Wróg Ludu
GazetaPolska
285 obserwujących
871 notek
1701k odsłon
  396   6

NIEMIECKIE PAKTOWANIE Z MOSKWĄ

Przyczyną wybuchu wojny na Ukrainie był szalony plan Putina odbudowy imperium moskiewskiego w granicach byłego ZSRS wraz z większością jego stref wpływów. Do ataku na Ukrainę doszło również z powodu planów Berlina, który nie tylko zaakceptował ambicje Moskwy, lecz także zgłaszał własne, mające na celu odbudowę niemieckiej dominacji w Europie już bez żadnej przesłony. Można powiedzieć, że Niemcy i Rosja znowu podzieliły się Europą, czego dowodem były: wspólna polityka energetyczna, blokowanie pomocy dla Ukrainy, nawet wówczas, kiedy na Kijów jechały rosyjskie czołgi, i wreszcie próba narzucenia krajom Europy Środkowej rządów, które miałyby akceptacje Moskwy i Berlina. W ten plan idealnie wpisywało się poparcie dla Donalda Tuska. Realizuje on ten kierunek polityki niemieckiej, który zakłada sojusz z Moskwą. Nowy pakt Ribbentrop–Mołotow był już naprawdę blisko. Jego zręby nakreślił sam Putin w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej w obecności kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Zaprotestował wtedy prezydent Lech Kaczyński. Ówczesny premier Donald Tusk nie wyraził sprzeciwu.

Pierwszym etapem tego planu był Smoleńsk. Śmierć Lecha Kaczyńskiego usunęła poważną przeszkodę w realizacji niemiecko-rosyjskiego planu. Putin jak zwykle pewnie posunął się dalej, niż wyobrażali sobie to Niemcy, jednak jego metody ich zatrzymały. Wybuch drugiej rewolucji na Ukrainie był dużym problemem dla Moskwy i stąd decyzja o zajęciu Krymu i części Ukrainy Wschodniej. Wygląda na to, że Berlin ostatecznie chciał zaakceptować całkowite podporządkowanie Ukrainy Moskwie. Dowodem na to – inicjatywa Nord Stream, który omijał i Ukrainę, i Polskę. Proniemieccy politycy w Warszawie jak mogli, tak przeszkadzali w budowie alternatywy dla rosyjskich dostaw. Powrót Donalda Tuska z niemieckim błogosławieństwem dla przejęcia władzy nad Wisłą, niemal w tym samym momencie, kiedy zaczęła się operacja „Śluza” na granicy z Białorusią, miał doprowadzić do politycznego chaosu. Pewnie w razie przejęcia przez niego rządów pomoc Warszawy dla Ukrainy wyglądałaby tak jak wsparcie ze strony Berlina. Pierwsze dni wojny zupełnie obnażyły niemiecką politykę. Władze Niemiec wprost powiedziały ukraińskiemu ambasadorowi, że żadna pomoc nie ma sensu, bo Kijów padnie w kilka dni. Kijów nie padł, a wcześniej Polacy nie pozwolili na zmianę rządu. Ukraińcy to Niemcom zapamiętają. Bo Berlin jest współwinny tej wojny, kolejnej w Europie w ciągu trochę ponad wieku. Niemcy znalazły się w kleszczach własnej polityki energetycznej i wzbudziły nieufność USA. Ich sytuacja gospodarcza ewidentnie się pogarsza. Liczą jak zwykle na dominację w UE i uzależnionych od Berlina polityków. To jednak może okazać się za mało. Wrzutki typu „rtęć w Odrze” świadczą nie tyle o ich sile, ile o tym, że gonią w piętkę. Rosja z tej wojny łatwo się nie wywikła. Niemcy mogłyby wyjść z tej klęski bez dużego szwanku, ale musiałyby zacząć serio traktować istnienie demokracji w krajach Europy Środkowej. Łatwe to dla nich nie będzie, a imperialne dziedzictwo toczy ich politykę jak rak, szkodząc ostatecznie również im samym.


Tekst pochodzi z najnowszego tygodnika "Gazeta Polska" nr. 34; data: 24.08.2022.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka