89 obserwujących
1318 notek
1374k odsłony
  685   0

Kim jest księżna Ingrid Detter de Frankopan?

No, zdążyliśmy się już dowiedzieć, że nie jest księżną, bo jej mąż sobie tytuł arystokratyczny po bezpotomnie wygasłych 3 znamienitych chorwackich rodach przywłaszczył. Dowiedzieliśmy się również, że udało jej się wydać córkę za Windsora, co prawda trzeciego sortu i brzydkiego jak noc, ale przecież nie obrazilibyście się na zięcia Windsora, nawet tak nienachalnej urody, zwłaszcza, że i ten obecny za Adonisa nie mógłby biegać, gołodupiec jeden.

Wiemy też, że jest gwiazdą, diwą wręcz, niepowstałego jeszcze uniwersytetu Ordo Iuris. I tu nie ma co grymasić, jest niezaprzeczalnie diwą, obdarzoną ponadprzeciętną swadą w guście Beaty Kempy, choć trzeba przyznać, że jednak dużo od Beaty inteligentniejszą. Z drugiej jednak strony to wcale nie jest takie trudne być inteligentniejszym od słowotoku BK.

Gdy tylko informacja o powołaniu tej celebrytki na profesurę (?) w fabryce prawników modo Ordo Iuris się pojawiła zacząłem szukać informacji o tej szwedzkiej prawniczce, profesorce w szwedzkich otwartych źródłach. Nie znalazłem nic. Jak przez mgłę pamiętałem, że pojawiła się w arcyzabawnej, krótkotrwałej szwedzkiej partii kierowanej przez dwóch pajacy - jednego z ludu, dyrektora wytwórni płyt gramofonowych i wielu innych interesów, drugiego z najwyższej arystokratycznej półki, dyrektora fabryki garnków i patelni. Duet nazywany był "Hrabia i kamerdyner", ale nie to będzie tematem wpisu. W każdym razie w tym zbiorowisku osobistości jeszcze dziwaczniejszych niż w kolejnych odsłonach inicjatyw politycznych Janusza Korwina-Mikkego znalazła się rzeczona Ingrid Detter, zapadła mi jakoś w pamięć, choć bez szczegółów.

Sięgnąłem więc głębiej, do elektronicznych archiwów szwedzkich mediów. Niestety, nie ma w nich materiałów sprzed roku 1990. Ale i to, co znalazłem, zasługuje na rozpowszechnienie.

Po raz pierwszy Ingrid Detter stanęła przed Państwową  Komisją Dyscyplinarną w roku 1990. Zarzuty przepadły w mroku niepamięci, ale po tym, jak przed Komisją obiecała poprawę i stosowanie się do zasad uniwersyteckich wykpiła się jedynie lekką reprymendą.

Akt drugi rozegrał się dwa lata później:


Przyzwyczajona do zwycięstw

Expressen, 8 listopada 1992, Tiiu Gräslund 

Profesor prawa, Ingrid Detter, nie daje sobie dmuchać w kaszę i wygrywa z szefami Uniwersytetu Sztokholmskiego. Nie udało się im jej zwolnić z pracy.

- Oni chcą, by kobiety były grzeczne jak uczennice - mówi śmiejąc się i dla podkreślenia swoich słów z przytupem depcze obcasem uniwersytecki trawnik.

- Uniwersytet Sztokholmski to miasteczko Pcim. Nie znoszą kobiet, które odnoszą międzynarodowe sukcesy, mają własne poglądy i wydają książki.

- Maglowano mnie osiem godzin dziennie przez dwa dni pod rząd. Postawiono pod ścianę, samotną kobietę przeciwko dwudziestu staruchom. Oskarżono o jakieś absurdalne przewinienia

Podobno spóźniała się pani na wykłady?

- Nie jestem kapralem nauki. Nie będę stała ze stoperem i zaganiała studentów na zajęcia.

Podobno przywłaszczyła pani sobie komputery

- To oskarżenie jest groteskowe. Za pieniądze z prywatnych donacji kupiłam bazę danych dla uniwersytetu. To że przechowywałam dwa komputery u siebie w domu kilka marnych miesięcy? Nie ma o co robić rwetesu, zresztą już je zwróciłam

A pieniądze uniwersyteckie, którymi opłacała pani prywatne podróże?-

Muszę zdecydowanie zaprotestować. Jestem znana w całej Europie. Wykładam zagranicą i robię PR Uniwersytetowi. Oni wszystko odwracają przeciwko mnie.

Tym razem Komisja Dyscyplinarna nie przychyliła się do oskarżeń i nałożyła na niesforną profesorkę jedynie niewielką karę pieniężną.

Komisja stwierdziła również, że zakres swobody na uniwersytecie powinien być szeroki i dopuszczać nawet pewne, hm, niestandardowe zachowania.

Żadna ze stron nie złożyła broni w galopującym konflikcie. W roku 1993 niesforna diwa sztokholmskiego uniwersytetu ruszyła do kontrataku. Pozwała swego pracodawcę o 2 miliony koron odszkodowania (kciukiem mierząc to mniej więcej tyle samo w dzisiejszych PLN). Lista zarzutów była długa i barwna, Ingrid Detter oskarżyła kilku wysokich rangą profesorów uniwersytetu o krzywoprzysięstwo i pomówienie: 

"Zarząd uniwersytetu w Sztokholmie to mafia władzy, w skład której wchodzi rektor i kilku popleczników" - stwierdziła w swojej mowie końcowej przed sądem rejonowym.

Zarzuty ze strony uniwersytetu? "Drobiazgi niegodne uwagi" - powiedział obrońca, gwiazdor sztokholmskiej palestry, Henning Sjöström.

"Członkowie sądu sprawiali wrażenie nieco skonfundowanych" - pisał z sądu Niclas Svensson reporter bulwarówki Expressen 8 grudnia 1993.

Wyrok zapadł 30 grudnia 1993. Sąd oddalił żądania pani profesor i obciążył ją spłatą kosztów sądowych w wysokości 166 550 koron (mn w tyle samo w dzisiejszych złotych).

Decydujące starcie rozegrało się w  lipcu następnego roku. Uniwersytet skrzętnie spisał wszystkie wykroczenia popełnione przez swoją pracownicę - a było tego sporo:

- w ostatnim półroczu pojawiła się na wykładach tylko 2 razy

-  ani razu nie pojawiła się w czasie wyznaczonych dyżurów

- kiedy jednak pojawiała się na uniwersytecie przychodziła z 20/30-minutowym opóźnieniem

- nie informowała kierownictwa uniwersytetu o swoich wyjazdach zagranicznych

Tym razem Komisja Dyscyplinarna przychyliła się do wniosku nudziarzy uniwersyteckich.

Ale Ingrid Detter nie powiedziała ostatniego słowa, prawdę mówiąc wypowiedziała ich wiele w opublikowanym przez siebie komunikacie prasowym:

Napisała w nim, że została zwolniona, ponieważ jej „tezy są niebezpieczne dla coraz bardziej zglajchszaltowanego uniwersytetu”

Była poddawana „procesom o czary i prześladowaniom”.

Twierdziła, że ​​„cały system prawny w Szwecji spoczywa na podkopanych i zgniłych fundamentach” oraz, że „brakuje tylko dyktatora”.

W końcowym fragmencie czytamy: „Kiedyś historycy stwierdzą, że szwedzki system przypominał stalinowski terror, który zmuszał do milczenia pisarzy i profesorów, z tą różnicą, że tłumienie opinii w Szwecji było wprowadzane z większym wyrafinowaniem”.

Rok później doszło do porozumienia stron i Ingrid Detter opuściła Uniwersytet Sztokholmski na własne życzenie. Opuściła również Szwecję na rzecz kariery w Wielkiej Brytanii i na całym świecie. Podobno jako znawczyni prawa międzynarodowego jest jaśniejącą gwiazdą na firmamencie jurydycznym.

W szwedzkiej Wiki nie ma o niej wzmianki, w prasie popołudniowej pojawiła się jedynie informacja o ślubie jej córki.

Na miejscu jakiejkolwiek instytucji głęboko bym się zastanowił nim bym ją zatrudnił. Ale to nie mój kłopot.








Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale