został zweryfikowany jako generał broni. W październiku 1919 r. otrzymał dowództwo Frontu Pomorskiego, formowanego w celu zajęcia na mocy ustaleń traktatu wersalskiego przyznanego Polsce Pomorza Gdańskiego. Zadanie wykonał, porywająco przemawiając w Toruniu, Brodnicy, Pucku. O zaślubinach z morzem mowa już była.
Rozkazem z 1 stycznia 1920 r. Piłsudski mianował gen. Hallera członkiem Kapituły Orderu Virtuti Militari, nadając mu krzyż Orderu Wojskowego Virtuti Militari V klasy oraz powołując go na wiceprzewodniczącego kapituły. Otrzymał wtedy także na własną prośbę urlop dla poratowania zdrowia, z którego został odwołany w lipcu. Został mianowany członkiem Rady Obrony Państwa, oraz inspektorem generalnym tworzonej Armii Ochotniczej. Rozpoczął akcję propagandową i zaciąg ochotników. Dużą rolę odegrała wówczas jego popularność, legenda tworzona przez kręgi endeckie, umiejętność przemawiania oraz manifestowana publicznie religijność. 106 000 ideowych ochotników było niesamowitym zastrzykiem sił i energii dla zmęczonego dwumiesięcznym odwrotem wojska.
Natomast pracy Hallera jako dowódcy Frontu Północnego (sierpień 1920) tak wysoko oceniać nie sposób. Rzuca się w oczy brak umiejętności wykorzystania w sierpniu 1920 roku niezwykle, jak na warunki polskie, licznej artylerii na odcinku warszawskim, dziwna u zawodowego oficera tej broni.
Po wojnie został jednak generalnym inspektorem artylerii, oraz tuzina przeróżnych ciał i kapituł. Otrzymał mnóstwo odznaczeń polskich i obcych, politykował (mandat poselski 1922), był członkiem zapatrzonego w Mussoliniego Zakonu Rycerzy Prawa. W połowie lat 20., jak zaświadcza wielu pamiętnikarzy, w ogarniętej chaosem polskiejj polityce mówiło się, że albo lewicowego przewrotu dokona Piłsudski, albo prawicowego Haller. Do przewrotu potrzeba jednak umiejętności i zdecydowania.
W 1926 roku został odesłany na emeryturę, na której nadal zajmował się działalnością społeczną i polityczną, bedąc jednym z przywódców, ale raczej moralnych, niż rzeczywistych, antypiłsudczykowskiej opozycji. W czasie II wojny światowej na emigracji, z funkcją ministra bez teki i ministra oświaty rządu Sikorskiego. W Angllii pozostał do końca długiego życia.
Jak oceniać ów żywot działacza? Jak każdy inny, wzloty, upadki. Zawsze bardziej symbol, niż realny decydent. Ze znaczących, którzy go znali, najostrzej wprost ocenił go Piłsudski.
„Pod względem charakteru dowodzenia zdatny do dowodzenia tylko na krótki czas. Straci powagę u podwładnych w bardzo szybkim tempie z powodu swoistej demagogii i szukania za wszelką cenę popularności, zaczynając od podoficera, kończąc na swoim ordynansie. Gadatliwy bez miary i końca. Żadna tajemnica nie jest pewna w jego ręku. Wobec wewnętrznej, daleko sięgającej niewiary w swoje siły, szukać będzie wiednie i bezwiednie potwierdzenia wartości swojego dowodzenia w nieledwie każdym napotkanym człowieku. Koteryjny, nadczuły na pochlebstwa. Stąd faworyzm nieutrzymywany nigdy w ręku. Łatwe zwalanie odpowiedzialności na wszystkich na prawo i na lewo. Obok niepewności siebie często spotykana w tych wypadkach niezdrowa ambicja i nieumiejętność oceny tego, co sam albo kto inny może lub nie może. Przy takim charakterze ratować może jeszcze wrodzony sentymentalizm i czułość na wysoki styl i wielkiego znaczenia słowa.
Pod względem objętości dowodzenia – przy słabym wykształceniu wojskowym i niewielkich zdolnościach przyrodzonych oraz niezwykle nielogicznej pod względem wojskowym głowie, mieszającej rzeczy ważne z drobiazgami i czepiającej się jako najłatwiejszej dla niego dziedziny drobiazgów – objętość dowodzenia bardzo mała, w piechocie najwyżej pułk, w artylerii może dywizjon. Dla dowodzenia dywizją i armią, zdaniem moim, zupełnie niemożliwy. Natomiast w naszych warunkach nie byłby niemożliwy jako Naczelny Wódz wobec umiejętności wzbudzenia morale, niestety na bardzo i bardzo krótką metę. Każde niepowodzenie zabija go w oczach własnych, zarówno jak w oczach podwładnych. W wypadku dowodzenia gwałtownie potrzebuje bardzo tęgiego, silnego pod względem charakteru i lojalnego wobec przełożonych gen. Hallera szefa sztabu".
Mocno, ale jeśli ktoś chce polemizować, bardzo mu to utrudni sam Haller. Pozostawił po sobie "Pamiętniki" (wyd. Londyn, 1964, przedruk Wydawnictwo LTW Łomianki 2014), których uważna lektura jest dla legendy zabójcza. Ocenę Romana Dmowskiego, niezbyt pozytywną, wyrażoną ponoć na początku 1919 roku znamy tylko z relacji Michała Sokolnickiego, ale tą, podejrzaną, jako że przekazuje ją zaangażowany piłsudczyk, pomińmy.
Wracając więc do wspóczesności, warto się zastanowić, chyba że mniemany port ma być nazewniczym kontrapunktem dla gdanskiego lotniska. A poza tym propagandowe wrzutki nie zastąpią całościowego pomysłu na Polskę. Wobec braku rzetelnego rozliczenia się z własnymi błędami z czasów ośmioletniego sprawowania rządów, rozziew pomiędzy wynikiem osiągniętym przez Karola Nawrockiego a notowaniami PiS może się tylko powiększać. Walka z Braunizmem ramię w ramię z DFT bynajmniej na tę przypadłość nie pomoże.
Inne tematy w dziale Polityka