89 obserwujących
1319 notek
1374k odsłony
  631   0

Wielkanocny zakaz rozrywek czyli małżeństwa homoseksualne

Wylądowaliśmy w Uppsali 4 kwietnia 1978 roku. Poza szokiem termicznym - Polskę opuszczaliśmy gdy wiosna już się zieleniła i było ponad 20 stopni, Bałtyk od strony szwedzkiej powitał nas krą, gdyby nie dyszący nam w karki krwawy reżim Gierka pewnie zawrócilibyśmy prom, jeśli zaszłaby taka potrzeba używając broni, w stronę ojczyzny, doznaliśmy i szoku cywilizacyjnego. Z tym szokiem to było właściwie tak, że już po pierwszym pobycie w Szwecji, na saksach truskawkowych, uznaliśmy Szwecję za stan normalności, a Polskę po powrocie widzieliśmy jako obóz azjatyckich koczowników. Powrót do Szwecji był powrotem do stanu normalności więc, z autobusami jeżdżącymi według minutowego rozkładu i z policjantem, który był szokująco normalny a nawet szokująco przyjazny. A jeszce później z bankiem, w którym po trzeciej wizycie nie żądano od nas dowodu i wypłacano pieniądze za znajomą twarz.

Po opędzeniu najpilniejszych spraw związanych z osiedleniu się w Szwecji, papierkowych i ustnych wędrówkach po szokująco przyjaznych urzędach, z szokująco przyjaznymi biurokratami pomagającymi znaleźc się imigrantom z dziczy w normalnym kraju, postanowiliśmy za nędzne pieniądze uczcic nasz przyjazd skromną wizytą w jakiejś knajpie, czy może był to zaplanowany wypad do kina na jakiś komunistyczny prohibit.  I wędrowaliśmy śródmieściem Uppsali, tymi kilkoma uliczkami na krzyż, świętym Olofem i świętym Erikiem w poszukiwaniu lokalu - i wszystko był zamknięte, co do jednego, każdy przybytek świeckiej rozrywki - kina, knajpy, kawiarnia Ofvandala, teatr. Okazało się, że w Wielkanoc w tej siedzibie arcybiskupstwa, na pamiątkę Męki Pańskiej, rozrywki były zabronione, pozostawał tylko żal za grzechy i rozpamiętywanie marności, z prochu powstałeś...

Dużo później dowiedziałem się, że jeszcze w latach piędziesiątych istniało coś takiego, jak "zakaz imprez rozrywkowych" obowiązujący w całej Szwecji na czas Wielkiejnocy i Wielkiego Piątku i kilku jeszcze wielkich świąt kościelnych, zniesiony pod koniec lat sześcdziesiątychna fali ogólnego upadku obyczajów. odwrotu od religii i najścia rewolucji seksualnej, a to co obserwowaliśmy w latach siedemdziesiątych to był  jego ostatni chyba relikt uppsalski, zachowany dla szczególnego statusu tego miasta.

Co zabawne, zniesienie "zakazu imprez rozrywkowych" odbyło się po długiej, trwającej ponad dekadę gorącej dyskusji, w której tutejsi reprezentanci Cywilizacji Życia straszyli bliżej nie sprecyzowanymi nieszczęściami, jakie spaśc miały na kraj, rują i porubstwem zagrażającymi "najcenniejszemu co posiadamy" czyli dzieciom i młodzieży, upadkiem odwiecznej tradycji i wartości chrześcijańskich i czym tam jeszcze w arsenale strachów by się znalazło. Miałem okazję zapoznac się z treścią wycinków prasowych zapełniających grube koperty archiwów, a co wycinek to straszniej przedstawiał się los Ojczyzny zagrożonej.

Ale zabawne - strachy trwały do dnia zniesienia zakazu. Po tym dniu nie znalazłem ani jednego artykułu, apelu, wezwania, monitu nawołującego do przywrócenia zakazu. Temat umarł w dniu, w którym na kraj spaśc miały wszystkie plagi i okropności. Tutaj tylko archiwalny przedruk notki sprzed lat 40 w gazecie Zielonoświątkowców "Dagen"

I bardziej symptomatyczne - znajomi Szwedzi, których pytałem o zjawisko, młodzi, którzy tych czasów albo pamiętac nie mogą, albo pamiętają jak przez mgłę z czasów szczęśłiwego dzieciństwa, nic o tej lokalnej wojnie ideologicznej ne wiedzą, nie wiedzą nic o zakazie rozrywki, o zamkniętych restauracjach i kinach i o tym, że w Wielki Piątek jeden z kanałów państwowej telewizji szwedzkiej pokazywał jako główny punkt programu "Czlowieka z Nazaretu" z Maxem von Sydow w roli tytułowej, a program drugi transmitował nabożeństwo z katedry uppsalskiej. Ba, nie ma tego hasła w szwedzkojęzycznej wersji Wikipedii, jak gdyby przybysze z kosmosu podali mieszkańcom tego szczególnie pieknego jutro kraju proszek  amnezję.

I tak sobie podczytuję te rozedrgane dyskusje o związkach partnerskich, małżeństwach homoseksualnych, te krzyki, ochy i achy, te omdlenia starych chłopów, to rozdzieranie szat przez nagle zcnotliwione niewiasty pod pięcdziesiątkę, przez prawdziwych prawicowych publicystów, te strachy, ostrzeżenia, lamentacje i wiem jedno:

NIC SIĘ NIE STANIE, PROSZĘ PAŃSTWA, ZUPEŁNIE NIC,

dyskusja zemrze tego samego dnia, którego ustawa zostanie przyjęta (minimalną większością głosów, oczywiście) a młodzież, która po was nastąpi nawet nie będzie miała pojęcia, że ktoś, kiedyś, w odległych latach dziesiątych próbował kwestionowac normalnośc, codziennośc i naturalny bieg rzeczy.

 

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura