84 obserwujących
1200 notek
1270k odsłon
383 odsłony

Polska była bliżej Zachodu w głębokim PRLu

Wykop Skomentuj29

Paradoksalnie Polska była bliżej Zachodu w głębokim PRLu niż dzisiaj. Nowinki kulturalne, prądy intelektualne docierały tu równie szybko, jak pojawiały się w Paryżu (i zdecydowanie szybciej niż w takim Sztokholmie), a "Czekając na Godota" było tematem inteligenckich rozmów w 1957 .


Cały właściwie repertuar filmowy, poza prohibitami zatrzymywanymi przez cenzurę ze względów ideologicznych lub politycznych, był dostępny prawie au courant, literaturę piekną tłumaczono na bieżąco, Juliet Greco była muzą Montmartre i Nowego Światu jednocześnie. Prasę zachodnią, wyselekcjonowane tytuły, ale jednak, można było kupić w Empiku na Placu Unii, czy na raogu Nowego Światu i Jerozolimskic, choc większe kolejki ustawiały się w dni, w które dostarczano "Przekrój".


Nie do pomyślenia było, by ktokolwiek, poza aparatczykami, a i oni nie za bardzo, brał na poważnie ideologię komunistyczną, i jedynie pogardzani oportuniści i karierowicze próbowali denuncjować "zachodnią zgniliznę".


Trudno było sobie wyobrazić, że otwarcie na Zachód zaskutkuje klerykalnym obskurantyzmem, tęsknotą za "PRLem bez wypaczeń" i pospolitą głupotą w wykonaniu, przykładowo, prezydenta Andrzeja Dudy, który zdaje się całą swoją wiedzę czerpie z Naszego Dziennika  i GP Codziennie, sądząc np z jego wypowiedzi o zmianach klimatycznych. Prezydent przebywający w "otulinie intelektualnej" KK nie ma szansy na rozwój wiedzy ogólnej, podobnie jak reszta tej polskiej, szczególnej formacji zasklepienia się we wsobności i odmowy otwarcia na inność i odmienność.

A ci, którzy mogliby to zmienić wyjeżdżają tam, gdzie znajdą stymulację i zrozumienie.


A skoro już o klerykalizmie mowa, nakładającym na współczesne życie intelektualne Polski duszący, mokry koc bigoterii religijnej i dewocji, to rewolucyjnym, pierwszym krokiem w kierunku świeckiego państwa byłoby PRZESTRZEGANIE Konkordatu? Tak daleko Polska posunęła się w klerykalizacji instytucji publicznych i faktycznej wyznaniowości państwa.


Owszem, Konkordat wyłącza pewne obszary życia ze sfery działania państwa, z których większość dotyczy wewnętrznych spraw wyznaniowych lub kościelnych np wyznaczania biskupów na stanowiska, a tylko jeden - prawo małżeńskie - koliduje z prawodawstwem świeckim. Nie ma nic o poddaniu państwa procedurom kościelnym.


Wręcz przeciwnie - Konkordat uznaje wzajemną autonomię (niezależność) Kościoła i państwa. To, co obecna, ale i przeszłe, władza wyczynia w tej materii to jej pomysły autorskie , nie mające oparcia w zapisach konkordatu, a nawet z nimi sprzeczne.


Nie ma w Konkordacie nakazu hasania pod rączkę z biskupami i gibania się pod wesołą muzyczkę. Nie ma obowiązku klerykalizacji szkolnictwa, wspólnego uczestnictwa w świętach kościelnych, gremialnie, całą szkołą.


Wyobrażacie sobie przestrzeganie Konkordatu? Koniec święcenia wszystkiego co popadnie. Koniec oddawania pokłonu przez rząd i partię Rydzykowi. Koniec obowiązkowych, pokazowych mszy z okazji świąt państwowych. 


Nic się nie zmieni, póki obywatele nie będą się zmian domagać. Głośno, natarczywie, publicznie.

Wykop Skomentuj29
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka