88 obserwujących
1273 notki
1339k odsłon
267 odsłon

Uwielbiam przekazywanie kluczy

Wykop Skomentuj1

Uwielbiam przekazywanie kluczy nowym mieszkańcom. To okazja do poznania nowych ludzi, wysłuchania ekscytującej historii życia, szczególnie tutaj, w zupełnie nowej dzielnicy mieszkalnej, Tingstorget, przy stacji metra Alby, z ludźmi z całego świata. Ale także z wieloma młodymi ludźmi o silnych aspiracjach lokalnie zakotwiczonymi, stąd, czyli z imigranckiej dzielnicy daleko od centrum Sztokholmu. To najczęściej ich pierwsze własne mieszkanie, pierwsza własna odpowiedzialność, wszystko jest nowe i niepewne. Wielu mieszkańców to szkolni koledzy z Botkyrka, Norsborg, Tumba, w jednym z domów grupa kumpli wykupiła wszystkie 8 mieszkań na tym samym piętrze.

Tak, przekazywanie kluczy ma coś w sobie szybkiego randkowania, spotykasz się na kwadrans, mówisz trochę o sobie, może znajdziesz jakieś nieoczekiwane wspólne zainteresowania (muzyka bluesowa, fotografia itp.), A potem spieszysz się na następne spotkanie. Nie wymieniamy się numerami telefonów (oni i tak znają mój a ja znam ich), żadnych złamanych obietnic „zadzwonię jutro”, ale i tak było fajnie.

Ten był trochę starszy od większości, ale to też się zdarza, spotkaliśmy się w jego nowiusieńkim, mansardowym, dwupoziomowym mieszkaniu, pachnącym jeszcze drewnem, z pięknymi widokami na południe i zachód, wysoko w jednym z domów. Możemy go nazwać Karl Jansson. Sympatyczny 60-latek, miły i łatwy w kontakcie. Pokazałem mu jak działa wszystko w nowoczesnym domu. To także świetna okazja, aby po raz ostatni sprawdzić jakość, odkryć wszelkie braki i małe wady, luźną śrubkę lub brakującą blokadę klamki okna.

Karl opowiedział mi, że jest z Göteborga, zakończył już karierę zawodową jest za nim i wycofał się na emeryturę. Ale miał jakieś kontakty na Bliskim Wschodzie, po około 30 latach z częstymi wyjazdami i dłuższymi pobytami. Właściwie, ale nie chciał, nie mógł tego powiedzieć, nadal wyświadczał tam kilka przysług dla Szwecji. W tej chwili przyjechał bezpośrednio z lotniska, przyleciał z Bazylei. „Prawdopodobnie czytałeś o tym w gazetach (wspominał o bardzo głośnym wydarzeniu w owym czasie, kilka miesięcy), pomogłem negocjować z niektórymi watażkami. Ważne jest, aby móc z nimi rozmawiać w ich własnym języku, wtedy zdobywasz ich zaufanie, ale ostatecznie chodzi o to, aby wiedzieć, ile i komu zapłacisz ".

Brzmiało to interesująco, zwłaszcza, że wspomniał o niektórych faktach, o których nie można było przeczytać w gazetach, nieco bardziej wrażliwych i wydawał się być na bieżąco wydarzeń we wtajemniczony sposób, co mogłoby również tłumaczyć nagłe milczenie mediów na ten temat w następnych dniach, jakby ktoś nałożył przykrywkę.

Pokaz się skończył, przeszliśmy do nudnej części, dokumentów do przekazania, podpisania, potwierdzenia. Dowód zapłaty, kilka milionów koron szwedzkich. Nie mógł tego okazać, przyjechał prosto z lotniska, nie zdążył do banku. Paragony, dokumenty, potwierdzenia, dzisiejsi młodzi ludzie zwykle mają to w swoich telefonach i „pokaż dowód zapłaty” znaczy dla nich, że szybko przewijają listę transakcji bankowych na ekranie telefonu komórkowego o „tutaj jest”, skromny rządek kilkunastu cyferek - suma kilku milionów, numer konta, nazwa wspólnoty.

Ciągle brzmiał miło i zdawał się godzien zaufania, a ja jestem typem człowieka, który wierzy ludziom, ale właśnie wtedy zebrałem papiery rozrzucone na blacie kuchennym, przy zlewie, z powrotem do folderu i powiedziałem „OK, do zobaczenia jutro, przyjdziesz z paragonem i dostaniesz klucze, która godzina ci pasuje?” Umówiliśmy się na spotkanie o dwunastej, żeby zdążył do banku. Następnego dnia coś mu przeszkodziło, potem też nie mógł, znów jechał do Szwajcarii, był zabiegany. Potem telefon ucichł, a e-maile zdawały się do niego nie docierać. Po kilku miesiącach umowa została anulowana, a mieszkanie zostało ponownie wystawione na sprzedaż. Nowy nabywca wprowadził się tuż przed świętami Bożego Narodzenia, potem były dni wolne na święta Bożego Narodzenia i Nowego Roku.

Ale dzisiaj nowy najemca zadzwonił do mnie i powiedział, że ma skrzynkę pełną reklam, lokalnych gazetek i kilka listów do nieznanego adresata. Nieco później przyszedł do biura firmy ze stosem kopert - najwyraźniej kilka niezapłaconych rachunków i grubą kopertą A4 z widocznym urzędowym logotypem. Wezwanie sądowe. Najwyraźniej udało mu się zameldować w nowym mieszkaniu, za które przecież nigdy nie zapłacił.

Karl Jansson został wezwany jako oskarżony w sprawie sądowej. Mogłem to odczytać przez okienko adresowe na kopercie.

Zadzwoniłem do sądu, z którego przyszło wezwanie, dostałem zezwolenie na otwarcie koperty (sprawy sądowe są jawne). Okazało się, że Karl Jansson jest znanym, zawodowym oszustem. Tym razem oskarżony był o wyłudzenie nieruchomości leśnej wartej kilkanaście milionów na dalekiej szwedzkiej Północy.

Bardzo sympatyczny człowiek, z którym chciałbyś się spotkać przy piwie w dobrze wywędzonym pubie na sztokholmskim Söder. Wiarygodny. Szybkie randki, jak powiedziałem.


Zobacz galerię zdjęć:

+1 zdjęcie
Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości