Jak to przed Dniem Zmarłych corocznie przez kilka dni musowo trzeba jechać zgrabić opadające liście na groby. Tak i dzisiaj, żona tygodniowe porządki w domu, syn na podwórku i kotłowni, wnuk garaże, synowa dyżur w szpitalu a ja cmentarz. Spakowałem grabki, szczotkę i myjki do wozidełka i 35 na liczniku pojechałem. Te 4 km migiem mineły i zaczęła się robota. Jako że miejsce spoczynku rodziców otoczone drzewami toteż liści nigdy mało - dwa woreczki foliowe po 30 l. Migiem się uwinąłem bo żona czeka z pieczeniem ciasta na niedzielę i wracam do wozidełka a tu przy bramie stoi sąsiad spod 19. Zagaduje czy wracam do domu i tym podobne. Ano wracam i mówię - " wozidełko nie załadowane, mało energii i pod takim obciążeniem nie dojedzie do domu" - chcąc się pozbyć wyznawcę partii PiS. Udało się pomimo jego krytycznej uwagi że kupiłem dziadostwo. Siadając do wozidełka słyszę :" jedziesz do domu?" - to kolejna sąsiadka, w moim wieku, była koleżanka szkolna i z ulicy. No jak takiej odmówić -" siadej bydziesz grabki trzymała" - mówię o kątem oka patrzę na sąsiada. Gdy ruszyliśmy sąsiadka pyta co chciał Sylwek więc mówię że chciał jechać. " Ale wiesz, on PiSowiec wiecznie na wszystkich nadaje to wlałem jak najdalej od niego" - śmiech. I co? Jaka reakcja sąsiadki? " A dyć dej spokoj z tom myndom komunistycznom". Na te słowa wozidełko aż dostało więcej siły i z pełnym obciążeniem szusowało 42 km/godz.
Jednym słowem nawet wózek trójkołowy gdy nie ma pisowca na pokładzie lepiej się czuje. A ja teraz zadowolony słuchając Eltona Johna ucieram żonie masło na ciasto.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)